Dokąd zmierzasz? – powtórzę. Polacy mają konkretny pomysł na wakacje, od wielu lat. Ma być gorąco, mają być slipy i all inclusive. A może jednak coś się zmienia?

Przede wszystkim wakacje są po to, żeby odpocząć. Z tym zgodzimy się wszyscy, bez wyjątku. To, w jaki sposób odpoczywają jednostki, to już inna sprawa. Może być to odpoczynek aktywny, poznawanie nowych miast, wspinaczka górska, a nawet przedzieranie się i zwisanie na lianie w południowoamerykańskiej dżungli. Preferencji jest tyle, ile głów w Polsce, czyli podsumowując rachunek mniej więcej, mamy do czynienia z około 40 milionami pomysłów. Sporo. Statystycznie jednak niektórzy spotykają się w połowie drogi, wybierając fantastycznie leniwy odpoczynek. I tu zaczyna się udręka, bo można sądzić, że single spędzają wakacje inaczej niż pary, a takie badania w tym roku przeprowadziła Grupa Onet, na portalu Sympatia.pl. Okazuje się bowiem, że w Polsce żyje 4 miliony osób niebędących w związku. Czytam również, że 37% z nich wyjeżdża na wakacje ze znajomymi, rzadziej samotnie (27%), a jeszcze rzadziej z rodziną (22%), co akurat specjalnie mnie nie dziwi, bo jak już ustaliliśmy na początku, urlop ma służyć odpoczynkowi, a jak tu się relaksować, skoro nad uchem brzęczą matka i babka, powtarzające jak mantrę pytanie: kiedy ty się ustatkujesz? Zdziwić może za to destynacja obierana przez singli –  w tym roku większość wybiera Bałtyk. Może dlatego, że polskie morze znów stało się modne? Bo na pewno nie chodzi o kwestie finansowe. Tu akurat Bałtyk o temperaturze 10 stopni Celsjusza śmiało konkuruje z 20-stopniowym Morzem Śródziemnym. Ba! Wody oblewające Ibizę czy Katalonię to w tym sezonie 24 stopnie. Ku sprawiedliwości, przyznaję, Bałtyk w tym roku ma nawet 15 stopni. Ale nie bawmy się w pogodynki. Singiel czy szczęśliwe narzeczeństwo albo małżeństwo – nie ma znaczenia – odpocząć musi każdy. Dokąd więc najchętniej wybierają się Polacy?

2 summer beach lato polskie lato baltyk flickr sea water 

OK, TRUDNO – TO NIE

Niekwestionowanym liderem wszelkich rankingów lat dwutysięcznych były kraje Afryki Północnej, a szczególnie Egipt i Tunezja. Wszystko zmieniła tzw. Wiosna Arabska, cykl rewolucji, który pociągnął za sobą tragiczne konsekwencje – ataki terrorystyczne, godziny policyjne, mnóstwo ofiar. Początkowo, mimo ostrzeżeń polskiego MSZ i międzynarodowych agencji bezpieczeństwa, ciężko było Polakom zrezygnować z all inclusive za 800 złotych, w cenę którego wchodził super hotel (choć fakt, na zdjęciach wyglądał inaczej), jedzenie i drinki serwowane na litry – Polak to w końcu nie byle kto, wódka mu płynie we krwi, to dziesięciu koktajli na godzinę nie wypije? Niech polewają – płacę, wymagam – wychodzi z założenia Polak na wakacjach.

Jak już każą wyjść z hotelu, to można przyodziać skarpety – koniecznie białe do połowy łydki, najlepiej z logo adidas, ale może być nike [wiadomo, czytane, jak ta tam grecka bogini]. Klasa, niech wszyscy widzą, że z byle kim do czynienia nie mają. Na to koniecznie sportowy sandał i można wskakiwać na wielbłąda. Wtedy tylko pstryk zdjęcie z piramidami w tle, koniecznie uniesione ręce ku górze, a żeby upodobnić się do tubylców, co ma również swoje dobre strony – ochrony przed słońcem – należy zdjąć koszulkę i omotać nią głowę. Nawet lepiej, brzuch i plecy się opali. Potem szybki powrót nad hotelowy basen, a wieczorem imprezka, może się kogoś pozna, poprosi się do tańca, rzuci dowcipem, pośmieje. To, co zadzieje się na wakacjach, na wakacjach zostaje. Co innego panie, te oglądają się za egipskimi kochankami, wysportowanymi, pięknie opalonymi, tak ładnie mówią, po polsku: kocham cię. I choć po miłość do Egiptu (i Afryki w ogóle) podróżowały (i nadal to robią) głównie Niemki – pokazał to w swojej słynnej trylogii Ulrich Seidl  Polki są w czołówce, za Brytyjkami. O Polakach w Egipcie, a konkretniej w Hurghadzie, powstał też świetny dokument produkcji HBO „Darling I Lowe Ju”, w reżyserii Anny Błaszczyk. Zjawisko turystyki erotycznej potwierdza też dr hab. Tomasz Szlendak z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. I, jak podkreśla, nie chodzi tylko o seks, ale całą sferę emocjonalną. Polki bowiem pragną adoracji, której na polskich ulicach nie mają szczęścia doświadczyć. Jak się kończą miłości wakacyjne? Wie to każdy. A szczególnie dumni polscy mężczyźni, dla których faceci z Egiptu to żenada. Za tę butę przychodzi zapłacić – zemścić się lubi najczęściej faraon, a wtedy to już murowane kilka dni podróży między łóżkiem a toaletą. To nic, za rok uzbiera się tych kilka stówek i się powtórzy. Acha, jest niebezpiecznie? Trudno, to nie.

1 summer beach lato polskie lato baltyk flickr sea water 

NA ZEUSA

No dobra, to skoro ani Egipt, ani Tunezja, trzeba znaleźć zastępstwo. W Turcji też coraz bardziej niebezpiecznie, to może Grecja? Tam to dopiero kultura, kolebka cywilizacji europejskiej, mówią. Ok, Unia wkurwia, ciągle czegoś chce, zamiast tylko dawać, nikt sobie nie przypomina, że na coś takiego w 2004 roku się umawialiśmy, bo my jesteśmy narodem dumnym, nikt nam nie wmówi, że „białe jest białe, a czarne jest czarne", cytując klasyka. No, ale cywilizacja europejska to co innego. Bachus spoko gość, syn Zeusa, dzięki któremu można pojechać do Zielonej Góry na Bachanalia, napić się młodego winka. Zapraszają studenci, zaśpiewa Bednarek i Strachy na Lachy. W Grecji w końcu też można trafić na all inclusive, a na zdjęciach świetnie będą wyglądać pomalowane na biało domki z okiennicami pociągniętymi farbą indygo. No i ten błękit morza. Dobra, niech będzie Grecja i po kłopocie. A jednak nie. Grecja ma wiele problemów – zaczęło się od zadłużenia na tak potężną skalę, że kraj stanął przed murem sankcji nałożonych przez UE. Ale jak tu cokolwiek ograniczyć, skoro tak to już od dziada pradziada było, że na koniec roku wypłaca się 13-tki, 14-tki, a jak ktoś ma szczęście to nawet 15-tki. W ciągu dnia nie ma co za dużo pracować, bo siesta, to po niej i tak się nie opłaca już wracać, bo po co, skoro można skończyć jutro. Oszczędności? Jakie oszczędności? Grecy wyszli na ulicę, a upust złości dali wybierając skrajnie lewicową populistyczną partię Syrizę, z liderem Aleksisem Tsiprasem na czele. Tsipras pogroził pięścią przywódcom wspólnoty i powiedział, że jego kraj długów spłacać nie zamierza. Być może trzeba było inaczej rozwiązywać spór po obu stronach, jak przekonywał najbardziej wpływowy ekonomista naszej dekady, Thomas Piketty, którego książka „Kapitał w XXI wieku była jedną z najczęściej kupowanych pozycji nie tylko w środowisku polityków i ekonomistów. My dziś jednak nie o ekonomii, ale o wakacjach, poza tym kto by pamiętał o Grecji, skoro większy numer wywinęli Brytyjczycy z Brexitem.

7 nac warszawa warsaw summer beach lato polskie lato baltyk flickr sea water

W każdym razie greckie problemy w UE dały się we znaki przemysłowi turystycznemu. No dobrze, trudno, każdy ma jakieś problemy, nie ma co, trzeba dać szansę greckim przyjaciołom. Może i w polityce nie są najmocniejsi, ale za to kto dorówna ich kuchni, widokom i zabytkom? No kto? Szczególnie widoki są super. Ale, moment! A co to? Do Afryki w tym roku nie jechaliśmy... Uchodźcy? A czemu tu? Nie mogą zostać gdzieś u siebie? Przypływają łodziami albo pontonami, część wyrzuca morze, koczują na ulicach i nie mają grosza przy duszy, więc psują widok na morze. Zaraz, zaraz... A skąd oni mają telefon komórkowy? Uchodźca z telefonem? Niesłychane, no podczas II wojny światowej nikogo na telefon stać nie było. Nie było telefonów? Nie szkodzi. To są prawdziwi uchodźcy, a nie, techniki się zachciało. Nie, polscy turyści nie współczują migrantom uciekającym z terenów objętych straszliwą wojną, ratujących swoje życie, chwytając się ostatniej deski – i niestety, często nie jest to przenośnia. Gdy kryzys nasilił się w ubiegłym roku, w polskich programach informacyjnych wypowiadali się turyści przebywający w Grecji. Mówili: nie tak wyobrażaliśmy sobie wakacje. Ci ludzie (uchodźcy) psują nam widoki i zabawę.

W tym roku Zakynthos jest nadal popularnym kierunkiem, podobnie jak Mykonos, Kos, Kreta i kilka innych miejsc, jednak na wiele mniejszą skalę niż do tej pory. Polak nie będzie się niepotrzebnie denerwował w Grecji. Szkoda tylko świeżych owoców morza i winka. Ale zaraz, te można przecież znaleźć w Hiszpanii!

3 summer beach lato polskie lato baltyk flickr sea water 

WINKO, TAPASIK, BYK, IMPREZA

Już w samolocie do Barcelony jest wesoło. Obok poważnych hiszpańskich biznesmenów w garniturach, rozbawione towarzystwo, popijając przemycony na pokład alkohol, podśpiewuje refren starego hitu „vamos a la playa, o-oooo. Skarpeta – jest, spodnie plażowe – są. Sandałki też, choć chyba lepiej pokazać się na początek w „adidasach". Jeszcze sakiewka na paszport i trochę euro zwisająca z szyi, sportowe okulary przeciwsłoneczne przylepione do twarzy – obecne. Można zacząć wakacje. W Barcelonie trochę nudno, miejska plaża niby spoko, ale jednak nie ma to jak kurort. No to hop, wynajmujemy EuropCar albo z wycieczką w podnajęty autobus do Lloret del Mar (tak, atrakcyjne miasteczko turystyczne znane Polakom z paradokumentu wyprodukowanego przez Polsat – „Pamiętniki z wakacji” istnieje i ma się doskonale). Tam można pochodzić po ulicy bez koszulki, a w Barcelonie już patrzą spod byka. No właśnie, gdzie te byki? Człowiek sroce spod ogona nie wypadł, czytało się Hemingwaya, wie się, że jeśli Hiszpania, to flamenco i corrida. A tu ani jednego, ani drugiego. Dobrze chociaż, że są dyskoteki. W Lloret najlepiej, bo Ibiza to sami Anglicy, od razu Polak poczułby się jak w Krakowie. A nie po to z Krakowa wyjeżdżał, żeby znów do niego wracać. Na Mallorce za to sami Niemcy. Rachunki po wojnie niewyrównane, nie ma więc wspólnej zabawy. I bądź tu mądry. Jest jeszcze jedna opcja, która zadowoli Polaka na wakacjach – kurorty na Costa del Sol. Wino super, patatas bravas też – ziemniaki z sosem, to prawie jak u nas. Ogólnie Polakom kuchnia hiszpańska smakuje, czasy konserw odeszły w zapomnienie (choć niektórym do tej pory z tą hołubioną tradycją ciężko się rozstać, ale to najczęściej pod namiotem). W all inclusive nie ma takiego problemu.

Tym samym według badań zleconych w 2016 roku przez „Rzeczpospolitą” to Hiszpania jest kierunkiem, który w tym roku odwiedzi najwięcej turystów z Polski. I Chorwacja. W tych dwóch miejscach, według szacunków, Polacy w ubiegłym roku wydali miliard złotych.

6 nac warszawa warsaw summer beach lato polskie lato baltyk flickr sea water 

BRACIA BAŁKAŃSCY

„Prawy do lewego, lewy do prawego” to ulubiona piosenka Polaka. Kayah odmawia śpiewania jej na koncertach, ale fani są nieugięci. Nie po to płacą kilka dyszek, żeby nie bawić się przy hicie, który piosenkarka nagrała z Goranem Bregovicem w latach 90-tych. Przerwa między piosenkami, Polak krzyczy: Kayah, prawy do lewego! Czekam na jej reakcję. W końcu, po siódmym wezwaniu, podchodzi do mikrofonu i odkrzykuje: a daj mi święty spokój! Kamień spada mi z serca, ale fani jakby zawiedzeni. Nic nie szkodzi. Portale plotkarskie donoszą, że Kayah i Bregovic już się pogodzili, bo podobno się kiedyś posprzeczali, a to wróży dobrze.

W sumie nie zdziwiła mnie gorycz w głosie pana pod krawatem, który wzywał do odegrania piosenki. Kto inny jak słowiańska dusza nie odczuwałby tych bałkańskich nut, takich prawdziwych, pełnych żałości i miłości. Bregovic swój chłop, lubi strzelić seteczkę na scenie, a jego koncerty przypominają wesele. U nas nie ma takich wesel, ale Polak widział je u Kusturicy. Chorwacja jest swojska, jest nasza. Polacy czują się tam dobrze, nieobco. A przecież o to w tym wszystkim chodzi, prawda?

Polskie wakacje to sprawa, która może budzić uśmiech. I dobrze. Bo czym byłby urlop bez zabawy? I przede wszystkim: kto polskiemu turyście zabroni?

8 nac warszawa warsaw summer beach lato polskie lato baltyk flickr sea water

Fot. www.nac.gov.pl