„Shantaram” to książka pod wieloma względami sensacyjna, ale nie tylko. Porywająca historia zbiegłego z więzienia Australijczyka ujęta w formie wspomnień. Niesamowity klimat Bombaju lat osiemdziesiątych –miasta, które miało być dla głównego bohatera jedynie przystankiem, a okazało się nowym domem. Poniżej prezentujemy kilka fragmentów.

Dużo czasu minęło i wiele się na świecie zmieniło, zanim nauczyłem się tego, co wiem o miłości, przeznaczeniu i ludzkich decyzjach, ale w gruncie rzeczy wszystko to dotarło do mnie w jednej chwili, kiedy zostałem przykuty do muru i zaczęły się tortury. Jakimś sposobem zdałem sobie sprawę – poprzez krzyk w mojej głowie – że choć jestem spętany, bezradny i krwawię, pozostałem wolny; mogłem znienawidzić ludzi, którzy mnie torturowali, albo im wybaczyć. Wiem, nie brzmi to dobrze. Jednak w szarpnięciach i kąsaniu łańcucha, kiedy tylko tyle ci zostało, ta wolność stanowi wszechświat możliwości. A wybór pomiędzy nienawiścią i wybaczeniem może stać się historią twojego życia.

(…)

Na plaży Chowpatty skręciliśmy w kierunku przeciwnym do morza i po chwili chłodna bryza znikła w dusznym powietrzu ulic pełnych wysokich tarasów. Włączyliśmy się w sznury pojazdów, wlokących się w oparach ku Nana Chowk. Tutejsza zabudowa pochodziła ze środkowego okresu rozbudowy Bombaju jako wielkiego miasta portowego. Niektóre budynki, wzniesione w krzepkim geometrycznym stylu brytyjskich namiestników, miały po dwieście lat. Misterne balkoniki, ozdoby wokół okien i schodkowe fasady emanowały elegancją, na którą nowoczesne miasto, pomimo całego wielkomiejskiego sznytu i chromu, rzadko może sobie pozwolić.

Rejon od Nana Chowk do Tardeo nazywano dzielnicą parsów. Początkowo dziwiło mnie, że miasto tak różnorodne jak Bombaj, z takim bogactwem narodów, języków i celów, ma skłonność do tak wąskich podziałów. Jubilerzy mieli osobne bazary, podobnie jak mechanicy, hydraulicy, cieśle i inne specjalności. Muzułmanie mieli własną dzielnicę, podobnie jak chrześcijanie, buddyści, sikhowie, parsowie i wyznawcy dżinizmu. Jeśli chciało się kupić lub sprzedać złoto, odwiedzało się bazar Zhaweri, gdzie o uwagę klienta rywalizowały setki złotników. Jeśli chciało się odwiedzić meczet, w zasięgu wzroku miało się ich kilka.

Ale po chwili zrozumiałem, że te podziały, jak wiele innych granic w tym skomplikowanym, wielokulturowym mieście, nie były tak sztywne, jak mi się wydały. W dzielnicy muzułmańskiej znajdowały się świątynie buddyjskie, na bazarze Zhaweri wśród lśniących klejnotów handlowali sprzedawcy jarzyn, a niemal przy każdym luksusowym wieżowcu znajdowały się slumsy.

(…)

1 fragment SHANTARAM bestseller book ksiazka marginesy wydawnictwo

Heroina to komora deprywacyjna dla duszy. Dryfowałem po Morzu Martwym odlotu, gdzie nie ma bólu, żalu, wstydu, poczucia winy ani żałoby, nie ma depresji i pożądania. Śpiący wszechświat wnika i otacza każdy atom egzystencji. Odrętwienie i spokój rozpraszają strach i cierpienie. Myśli płyną bez celu jak wodorosty na falach oceanu i znikają w odległej, szarej śpiączce, niekonkretnej, nieokreślonej. Ciało poddaje się kriogenicznej drętwocie; niemrawe serce bije słabo, oddech zwalnia do ledwie słyszalnego szmeru. Gęsty nirwaniczny kożuch przykrywa kończyny i ciąży im, a śpiący pogrąża się coraz dalej i dalej w zapomnienie, w idealny wieczny odlot.

(…)

Nazwa „mafia” pochodzi od sycylijskiego określenia przechwałek. A jeśli spytasz jakiegokolwiek poważnego człowieka, który zarabia na życie popełnianiem poważnych przestępstw, nie usłyszysz od niego nic innego, tylko przechwałki, które w końcu się na nas przeważnie mszczą. Ale nigdy nie nabieramy rozumu. Może nie sposób łamać prawa, nie czując z tego powodu dumy. Oczywiście w tych ostatnich miesiącach dawnej mafii, bractwa założonego, kierowanego i rządzonego przez Kadirbaja, słychać było mnóstwo przechwałek. Były to jednak ostatnie chwile, kiedy każdy w bombajskim podziemiu mógł powiedzieć, że jest dumny z bycia gangsterem.

Fragmenty z książki: „Shantaram”, Gregory David Roberts, tłum. Maciejka Mazan, Wydawnictwo Marginesy.

Fot. materiały prasowe