Dawno nie oglądałem wiadomości telewizyjnych, ale wnioskując po moim news feedzie na Facebooku albo po pobieżnym przeglądzie portali informacyjnych, myślę, że zaczynałyby się od nowości na rynku aplikacji, od Prismy albo Pokémonów. Nie wiem, czy to aby nie ułuda, że ten wyrywek rzeczywistości, który ląduje na moim wallu jest jej prawdziwym odbiciem, ale przypuszczam, że o Pokémon Go słyszeliście. A o wystawie Rafała Bujnowskiego w warszawskiej Zachęcie może niekoniecznie.

Zanim jeszcze zdążyłem dowiedzieć się, czym tak naprawdę jest Pokémon Go i na czym ta gra polega, to zdążyłem już przeczytać cały plik artykułów i doniesień na jej temat. A to, że gra jest emanacją późnego kapitalizmu, że jest w tym ukryty rasizm, seksizm i z grubsza rzecz biorąc każda dobra do ogrania kalka humanistyczna. Już rozważa się niechybnie nadchodzące efekty, jakie może wywołać gra rozszerzająca wirtualną rzeczywistość na świat rzeczywisty czy może raczej fizyczny. Co stanie się, gdy bogate dzieci z nowojorskiego SoHo zapuszczą się aż na Bronks w poszukiwaniu Atricuno, Zapdosa albo innego legendarnie nieosiągalnego Pokémona. Te dywagacje zostawiam na boku, bo interesuje mnie pytanie znacznie prostsze: co takiego się stało, że ludzie sięgnęli po grę, która przebiła popularnością i rozgłosem wszystkie dotychczasowe gry na urządzenia mobilne.

Odpowiedzi zapewne jest wiele i najprostsza z nich ma pewnie najwięcej wspólnego z prawdą: wielka szeroko zakrojona kampania inteligentnej reklamy. Ale ta kampania bardzo skutecznie bazuje na czymś, co działa na nas za każdym razem: na sentymencie. Pokémony to wspomnienie. Wspomnienie osób, które naście lat temu we wczesnej podstawówce biegały do sklepów a potem wracały z pełnymi rękami paczek po czipsach Lays, z których wyciągały po kilka, najczęściej powtarzających się żetonów. Z grymasem przeglądały nieudane znaleziska albo salwą radości obwieszczały udane „tazosowe” łowy. Mogę się tylko domyślać, że to nie nowe technologie, nie skuteczne nałożenie wirtualnej rzeczywistości na świat fizyczny jest kręgosłupem sukcesu. Zresztą, proszę sobie przypomnieć, że już w 2014 roku zapowiedź gry pojawiła się w sieci jako żart primaaprilisowy, który w dwa lata później spełnił się i chyba przekroczył oczekiwania twórców. Gra w siedem dni zgromadziła aż 21 milionów graczy, a po japońskie stworki sięgnęła też najbardziej absurdalna kampania prezydencka w historii USA, mowa oczywiście o angażu w politykę Donalda Trumpa, który jak Pokémony łapie swoją konkurentkę Hillary Clinton. Co to jednak ma wspólnego ze sztuką? Wspomnienie, sentyment to rzecz, na której sztuka bazuje często, ale rzadko tak skutecznie jak podczas najnowszej prezentacji Rafała Bujnowskiego, dotychczas znanego przede wszystkim z malarstwa.

3 Rafa Bujnowski zacheta wystawagaleria warszawa warsaw art gallery exchibition alek hudzik

Gdyby rozważać mechanizmy udanego eksperymentu, to sukces Pokémonów leży niedaleko sukcesu wystawy Rafała Bujnowskiego, choć cel i skala zdarzeń są sobie skrajnie obce. Wystawa w warszawskiej Zachęcie paradoksalnie nazwana „Maj 2066 odwołuje się silnie do spojrzenia w przeszłość, do emocji, które być może skłoniły wielu użytkowników do sięgnięcia po Pokémony. Bujnowski złożył wystawę z trzech osobnych ekspozycji. Już pierwsza z nich, wideo z mężczyzną wykonującym gimnastyczny układ, to ahistoryczna plątanina. Człowiek wyglądający na dużo młodszego w rzeczywistości jest siedemdziesięcioletnim dziadkiem. Malarz, rozmawiając ze starszym od siebie o kilkadziesiąt lat mężczyzną, namówił go do wspólnego działania, którego efektem jest dosyć proste wideo, działające nie ze względu na przekaz, a haczyk, który kryje się w dopiskach pracy.

Podobnie jest zresztą z kilkoma obrazami prezentowanymi w następnej sali. Bujnowski nagina oś czasu, powątpiewając w jego „nieubłaganie” i swoje najnowsze obrazy postarza za pomocą skomplikowanych zabiegów laboratoryjnych. Efekt jest subtelny, ale widoczny. Jednak najlepszy jest najprostszy gest, który zostawia w ostatniej sali, do której wstawia dwa niemal identyczne samochody. Stare Mazdy wyprodukowane w latach osiemdziesiątych, zarazem nowe, bo od 30 lat nieużywane, zostawione w takim stanie w jakim zjechały z taśmy produkcyjnej.

mazda bujnowski 1

Tu zaczyna się gra na sentymentach, które Bujnowski dostarcza nam w komplecie z dwoma samochodami, pozwala nam się nimi cieszyć jeszcze bardziej, bo zaprasza widzów, by wsiedli do samochodu. Błyszcząca staro-nowa Mazda staje się kapsułą przenoszącą w czasy, w których ten dziś przeciętny samochód był przedmiotem zachwytów, do czasów, w których drogi były takie, jakie były, a nocna jazda przez las wiązała się z nieodzownym ryzykiem napadu. Klamki samochodu przypominają o zgrzebnym kiczu lat przejściowych, zegary o aspiracjach ówczesnych dorobkiewiczów, wszystko to do nas mówi i to bardzo wyraźnie.

To sentymenty gromadzą ludzi na koncertach podstarzałych gwiazd rocka, pojawiających się na scenie tylko po to, by jeszcze raz odśpiewać zgrane kawałki „z młodości”. Sztuka z reguły intelektualizująca tego rodzaju procesy trochę wstydliwie podchodzi do wspomnień, a Bujnowski jakby na przekór podaje nam wspomnienia w nieobrobionej formie. Nie dotyka tych samochodów, to czyste ready-mades, wstawione do galerii tak jak stały w salonie. Wielu z nas może nie pamiętać tych czasów, nie przeżyć „flashbacku” siadając za kółkiem, ale na pewno wyczuje tę atmosferę, w której nad obiektem ciąży siła wspomnień. Właśnie przez tę wystawę rozumiem fenomen Pokémon Go, tak silnie odwołujących się do #retro, do dzieciństwa, wczesnej młodości, wszystkich archetypów spokoju i matczynej stabilizacji. Bujnowskiemu udało się zasięgnąć uniwersalnego języka, który rozumieją tacy jak ja, nie pamiętający ani świetności Mazdy, ani nie oglądających Pokémonów.

2 Rafa Bujnowski zacheta wystawagaleria warszawa warsaw art gallery exchibition alek hudzik

I tylko żal mi, że infantylna gierka spowodowała już natłok refleksji, być może pisanej ad hoc, być może bełkotliwej, ale ustawiającej aplikację w kolejnych, co raz to ciekawszych kontekstach. Wystawa jakby na przekór oczekiwaniom wcale tego nie robi. Cóż Pokémony pojawiły się już w Muzeum Holocaustu, niektórzy widzieli je za bramami obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Może dobrze by było, gdyby wyświetliły się w Zachęcie, na masce jednego z samochodów. 

5 Rafa Bujnowski zacheta wystawagaleria warszawa warsaw art gallery exchibition alek hudzik

Fot. materiał prasowe Zachęta