Koniec z mitologizowaniem architektury. Ila Bêka i Louise Lemoine w filmie „Koolhaas Houselife” pokazują jedną z najważniejszych realizacji Rema Koolhaasa, Maison à Bordeaux. Oczami sprzątaczki. 

Film rozpoczyna się od ujęcia w autobusie – francuska wycieczka wraz z przewodnikiem jedzie do Maison à Bordeaux, jednego z najważniejszych przykładów nowoczesnej architektury. Kompetentny przewodnik serwuje podopiecznym i widzom garść informacji, suchych, ale nieuniknionych – o lokalizacji, o statusie budynku, o pogodzie, która uniemożliwia pełne docenienie zewnętrznej formy kompleksu. Cięcie. Kolejne ujęcie – wycieczka proszona jest o zdjęcie butów, żeby nie pobrudzić podłóg w trakcie zwiedzania. Widzimy bose stopy amatorów architektury, które rytmicznie plaskają po betonowej powierzchni. Cięcie – wycieczka skończyła zwiedzanie, wkłada buty, autobus odjeżdża. Tak rozpoczyna się film „Koolhaas Houselife”.

Już początek filmu sugeruje, że nasze zwiedzanie monumentalnego budynku zaprojektowanego przez Rema Koolhaasa nie będzie pomnikowe. Reżyser odcina się od kłopotliwego zwyczaju zdejmowania butów przed progiem, od peanów pełnych zachwytu nad wyjątkowością budowli, nad całą pompą otaczającą rezydencję. Nie interesują go daty, inspiracje, nazwiska, powierzchnia, sposoby wykończenia. To, co jest dla niego ważne, to życie (w) budynku.

1 rem koolhaas super dutch recenzja

Bêka i Lemoine zwracają się więc w stronę ludzi, których nie widać podczas żadnej z wycieczek, a którzy mogą powiedzieć o rezydencji więcej niż niejeden przewodnik. Główną bohaterką w filmie staje się więc Guadalupesprzątaczka, gospodyni i opiekunka domu w podeszłym wieku. Kobieta trochę żartuje, trochę marudzi i gdera, ale to najlepszy przewodnik, jaki mógł nam się trafić. Mieszkając od lat na tyłach rezydencji siłą rzeczy poznała uroki i niedostatki domu, który uznawany jest za perełkę architektury holenderskiej.

Budynek jest ogromny i piękny; masywny, ale jednocześnie lekki dzięki przesunięciu osi konstrukcyjnej. Zachwyca prostotą surowego betonu, ale i niestandardowymi rozwiązaniami technologicznymi. Został zaprojektowany dla Jeana Francois’a Lemoine’a, który w ostatnich latach życia był częściowo sparaliżowany i poruszał się na wózku. Uwzględniając jego inwalidztwo, stworzone zostały rozwiązania, które miały usprawnić mu poruszanie się po trzech rozległych poziomach domu, a także gwarantować wyizolowaną przestrzeń do pracy. Na pionowej osi została zamontowana winda przypominająca nieco masywny podnośnik, która składała się jedynie z masywnego betonowego bloku idealnie wpasowującego się w podłogę – urządzenie zachwycające pomysłowością i kompatybilnością z przestrzenią mieszkalną. Rozwiązań równie pomysłowych można znaleźć w budynku po prostu mnóstwo. W końcu między innymi dlatego jest on tak niepowtarzalny; dlatego wycieczki z całego świata ciągną właśnie do tego miejsca.

Co na to wszystko Guadalupe? Budynek jest wielki i trudno się go sprząta. Wszystko się zacina i trzeba uważać, żeby nie utknąć w szklanym pomieszczeniu na amen. Część budynku nie została zadaszona i padający deszcz wlewa się schodami do piwnicy. Okna – nieszczelne. Wszędzie jest beton – jakby to był jej dom, nie byłby taki szary. Kuchnia? Trochę niepraktyczna. Koszt utrzymania? Guadalupe tylko kręci w milczeniu głową. Na pytanie, czy podoba się jej rezydencja, odpowiada, że tak, owszem, ale… jak to możliwe, że ten budynek stoi na jednej podporze? To niemożliwe. Przecież nie ma w nim żadnych ścian, tylko szyby.

„Koolhaas Houselife” to dowcipny, zabawny film, którym pokazuje się, że można inaczej opowiedzieć architekturę. Bêka i Lemoine ze swadą demitologizują mit narosły wokół architektury Koolahaasa, ale jednocześnie pokazują, żeby nie zapominać do czego przede wszystkim służyła. 

2 rem koolhaas super dutch recenzja

Fot. materiały prasowe