Robert Lacey wraca do czasów, kiedy moda i uroda stały się wielkim biznesem. Przedstawia fascynującą opowieść o ikonie naszych czasów, „matce współczesnego modelingu”, która uczyniła go jedną z najbardziej pożądanych profesji. Przedstawiamy wam fragmenty książki „Agencja modelek Eileen Ford”.

Kiedy w 1940 roku na początku wakacji Jean Compo przyprowadziła do biura Conovera Eileen Otte, od razu zauważył, że nie jest to olśniewająca piękność. Jego talent polegał jednak na tym, że umiał wyłowić tak zwaną naturalną bądź autentyczną twarz. Czasem reklamodawcom zależało na takiej bardziej niż na doskonałym pięknie. Eileen była pełną zapału młodziutką i bezczelną studentką z mocno zadartym noskiem. A właśnie taka twarz była przez jakiś czas potrzebna jednemu z jego klientów, magazynowi „Mademoiselle”, który każdego lata przygotowywał specjalne wydanie „studenckie”, z przeglądem trendów modowych na nadchodzącą jesień. W tamtych czasach wszystkie zawodowe modelki były niedoścignionymi i oderwanymi od ziemi ideałami, więc kiedy klient szukał nieco bardziej przyziemnego wizerunku, dzwoniono po studentki. Eileen wyglądała wypisz wymaluj jak dziewczyna z sąsiedztwa, więc Conover zadzwonił do niej i umówił ją na sesję reklamową i edytorialową do wydania specjalnego „Mademoiselle”.

 (...)

Punktualnie o 7.30 wzywano dziewczęta do jadalni na kolację. Przy każdym komplecie zastawy stały solniczka i pieprzniczka i leżały srebrne sztućce – ułożone po obu stronach talerzy równo jak narzędzia chirurgiczne przed operacją.

Leżał tam taki malutki i cieniutki widelczyk. Widziałam taki pierwszy raz w życiu. Okazało się, że służy do wyciągania mięsa ze szczypców homara – wspominała modelka.

Inne dziewczęta zapamiętały tajemniczą lnianą kremową chusteczkę, która leżała przed nimi na stole, a którą miały rozłożyć i położyć sobie na kolanach. Nowością było dla nich także to, że kolację je się przy stole, przy którym zamiast oglądać telewizję trzeba zabawiać pozostałych biesiadników konwersacją.

Eileen zawsze powtarzała: dziewczęta, musicie się uczyć.  A teraz popatrzcie na tego karczocha… opowiadała Russo.

Jerry Hall twierdziła później, że sześć miesięcy spędzonych z Fordami było najnudniejszym czasem w jej życiu. Gdy w 1974 roku poznała w Paryżu Eileen i Jerry’ego, miała zaledwie osiemnaście lat, ale była już w dużej mierze ukształtowaną i popularną modelką: pracowała z Avedonem, Pennem, Scavullem. Jej twarz trafiła na okładkę „Vogue’a” z innych najważniejszych francuskich pism. Miała wielu kochanków i własne mieszkanie w Siódmej Dzielnicy.”

1 eileen ford models agency US marginesy ksiazka book

(…)

– Eileen Ford zapłaciła za mój ślub. Potem, kiedy mój syn Ed miał siedem czy osiem lat, zgubił się w Central Parku. Byłam tak zrozpaczona, że chciałam skoczyć z okna. Zadzwoniłam do Eileen, a ona rzuciła wszystko, przyjechała do mnie i po prostu trzymała mnie w ramionach, aż się uspokoiłam i znalazłyśmy Eda – opowiadała Iris Bianchi, ale kilka innych modelek także wspominało o podobnych gestach.

Wkrótce po narodzinach naszych córek u mojego męża Sachy zdiagnozowano raka w stanie terminalnym i pierwszą osobą, do której zadzwoniłam po powiadomieniu matki, była Eileen. Nigdy nie zapomnę naszej rozmowy. Zadzwoniłam do niej z automatu, z holu szpitala Lenox Hill. Była delikatna i silna. A potem, kiedy Sacha umarł, pomogła mi skontaktować się z zagranicznymi agencjami, żeby zarobić na utrzymanie córek – relacjonowała Jan McGuire, modelka popularna pod koniec lat sześćdziesiątych i w latach siedemdziesiątych.

Rene Toft Simonsen, jedna z gwiazd Forda z lat osiemdziesiątych, wspominała ciepło,  z jakim współczuciem zareagowała Eileen, kiedy jej modelka dostała ataku paniki, który w 1988 roku doprowadził do zakończenia kariery. Przeprowadziła się wtedy do Izraela, do kibucu, gdzie zbierała owoce ubrana w brzydkie ubrania i zapuściła włosy pod pachami.

3 eileen ford models agency US marginesy ksiazka book

Nikt nie miał do mnie pretensji. Spotkałam się tylko z wyrazami szczerej miłości i wsparcia, choć Jerry właśnie wynegocjował dla mnie fantastyczny kontrakt z Cover Girl i mój wyjazd musiał ich kosztować fortunę. Nigdy nie wątpiłam, że Eileen bardzo się o mnie troszczy. Kiedy wyjechałam z Nowego Jorku i zaczęłam podróżować, zawsze wysyłałam jedną pocztówkę mamie, a drugą Eileen – opowiada.

Simonsen znała cenę lojalności Eileen wobec tych, których uważała za bliskich.

Zawsze poważnym problemem było to, że Eileen chciała mieć nad wszystkim kontrolę. Nie czuła się szczęśliwa, jeśli w pełni nie panowała nad sytuacją.

Simonsen pamięta, jak kiedyś wróciła na Siedemdziesiątą Ósmą późno po pracy i stwierdziła, że Eileen i Jerry już się położyli.

Poszłam się z nimi zobaczyć i położyłam się w nogach ich łóżka, żeby opowiedzieć Eileen, jak mi minął dzień. Była wesoła i śmiała się, ale ani na chwilę nie przestała mi matkować. Zawsze mi mówiła, co mam robić, a to mnie bardzo denerwowało. Miałam siedemnaście lat, a ona uważała, że wie najlepiej, jak mam się zachowywać. Ani trochę się z tym nie zgadzałam.

Jeśli ktoś grał w drużynie Eileen i przestrzegał jej zasad, obdarzała go miłością. Jeśli jednak czuła, że ten ktoś może jej odebrać kontrolę nad sytuacją albo nad sobą, zaczynała się zupełnie inna śpiewka.

 

Fragment książki Roberta Lacey'a „Agencja modelek Eileen Ford” (Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2016). Tłumaczenie: Pola Sobaś-Mikołajczyk. Redakcja enter the ROOM objęła patronat nad publikacją.

5 eileen ford models agency US marginesy ksiazka book

Fot. materiały prasowe, Małgorzata Stolińska dla enter the ROOM