Chris Niedenthal, PAP

W książce „Wczasy i zdrowie” z 1965 roku Juliusz Dobrzyński pisał, że „spędzanie urlopu w miejscowości wczasowej lub uzdrowiskowej w możliwie korzystnych warunkach klimatycznych, psychicznych i bytowych jest nieocenionym zabiegiem zapobiegawczo-leczniczym”. Sprawdźmy więc, gdzie spędzano urlop w PRL-u, jak taki wywczas wyglądał i co ze sobą obowiązkowo zabierano.

Rzędy kolorowych, spiczastych namiotów na wakacyjnych zdjęciach sprzed lat z pewnością dodają trochę radości wspomnieniom szarej egzystencji w Polsce Ludowej. Z drugiej strony dla naszych ojców i matek, babć i dziadków czasy te były okresem magicznym. Magicznym z tego względu, że na ten okres przypadały ich najpiękniejsze lata młodości, lata, kiedy pięcioosobowa rodzina pakowała się do malucha i z całym dobytkiem wyjeżdżała na urlop – do domków letniskowych, na kemping, do ośrodków wczasowych. Przenieśmy się więc do czasów magicznych, w których pomimo wszechogarniającej szarości, starano cieszyć się życiem i optymistycznie na nie spoglądać.

Czasom PRL-u można zarzucić wiele, ale trzeba przyznać, że odrodzenie turystyki wyszło im nad wyraz dobrze. Po wojnie przeważały entuzjastyczne nastroje odbudowy tego, co zniszczone. Społeczeństwo dźwigało się po latach okupacji, żeby wreszcie być na swoim, żeby znowu wrócić do normalnego rytmu życia. Turystyka przeżywała swój renesans. Na przełomie lat 1946-1947 powołano Fundusz Wczasów Pracowniczych (FWP), który miał zapewnić zapracowanemu społeczeństwu odpowiednie warunki odpoczynku. Co ważne, odpoczynek miał być zorganizowany. Główną grupą docelową byli robotnicy, którzy w przeważającej mierze mieli korzystać ze specjalnie przygotowanych ośrodków wczasowych. Wczasy pracownicze były czymś zupełnie nowym i tajemniczym, ponieważ większość robotników jeździła do tej pory co najwyżej do rodziny na wieś. Na wsi pomagało się przy pracach polowych, więc kompletnie nie było to tożsame z wyjazdami w celach relaksacyjnych.

1 prl czasy komuna wakacje polska

Popularność zaczęły też zdobywać biura podróży, jak np. Orbis. Do 1956 roku działalność Orbisu sprowadzała się do organizacji spotkań pracowniczych, przejazdów robotników i zjazdów młodzieży. Po odwilży październikowej polskie przedsiębiorstwo powróciło do organizowania wyjazdów zagranicznych (najczęściej do krajów wschodnich).

Żeby na wczasach się nie nudzić, każde biuro podróży zatrudniało kaowca, który był odpowiedzialny za organizację czasu wolnego. Wymyślał on różnego rodzaju konkursy, gry, bale, wycieczki itp. Cel – pokazać, jak się odpoczywa, zintegrować, zabawić. Postać kaowca została świetnie sportretowana przez Stanisława Tyma w filmie „Rejs” (1970), gdzie pasażerowie statku są nakłaniani do brania udziału w szerokim wachlarzu prymitywnych zabaw, mających umilić im czas podróży. W ośrodkach wczasowych często spotykali się ze sobą ludzie z różnych środowisk, co rodziło sytuacje komiczne lub spory. Fakt ten z kolei dobrze obrazuje scena z filmu „Jak to się robi” (1973), gdzie pracownica jednego z ośrodków „dosadza” dwóch wczasowiczów – w tych rolach Himilsbach i Maklakiewicz – do stolika z innymi, obcymi ludźmi. Wspólny posiłek przebiega w niekoniecznie przyjemnej atmosferze.

Planując wczasy, chciało się oczywiście trafić do najmodniejszych kurortów. Dużym powodzeniem cieszyło się całe wybrzeże Morza Bałtyckiego. W sezonie letnim zjeżdżały się tu masy ludzi. Jednym z najmodniejszych miejsc był Sopot. Dzisiaj jedzie się tam w okresie Open’era. Kiedyś zjeżdżano się głównie na Międzynarodowy Festiwal Piosenki w Operze Leśnej, na którym można było posłuchać zachodniej muzyki. Monciak już wtedy był znanym deptakiem, promenadą, na której trzeba było się pokazać. Wieczorami wzrok osób spragnionych wrażeń przyciągały kolorowe neony okolicznych dancingów. W sopockim Grand Hotelu zatrzymywali się tylko najbogatsi, dla reszty przeznaczone były zakładowe ośrodki wczasowe.

Mówiąc o festiwalach, nie można pominąć Festiwalu Piosenki Żołnierskiej, odbywającego się w Kołobrzegu już od 1969 roku. Do miejscowości przyjeżdżało się również w celach kuracyjno-zdrowotnych, bowiem nie brakowało tu sanatoriów. Wracając na wschodnie wybrzeże, warto było zahaczyć o Chałupy, słynące z plaży nudystów, którą Zbigniew Wodecki rozsławił w swoim pamiętnym utworze. Klimat tego miejsca przetrwał do dziś. Przyjeżdżając tu, niezmiennie będziemy skazani na nocleg w przyczepie kempingowej albo namiocie.

2 prl czasy komuna wakacje polska

„Parostatkiem w piękny rejs” śpiewał dla odmiany Krzysztof Krawczyk, a jak rejs to tylko na Mazurach. Mikołajki były wówczas najbardziej znanym kurortem mazurskim. Rządowe elity zwykły odwiedzać ośrodek wypoczynkowy o nazwie „Kormoran” w Łańsku. W zimie, jak i w lecie można tu było spotkać takie nazwiska jak: Bierut, Cyrankiewicz, Gomułka czy Gierek. Odpoczynek na wyższym poziomie, tylko dla wybranych, zapewniały także ośrodki znajdujące się w Juracie, Karpaczu, Szklarskiej Porębie, Zakopanem i Jastrzębiej Górze. W mazurskich portach bardziej majętni cumowali własne żaglówki. Większość wczasowiczów decydujących się na wyjazd nad jezioro musiało zabrać ze sobą namioty. A na plażach i biwakach obok kolorowych, rozkładanych leżaków, znajdowały się radioodbiornik, a w nich „Lato z radiem”. „Monika”, „Dominika”, „Wilga”, „Szarotka”  te modele, ze względu na swoje niewielkie gabaryty, cieszyły się największym powodzeniem wśród urlopowiczów. Biwakowanie na łonie natury miało swój niezapomniany urok. Dzisiejsi turyści szukają zazwyczaj miejsc w hotelach czy pensjonatach, a pola namiotowe kojarzą się raczej z męczącą egzystencją w wiecznym przysiadzie, ale jednak wciąż znajdują się jej amatorzy.

Nieco starsi stawiali na regenerację. Sanatoria stały otworem przed tym, kto podupadł przez ostatni rok na zdrowiu. Ciechocinek cieszył się największą sławą. W roku 1955 nastąpił tu boom budowniczy. Powstawały kolejne uzdrowiska, szpitale, sanatoria i dom wczasów leczniczych. Do dyspozycji kuracjuszy pozostawał jeszcze Park Zdrojowy i Pijalnia Wód Mineralnych.

Z wakacji najwięcej korzystała młodzież. Przerwa od nauki oznaczała kilka długich tygodni swawoli. W czasach PRL-u upowszechniła się postawa prawdziwego krajoznawcy. Już pierwszy przywódca Polski Ludowej, Bolesław Bierut, w swojej przemowie z 1948 roku wspominał o ważnej misji społecznej, którą było poznanie przez rodaków swojego kraju, bo jedynie jego dogłębna znajomość pozwoli darzyć go szczerą miłością i owocnie dla niego pracować. Wtedy to turystyka przestała być przywilejem osób majętnych i stała się dostępna dla mas pracujących i oczywiście dużych grup młodzieży.

Dla studenterii i uczniów zdecydowanie polecano wypoczynek aktywny. Któż z nas nie chciał zdobyć odznaki PTTK? Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze powstało w 1950 roku i miało odpowiadać za rozpowszechnianie turystyki kwalifikowanej oraz krajoznawstwa. Głównym centrum turystycznym na południu kraju było Zakopane. Przyciągało zarówno ze względów snobistycznych, jak i turystycznych. Wypadało się tu pokazać. Dobry samochód i wysokiej jakości okrycie wierzchnie mile widziane, dobrze jeszcze odwiedzić chociaż na kilka nocy pobliskie ośrodki wypoczynkowe. Dla mniej zamożnych pozostają darmowe szlaki górskie oraz tańsze schroniska. Piękno polskich Tatr natomiast bezcenne – niezależnie od statusu materialnego.

3 prl czasy komuna wakacje polska

Jeżeli już o młodości mowa, to czym byłaby młodość bez poczucia wolności? Rok 57 przyniósł zinstytucjonalizowanie autostopu. Każdy autostopowicz na początku wakacji mógł uzyskać książeczkę, w której znajdowały się kupony z liczbą kilometrów. Kupon zostawiało się kierowcy, który później mógł go wysłać do biura turystycznego, następnie rozlosowywano rozmaite nagrody. Właśnie tych ludzi można było zaliczyć do grona prawdziwych krajoznawców, przemierzających bezdroża pięknej Polski, trafiających do rzadziej odwiedzanych miejscowości.

Weekendowy wypad nad Zalew Zegrzyński czy do Nieporętu pozostawał dobrą opcją dla tych, którzy na wakacyjny wyjazd się nie decydowali, albo najzwyczajniej nie mogli sobie pozwolić na dłuższe opuszczenie miasta. Na miejscu czekały rowery wodne, leśne szlaki rowerowe i mnóstwo miejsca na długie spacery. Pod koniec komunizmu alternatywę dla wyjazdu za miasto stanowiły pracownicze ogródki działkowe, gdzie w spokoju można było oddać się pracy na grządkach, poczytać książkę czy spotkać sąsiada z bloku.

Nieliczni mogli pozwolić sobie na wojaże zagraniczne. Jeżeli już dochodziło do takiego wyjazdu, to wśród zagranicznych kurortów królowały Słoneczny Brzeg, Złote Piaski, Krym lub Jałta. Wszystkie te miejsca niezwykle malownicze, nasłonecznione i, koniecznie, usytuowane przy zbiornikach wodnych, dziś też bywają wakacyjnym celem Polaków. Ale o tym, co dzisiaj, przeczytacie więcej w tym tekście.

4 prl czasy komuna wakacje polska 

Fot. nac.gov.pl