„Jeśli jesteś za równością, to jesteś feministką/feministą. Sorry, tak po prostu jest.” Myślicie, że te słowa wypowiedziała działaczka na rzecz praw kobiet? Po części macie rację, bo Emma Watson, młodziutka aktorka aktywnie angażuje się w walkę na rzecz równości płci. Emma, tak jak wiele gwiazd wie, że w dzisiejszych czasach feminizm stał się modny. Ale czy moda na równość pomaga, czy, paradoksalnie, głos znanych osób sprawia, że problem traci na powadze?

Dowodów na to, że sława i feminizm często idą w parze nie trzeba długo szukać. Będące na świeczniku gwiazdy zdają sobie sprawę, że media śledzą każdy ich ruch, nic więc dziwnego, że ich przekonania są tak samo publiczne jak lista byłych i obecnych partnerów czy najnowszych diet. I tu pojawia się problem, bo jeśli deklarację: „Jestem feministką, uważam, że kobiety zasługują na równe traktowanie” (Taylor Swift) czy „Jeśli Mick Jagger umawia się z 25-latką, wszyscy mu kibicują, ale jeśli ja mam młodszego partnera, nazywa się mnie starą dziwką” (Madonna) wrzuci się pomiędzy opartą o jarmużowe koktajle dietę cud i wakacje z nowym kochankiem w St. Barths, może ona zabrzmieć niepoważnie. Staje się częścią medialnej papki i razem ze spekulacjami na temat imienia nowego dziecka Kim Kardashian ląduje na plotkarskich portalach. Jeśli Nicki Minaj, królowa kiczu, podczas swojego koncertu, na którym występuje we fluorescencyjnym, różowym kombinezonie, wygłosi przemówienie, w którym padają takie słowa jak „Obiecajcie mi, że nie pozwolicie nikomu nigdy sobie powiedzieć, że nie jesteście dość dobre!”, to czy ten przekaz zostanie odebrany poważnie? Prawdopodobnie nie. A powinien. Dlaczego? Dlatego, że feminizm to nie wygląd czy pozycja społeczna, a stan umysłu.

Madonna, Beyonce, Victoria Becham czy Taylor Swift – to tylko niektóre gwiazdy, które otwarcie mówią o swoim feminizmie. I na mówieniu się nie kończy, bo celebrytki w życiu codziennym pokazują, że płeć zamiast je ograniczać, daje im siłę, a równe traktowanie to coś, co należy się wszystkim z urzędu. 

tumblr nr100wK9Cg1u6svllo1 500

Niestety wielu wciąż uważa, że feministki to brzydkie, samotne kobiety, które nienawidzą mężczyzn. W Polsce wciąż pokutuje stereotyp grubej, wściekłej kobiety z tłustymi włosami, ubranej w bojówki i rozciągnięty t-shirt, która nigdy nie miała na nogach szpilek a wszystkich facetów najchętniej uraczyłaby trutką na szczury. W związku z powyższym, jeśli kobieta jest ładna i zadbana, a do tego ma udane życie osobiste, to na pewno nie jest feministką. Nic bardziej mylnego. Feminizm już dawno wyszedł z podziemia, stał się dla wielu kobiet i mężczyzn na świecie czymś tak naturalnym jak oddychanie. Tak, drodzy panowie, mężczyzna też może (i powinien) być feministą. Tak jak Daniel Radcliffe, który konsekwentnie wspiera swoją koleżankę z planu „Harry’ego Pottera” w jej działaniach w kampanii He for She, czy znany min. z serialu „Star Treck” Patrick Stewart, który w jednym z wywiadów powiedział: „Nawet, jeśli kobieta w jakiś sposób prowokuje mężczyznę, to przemoc jest wyborem, którego to mężczyzna dokonuje”.

Feminizm jest dziś w mainstreamie i wykorzystuje środki takie jak social media, jest częścią popkultury. Niedawno internet oszalał na punkcie klipu, inspirowanego hitem Spice Girls „Wannabe”. Choć w latach 90-tych wiele feministek miało pretensje do Spicetek, że ich hasła typu „girl power” to tylko niepoparte czynami puste słowa, dziś okazało się, że nawet cukierkowy hit może stać się inspiracją dla poważnej kampanii społecznej. Klip Agendy na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju ma promować postulaty takie jak osiągnięcie równości płci, wzmocnienie pozycji wszystkich kobiet i dziewcząt, zaprzestanie handlu ludźmi czy wydawania za mąż małych dziewczynek. Jego twórcy postanowili wykorzystać motyw z teledysku „Wannabe” Spice Girls, w którym dziewczyny wdzierają się do luksusowego hotelu i zamieniają sztywny raut w szaloną imprezę. Bohaterki remake'u tańczą, ale starają się też w dosadny sposób przedstawić problemy współczesnego świata. Klip udostępniła sama Victoria Becham – kobieta tak daleka od stereotypowego obrazu feministki, jak tylko to możliwe – zjawiskowo piękna, o nienagannej figurze, szczęśliwa, spełniona żona i matka czwórki dzieci.

Owszem, niektóre feministki uważają, że Emma Watson nie jest godna miana wojowniczki o równouprawnienie. Dlaczego? Bo reklamuje kosmetyki. A te, jak twierdzą ekstremistki, są narzędziem służącym do poniżania i ucisku kobiet. Jednak, jak mówi Jolanta Gawęda z Fundacji Feminoteka, feminizm Watson i jej udział w reklamach wcale się nie wykluczają: „Osoby o feministycznych poglądach też używają kosmetyków, jedno nie przeczy drugiemu”. Jeśli więc dalej uważaliście, że feministka musi być zaniedbana, pomyślcie jeszcze raz. Kosmetyki nie są narzędziem ucisku, dopóki ktoś, szef czy partner nie zmusza nas do ich używania. A Emma Watson pokazuje, że noszona z własnego wyboru czerwona szminka może dać większą siłę niż wypracowane w pocie czoła muskuły.

Czy więc feminizm gwiazd pomaga kobietom walczyć o swoje prawa? Zdaniem Jolanty Gawędy, tak. „Feminizm jest oczywistością dla bardzo wielu kobiet, niezależnie od ich statusu społecznego czy ekonomicznego. Jeśli gesty poparcia płyną od celebrytek, polityczek czy innych kobiet obecnych w mediach, mają szanse dotrzeć do osób, które dotąd nie miały okazji poznać feministycznej perspektywy czy postulatów” – przekonuje Gawęda. I trudno się z nią nie zgodzić, bo walka o prawa kobiet już dawno przestała być czymś zarezerwowany tylko dla wąskiej grupy działaczek. Natomiast nie każda dziewczyna ma dostęp do dedykowanych problemowi publikacji czy filmów. Dlatego poparcie gwiazd jest nie do przecenienia: jeśli post w mediach społecznościowych czy artykuł na portalu plotkarskim sprawi, że choć jedna kobieta wstanie i postanowi walczyć o swoje prawa, to znaczy, że poparcie celebrytek takich jak Beyonce czy Taylor Swift jest nie do przecenienia. Nie liczy się sposób czy kanał przekazu, a jego wydźwięk i efekt jaki dzięki niemu jesteśmy w stanie osiągnąć. Historia wielokrotnie już pokazała, że najsilniejsi jesteśmy działając w grupie, ponad podziałami społecznymi czy ekonomicznymi. Więc zamiast hejtować Nicki Minaj za platynowe loki czy fluorescencyjną mini, warto uświadomić sobie, że może ona ze swoim przekazem trafić do dziewczyn, do których nie trafi sztywna pani w garniturze. Bo najszybciej dociera do nas przekaz od ludzi, z którymi się identyfikujemy, a prawda jest taka, że wiele kobiet, czy się do tego przyznaje, czy nie, identyfikuje się z gwiazdami, chce być takie jak one. Więc jeśli domy mody czy firmy produkujące kosmetyki zatrudniają je, aby sprzedawały ich produkt, czemu nie pozwolić im „sprzedać” feminizmu?