To już 14. edycja Ogólnopolskiego Przeglądu Monodramu Współczesnego. Dużo się zmieniło od czasu pierwszej edycji, kiedy razem z Adamem Sajnukiem dopiero zaczynaliście całe to przedsięwzięcie?
Zmieniło się to o tyle, o ile zmienił się teatr i monodram w Polsce. Cały czas jest to popularny gatunek. Przez te czternaście lat przegląd podróżował. Najpierw odbywał się w Starej Prochowni, potem w Koneserze, następnie w Teatrze Warsawy, w tym roku odbywa się w Teatrze Studio. To są zmiany najbardziej widoczne. Formuła całego przedsięwzięcia się nie zmieniła. Od początku, konsekwentnie zapraszamy twórców monodramu bez względu na to, czy są to spektakle stworzone w instytucjach publicznych, prywatnych, organizacjach pozarządowych czy też zupełnie nieformalnie. Również nie ma znaczenia, czy są to artyści profesjonalni, czy też nie. Co roku sytuacja jest o tyle podobna, że z każdej z tych instytucji napływa tyle samo dobrych monodramów.
A czym różni się formuła państwa festiwalu od innych tego typu wydarzeń, choćby od wrocławskiego przeglądu WROSTJA?
Po pierwsze jesteśmy otwarci na różne monodramy niezależnie od instytucji czy organizacji, które je do nas zgłaszają. Pod wpływem naszych starań także WROSTJA zmieniła swoją formułę. Bardzo długo w swoim regulaminie mieli zastrzeżone, że w konkursie może brać udział wyłącznie aktor lub zespół aktorów zawodowych, więc to się już zmieniło. Kolejną rzeczą, która nas wyróżnia, jest skupienie się właśnie na monodramie współczesnym. Tak, jak zmienia się teatr, tak samo zmienia się monodram. Czasami nawet, wraz z WROSTJAMI, jesteśmy na poziomie dyskusji, dotyczącej tego, czy obecność drugiej osoby na scenie – na przykład muzyka, który także ma pewną rolę dramaturgiczną – jest dopuszczalna, czy możemy to jeszcze zaliczać do monodramu, czy już nie. My uważamy, że można mówić w tym wypadku jeszcze o monodramie. Te same wątpliwości dotyczą obecności na scenie drugiego aktora, który jest np. nagrany lub streamingowany. Albo teatr lalkowy, w którym jest jedna osoba, ale wielu bohaterów w postaci lalek, które aktor animuje. My stoimy na stanowisku, że tak jak rozwija się teatr, tak samo rozpycha się i znajduje sobie nowe miejsce monodram. Więc te nowe, tożsame formy uznajemy również za monodramy. Inne, podobne festiwale zachowują jeszcze jednak to bardziej konserwatywne podejście.
W tym roku wybraliście państwo do głównego konkursu dziewięć monodramów. Czy dokonanie wyboru było trudne?
Co roku liczba zgłoszeń wynosi około czterdziestu. Regulaminowym warunkiem jest obejrzenie całości nadesłanych projektów w dobrej jakości. Stąd też razem z Moniką Rejtner i Wojtkiem Zrałek–Kossakowskim, jako rada programowa, obejrzeliśmy. Dwadzieścia dwa spektakle zostały zakwalifikowane. W tym roku nie było to wyjątkowo trudne zadanie, choć dużo nadesłanych projektów było na bardzo wysokim poziomie.
Laureatem trzynastej, poprzedniej, edycji został monodram pt. „toniejestpostawartystyczna”. Spektakl uzyskał bardzo przychylne recenzje. Czy nie jest tak, że ustawił on wysoko poprzeczkę dla tegorocznych monodramów?
Z pewnością. Ale w ogóle jest tak, że poziom co roku jest inny. Rzeczywiście ubiegły rok obfitował w bardzo dobre monodramy, dlatego też wyłonienie finalistów było trudne. Trzeba również pamiętać o pewnej dynamice – jeżeli dotarło do nas czterdzieści zgłoszeń, to drugie tyle właśnie powstaje, jest w przygotowaniu. Z racji tego wyłanianie co roku kilku naprawdę wybitnych, nie jest zadaniem łatwym.
Na co państwo kładli nacisk przy wyborze tegorocznych spektakli?
Głównym i jedynym kryterium jest wysoki poziom artystyczny prezentowanych monodramów.
Do jakiego rodzaju widza jest skierowany państwa przegląd?
Widz musi być w pewnym stopniu wyrobiony teatralnie. Obejrzenie dziewięciu spektakli konkursowych nie jest zadaniem łatwym. Jest to ambitne przedsięwzięcie i na pewno widz musi być w pewien sposób na nie przygotowany, musi się monodramem interesować. Oczywiście zdarzają się tacy widzowie. Niektórzy co roku odwiedzają nasz przegląd i co roku oglądaj wszystkie spektakle. Jest to dla nich jedna z niewielu okazji, podczas których mogą zobaczyć te monodramy zebrane w jednym miejscu. W tym roku tylko jedno przedstawienie jest z Warszawy, cała reszta jest z różnych obszarów Polski, bo i z Jeleniej Góry, i Torunia, i ze Szczecina, i z Wrocławia, i z Krakowa, i ze Słupska, więc jest to unikatowa okazja, żeby zobaczyć je wszystkie.
A czy widzowie trochę mniej obyci z monodramem, też mogą znaleźć coś dla siebie?
Jak najbardziej. Do najtrudniejszych zadań należy poradzenie sobie z wchłonięciem tego ogromu teatru skondensowanego w tych kilku dniach. Jest to duże wyzwanie. Festiwalowi natomiast towarzyszy też sporo innych wydarzeń. Kilka tytułów spektakli, które będą prezentowane, jako wydarzenia towarzyszące, jest też znanych szerszej publiczności. Mam tu na myśli np. „Sex, prochy i rock&roll”, który był już kilka razy realizowany w różnych teatrach, mamy też monodram o Wandzie Wasilewskiej i o Marii Curie-Skłodowskiej, więc są to tematy i nazwiska, które z pewnością zainteresują publikę trochę mniej doświadczoną.
W tym roku przygotowali państwo szeroki wachlarz wydarzeń towarzyszących przeglądowi, czego możemy się jeszcze spodziewać w przerwach między pokazami konkursowymi?
Między innymi zachęcam – wszystkich tych, którzy jeszcze nie mieli okazji – do zobaczenia spektaklu „toniejestpostawartystycza”, którego twórcami są Łukasz Pawłowski i Anna Piotrowska. Do tego premiera spektaklu w reżyserii Moniki Rejtner pt. „Tata wiesza się w lesie”. Mamy także dwa monodramy, które pokazujemy na scenie letniej Teatru Studio na Placu Defilad – „I będą święta” oraz „Rewolucja balonowa”. Są to spektakle naszej produkcji lub takie, które wygrały w ubiegłych latach. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie, tak więc serdecznie zapraszam do wspólnego oglądania, oswajania się z monodramem i rozwijania w sobie zainteresowań z nim związanych.
Fot. materiały prasowe