Katarzyna Puzyńska, polska autorka cenionych kryminałów psychologicznych, rozmawia z Tess Gerritsen, amerykańską mistrzynią thrillerów, twórczynią bestsellerowej serii Rizzoli&Isles. 

 

Napisałaś już 28 książek, o ile się nie mylę…

26.

 

Czy pisanie ich nadal cię ekscytuje?

O tak. Chociaż największa ekscytacja pojawia się, kiedy wpadam na nowy pomysł. Przed fazą ciężkiej pracy uwielbiam burzę mózgu, która poprzedza pisanie, kiedy rozmyślam nad tym, w jaki sposób będzie wyglądała ta opowieść, co zrobię z tym nowym pomysłem.

 

Jaka jest twoja ulubiona część procesu pisania? Planowanie, research czy może pisanie?

Samo pisanie nie jest moją ulubioną częścią. Pisanie to ciężka praca. Siedzisz tylko przy biurku. Zdecydowanie wolę śnić na jawie i wyobrażać sobie jak potoczy się moja opowieść.

 

Ja na przykład jestem bardzo niecierpliwa i kiedy mam nowy pomysł na książkę, to chciałabym, by już była gotowa. Samo redagowanie tekstu jest bardzo trudne.

To prawda, to żadna frajda. 

 

Wolisz pisać książki w seriach czy osobne historie? 

Pracuję nad 12. książką w serii Rizzoli&Isles i muszę przyznać, że zaczynam być powoli zmęczona bohaterkami. Chciałabym, by na chwilę poszły się zdrzemnąć. Więcej zabawy daje mi wymyślanie nowych pomysłów i historii, niezależnych od istniejących cykli.

 

Odczuwasz sympatię do bohaterek na tyle, by za nimi zatęsknić?

Lubię zmiany. Chętnie obserwuję, jak zmienia się ich życie. W nowej książce czeka je kilka nowych sytuacji. 

 

To ważna informacja dla nas, czytelników. Ja w tym cyklu lubię dynamikę postaci i ich rozwój. Czy któraś z postaci jest ci bliska lub podobna do ciebie?

Maura Isles. Wiąże się z nią zabawna historia. Ta postać zawdzięcza swoje imię i nazwisko aukcji charytatywnej. Otóż wystawiłam na aukcję możliwość nazwania bohaterki mojej nowej książki. Aukcję wygrała osoba, która zaproponowała doktor Maurę Isles. Ona gdzieś istnieje.

 

Naprawdę?

Może już nie żyć, ale była to…

 

…czyli nigdy się z tobą nie skontaktowała?

Nie. To była prawdziwa krewna osoby, która wygrała aukcję. Musiałam zatem umieścić ją w książce. Nigdy nie rozmyślałam o tym, kim ona naprawdę jest, więc wzorowałam ją na sobie. Stąd Maura ma podobne do mnie cechy charakteru.

 

Jakie na przykład?

Miłość do nauki.

 

Obie jesteście lekarkami?

Tak, obie odnajdujemy się w nauce i jeśli coś nie ma logicznego wytłumaczenia, nie przyjmujemy tego do wiadomości.

 

Nie ma zatem elementów nie z tego świata?

Nie. Czasem, kiedy w historii coś wydaje się mieć podłoże nadprzyrodzone, Maura zawsze będzie tą, która powie, że musi kryć się za tym naukowe wytłumaczenie.

 

A Jane?

Jane jest podobna do policjantek, które poznałam. Kobiety nie mają łatwo w tej pracy. Muszą zostać zaakceptowane  i pracować w bardzo męskim środowisku. Ona taka jest. Dorastała z braćmi i musiała walczyć, by jej słuchali. 

 

W Polsce jest podobnie. Trudno wybić się w świecie, w którym rządzą mężczyźni.

By kobieta mogła zostać strażakiem, policjantem czy żołnierzem musi udowodnić, że jest lepsza od mężczyzn.

 

Pracują za dwóch i często mają jeszcze rodziny, to nie jest łatwe, więc należy im się szacunek.

To prawda.

 

Przeczytałam, że gdy byłaś mała oglądałaś horrory, by podszkolić angielski.

To była moja mama. Oglądała je, by nauczyć się języka.

 

Pochodziła z Chin.

Tak. Zabierała nas do kina na horrory i stąd mój sentyment do tego gatunku.

 

Jak myślisz, skąd w ludziach ta fascynacja złem, która staje się coraz bardziej popularna?

Mroczna strona zawsze pociągała ludzi. Pewnie dlatego, że zdajemy sobie sprawę z jej istnienia. Na świecie dzieją się straszne rzeczy, a horror może uosobić całe to zło w postaci potwora. W formie, którą możemy pokonać. Myślę, że oglądanie horrorów pomaga nam – w sensie psychologicznym.

 

Jak katharsis w starożytnej Grecji. Wyzbywasz się złych emocji i dzięki temu czujesz się lepiej?

Zgadza się.

 

Stephen King powiedział kiedyś, że straszne rzeczy dzieją się na kartach książki − w bezpiecznym środowisku − a dobro zawsze wygrywa ze złem.

Tyczy się to zarówno kryminałów, jak i horrorów. Obydwa gatunki budują bezpieczną przestrzeń, w której można zmierzyć się z własnymi lękami; pomyśleć, co by się zrobiło w takiej sytuacji: żeby przeżyć i żeby wszystko pomyślnie się zakończyło.

 

Porozmawiajmy o lękach. Niektórzy uważają, że pisarze w swoich książkach toczą potyczki z własnymi lękami. Myślisz, że tak jest?

David Morrell, który napisał cykl o Rambo, ma teorię, że pisarze piszą, by odpowiedzieć na pewne pytania z dzieciństwa. Moje pytanie brzmi: co sprawia, że osoby, które zachowują się normalnie i wyglądają normalnie dopuszczają się potwornych czynów? Mieliśmy w rodzinie przyjaciela, który trafił do więzienia za morderstwo szwagierki. Nigdy wcześniej nie widziałam w nim tej mrocznej strony. Wydaje mi się, że sięgam po kryminał, ponieważ chcę znaleźć odpowiedź na to pytanie.

 

Grasz na skrzypcach. Muzyka to ważny element twojej najnowszej książki.

Jest w niej motywem przewodnim. Na skrzypcach tylko jako amatorka, znacznie lepiej gram na pianinie. Naukę na skrzypcach rozpoczęłam dużo później i nigdy nie dokształciłam się wystarczająco. To bardzo trudny instrument. 

 

Czyli muzyka jest dla Ciebie ważna?

Tak. Bardzo. Mam wielu przyjaciół, z którymi spotykamy się i po prostu gramy. Głównie melodie irlandzkie, żwawe i skoczne. Pamiętam, kiedy odwiedziłam Irlandię. Zabrałam ze sobą skrzypce. Za każdym razem, kiedy wchodziłam z nimi do pubu, dostawałam darmowe piwo.

 

To miłe. Słuchasz muzyki, gdy piszesz?

Nie. Piszę w ciszy.

 

Ja również. Niektórzy potrzebują muzyki do zbudowania nastroju. Ja preferuję ciszę. Jak zatem wygląda twój typowy dzień?

Pewnie nie różni się od twojego. Wstaję, jem śniadanie, piję kawę i siadam przy biurku. Staram się napisać cztery strony dziennie. Robiąc tak, wiem, że ukończę książkę pod koniec roku. Pisząc, nie planuję z góry wszystkiego. Pierwsza wersja książki jest zatem zupełnie nie oszlifowana. Kończę ją pisać po około sześciu-siedmiu miesiącach. Kolejne miesiące przeznaczam na poprawki.

 

Podobnie u mnie. Jak wygląda twój pokój?

Pracuję z domu. Moje biuro znajduje się nad garażem. Mam piękny widok na ocean.

 

Rodzina akceptuje twoje wielogodzinne sesje pisarskie?

Nauczyli się już to znosić. Mój mąż wie, że gdy drzwi do gabinetu są zamknięte, ma całkowity zakaz wstępu.

 

Mój mąż także. Chociaż czasem uświadamia mi, że nie spędzam z nim wystarczająco dużo czasu.

Znam to. Trudno jest być pisarzem w związku małżeńskim. Jeśli twoja druga połówka nie jest pisarzem, to nie rozumie, że nawet gdy nie jesteś zamknięta w swoim pokoju, a na przykład oglądasz telewizję, to nadal pracujesz. Gdy nie rozmawiasz z nimi cały czas, oni myślą, że ich ignorujesz, a ty układasz w głowie historię, pracujesz.

 

Studiowałaś medycynę. Skąd zatem pisanie?

Wiedziałam, że zostanę pisarką już w wieku 7 lat. Ty prawdopodobnie też. Mój ojciec powiedział, że nie utrzymam się z tego. Zasugerował, bym studiowała medycynę. Było to pewne źródło dochodu. Zostałam lekarzem, ale kiedy urodziłam syna i poszłam na urlop macierzyński, miałam więcej czasu i napisałam pierwszą książkę. Pomyślałam, że to jest to, co miałam od zawsze robić.

 

Zaczęłaś od thrillerów romantycznych. Dlaczego?

Kiedy jeszcze praktykowałam medycynę, jeden z pacjentów podarował mi wielką paczkę z romansidłami. Lubiłam je czytać i pomyślałam, że taka będzie moja pierwsza książka.

 

Dodałaś jednak kilka elementów od siebie.

Tak, dodałam zagadkę kryminalną. To stały motyw w moich powieściach.

 

Ja także lubię te romanse, ale według mnie musi tam pojawić się zbrodnia lub inny dramat, co pozwoli podtrzymać ciekawość czytelnika. Piszesz także scenariusze. Wolisz je od powieści?

To zupełnie co innego. W książce możesz dogłębnie zająć się konkretnym tematem. Scenariusze są krótkie. Film to 120 stron, w tym dialogi. Lubię pisać scenariusze ze względu na szybkie tempo. Wszystko musi się wydarzyć w krótszym czasie. Zależy to jednak od nastroju, tego, na co w danej chwili mam ochotę.

 

Skończyłaś także zdjęcia do filmu „Island zero”.

Wspólnie z synem postanowiliśmy nakręcić horror. On zrobił wcześniej kilka filmów dokumentalnych.

 

Jest reżyserem?

Tak, ale nigdy nie kręcił fabuły. To nowe terytorium. Zaproponowałam, byśmy zrobili coś wspólnie, taki rodzinny projekt. Napisałam scenariusz „Island Zero”. Osadzony na małej wyspie rybackiej nieopodal Maine. Małe wyspy jak ta są uzależnione od dostaw żywności i paliwa ze stałego lądu. Pewnego dnia prom przestaje kursować. Telefony nie działają. A rybacy, którzy zostają wysłani na ląd, nie wracają. Mieszkańcy wyspy zastanawiają się, co stało się ze światem zewnętrznym, a na brzegu zaczynają pojawiać się ciała. Pytanie brzmi, co się wydarzyło i co stanie się z tymi, którzy ocaleli.

 

Spodobało ci się Maine jako miejsce fabuły?

Mieszkam tam. Podoba mi się ta okolica oraz chciałam nakręcić film, którego akcja rozegra się w Maine, bo to nasz stan.

 

A Boston? Też jest częścią twoich książek.

Kiedy zaczęłam pisać kryminał „Chirurg”, zdałam sobie sprawę, że Maine to mały stan. Nie ma tu wielu morderstw. Nie byłoby to wiarygodne miejsce ataków seryjnego mordercy. Boston był najbliższym dużym miastem.

 

Lubisz Boston?

Lubię, ale nie cierpię jeździć po Bostonie

 

Przeczytałam, że powierzchnię stanu Maine pokrywają w 85% drzewa.

Tak. To praktycznie same drzewa. To duży stan, ale ma tylko około miliona mieszkańców, którzy głównie zamieszkują wybrzeże. Jeśli pojedziesz na północ i zgubisz się w lesie, nikt cię nie znajdzie.

 

Świetne miejsce na horror.

Doskonałe, gdyby nie to, że jest tam... bardzo bezpiecznie. Nie mamy żadnych groźnych zwierząt w Maine. To znaczy są niedźwiedzie, ale nikogo nie zaatakowały.

 

Na szczęście. Jesteś przesądna?

Nie.

 

Mówiłaś, że nie wierzysz w zjawiska nadprzyrodzone, więc powinnam była się domyślić, że nie.

Nie mam nic przeciw temu, by pisali o nich inni. Kiedy ja się za to zabieram, zawsze zatrzymuje się i mówię, że to niemożliwe. Jeśli coś jest niewiarygodne, nie jestem w stanie o tym pisać.

 

Wróćmy do twoich korzeni. Mama pochodziła z Chin. Tata także?

Rodzice mojego ojca pochodzili z Chin. Jest synem emigrantów.

 

Czy coś z przeszłości twojej rodziny inspiruje cię?

Książka „Milcząca dziewczyna” opowiada o moich korzeniach, są w niej chińskie inspiracje. Moja mama wierzyła w zjawiska nadprzyrodzone. Twierdziła, że kiedy była mała widziała ducha.

 

Oglądając chińskie filmy lub czytając książki chińskich autorów, odnoszę wrażenie, że jest tam dużo elementów nadprzyrodzonych.

Tak. Oni w to wierzą. Mają cudowne legendy, jak cudowna bajka o królu małp, która znalazła się w książce. Kiedy dorastałam do naszego domu przychodziły osoby twierdzące, że są medium. Urządzały seanse spirytystyczne, wpadały w trans i przemawiały językami.

 

Co się stało? Stałaś się niewierzącą w cuda lekarką?

Tak, zostałam sceptyczką w rodzinie.

 

Po studiach?

Wcześniej. Zorientowałam się, że to wszystko jest po prostu… niemądre.

 

A wracając do pisania, czy czytasz recenzje swoich książek?

Czasem trzeba. Wolałabym tego uniknąć, ale w wyszukiwarce zawsze wyskoczy ci jakaś zła recenzja twojej książki. Nie da się tego uniknąć.

 

Co wtedy robisz?

Nic już nie można robić. Trzeba nauczyć się nie przejmować, sprawić, by spływały po tobie jak po kaczce.

 

Są też dobre recenzje.

Tak, ale jest wspólna cecha łącząca wszystkich pisarzy: zapominamy o dobrych recenzjach, a zapamiętujemy te złe.

 

Chciałam to powiedzieć: na nasze nieszczęście.

To prawda. Lata później nie pamiętasz dobrych opinii, ale ta jedna zła wciąż w tobie tkwi.

 

Masz ulubionych pisarzy lub takich, których najchętniej czytasz?

To autor książek literatury faktu. Nie wiem, czy wydano go w Polsce, Michael Pollan. Pisze o jedzeniu i nauce.

 

Czyli gotujesz?

Odkąd pamiętam. Mój ojciec był kucharzem. Miał restaurację. Może dlatego uwielbiam przebywać w kuchni, szczególnie siekać.

 

Co jest twoim daniem popisowym?

Wychowałam się w Kalifornii i uwielbiam jedzenie meksykańskie. Sama robię tortille, tacos. Chińszczyzna jest trudna do przygotowania. Wymaga za to dużo siekania.

 

Sprawnie posługujesz się nożem?

Wciąż nie siekam tak szybko, jak powinnam. Moje umiejętności wymagają udoskonalenia.

 

Jak to się stało, że osiadłaś w Maine? Skoro dorastałaś w Kalifornii.

Proza życia. Poznałam swojego męża. Wyszłam za mąż. Przeprowadziliśmy się na Hawaje. Po 12 latach zmęczyło mnie mieszkanie na wyspie. Do Maine pojechaliśmy jednego pięknego lata na wakacje. Nazywamy to gorączką wyspiarzy. Ma miejsce, kiedy na wyspie zaczynasz odczuwać klaustrofobię.

 

Nigdy nie mieszkałam na wyspie. Mogę sobie tylko wyobrazić.

To piękne miejsce, ale bardzo odosobnione.

 

Piękne jest też to, że zaangażowałaś się w walkę z Alzheimerem. Dlaczego uważasz, że powinniśmy walczyć w tą chorobą?

Ona zabija demografię USA. Cierpi na nią 5 milionów obywateli. Populacja się starzeje, leczenie i opieka są kosztowne, bardzo cierpią przez nią rodziny i pacjenci. Mój ojciec umarł na Alzheimera. Znam tę chorobę. Zdiagnozowano go, gdy miał 60 lat, a umarł 23 lata później. Choroba zabrała mu najlepsze lata życia. Myślę, że nadszedł czas, byśmy znaleźli lekarstwo. Miliony ludzi cierpią.

 

Na koniec pytanie, które często słyszę sama. Czy twój mąż się ciebie nie boi?

Mnie też wciąż o to pytają! A mam wrażenie, że twórcy kryminałów są mili i sympatyczni.

 

To samo chciałam powiedzieć.

Są mili. Bać można się pisarzy romansów.

 

Całkowicie się z tobą zgadzam.

Autorzy kryminałów przelewają wszystkie lęki na papier. Nie poznałam autora kryminału, którego bym nie polubiła.

 

Ja podobnie.

 

Dziękuję. Bardzo miło się rozmawiało.

Dziękuję. Było super!

1 ksizka book wywiad albatros Tess Kasia Puzyska

Fot. materiały prasowe