Miliony widzów przed telewizorami czekało co tydzień na kolejny odcinek serialu „Lost: Zagubieni". Okazuje się jednak, że fikcja może być mniej zaskakująca od rzeczywistości.

Nieznajomi ludzie wsiadający do samolotu linii Oceanic Airlines. Lot 815 z Sydney do Los Angeles. I katastrofa na tropikalnej wyspie na Pacyfiku. Jak przetrwać w nieprzyjaznych warunkach wśród ludzi, którym się nie ufa, bez pomocy?

W latach 2000 powstało sześć sezonów serialu „Lost", który z zapartym tchem śledziły miliony widzów na całym świecie (w samych Stanach Zjednoczonych losom bohaterów przyglądało się 16 milionów fanów). Skąd taki sukces? Ludzi pociąga tajemnica. A w „Zagubionych" właściwie nic nie wiadomo. Nawet tego, dlaczego rozbił się samolot i dlaczego właśnie z taką ekipą na pokładzie. Jedyne, czego możemy być pewni to przekonanie, że nic nie stało się przypadkiem.

Boimy się latać. Nie wszyscy, część pociąga możliwość oderwania się od ziemi i szybowania. Jednak mimo dobrych statystyk i niewielkich szans na katastrofę w przestworzach, uznaniu przez ekspertów samolotów za najbezpieczniejszy środek podróży, brak kontroli nad pojazdem i powierzenie życia pilotowi niektórym wydaje się zbyt dużym wyzwaniem. Szczególnie po ubiegłorocznej katastrofie samolotu linii Germanwings na trasie Barcelona – Düsseldorf, który rozbił się we francuskich Alpach. Przyczyną był celowy lot ku ziemi. Wina młodego pilota, który popełnił samobójstwo. Zabrał ze sobą 149 żyć.

Katastrofa wzbudziła szok, jej szczegóły udało się wyjaśnić bardzo szybko. Są jednak i takie wypadki, które nawet po kilkudziesięciu latach pozostawiają wciąż wiele pytań. Najprawdopodobniej już bez odpowiedzi.

1 plane crashes katastrofa lotnicza samolot wypadek avion news

TRÓJKĄT BERMUDZKI I PECHOWA LICZBA

To miał być rutynowy trening Lotu 19 amerykańskiej Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. Nie został ukończony. 6 samolotów zaginęło w miejscu, które dziś obrosło już legendą, a nazwane jest Trójkątem Bermudzkim. Pięć Avengerów poderwało się z Fortu Lauderdale na Florydzie. Był 5 grudnia 1945 roku. Pogoda doskonała, widoczność bardzo dobra. Pilotami kierował Charles Taylor, świetny, doświadczony nauczyciel. W pewnym momencie stracił orientację – co nigdy przedtem się nie zdarzyło – nie potrafił określić położenia, a pokładowy kompas szalał. Uzależnieni od niego podopieczni sugerowali zwrot na południe, wieża kontroli nakazywała powrót do bazy, jednak Taylor wybrał przeciwny kierunek, na pełne morze. W pewnym momencie wieża straciła kontakt z pięcioma samolotami. Nigdy już go nie odzyskała. Natychmiast po tym wysłano samolot ratunkowy. On też zaginął w podobnych okolicznościach. Zagadki nie udało się rozwikłać do dziś. Wątpliwości wzmagają za to kolejne przekazy, jakoby Taylor prosił o odwołanie go z prowadzenia ćwiczeń tego dnia. Przełożeni mieli mu odmówić. Co więc się stało 5 grudnia?

13. piętro w hotelu? Najczęściej takiego nie znajdziemy. Właściciele niby nie do końca przesądni, a jednak: warto chuchać na zimne, strzeżonego Pan Bóg strzeże, i tak dalej. Podobnie jest z numerem lotu 191. Odkąd loty oznaczone tą liczbą zaczęły ulegać niewyjaśnionym wypadkom, zarządzający liniami lotniczymi postanowili z niej zrezygnować. Najtragiczniejszym zdarzeniem była katastrofa samolotu linii American Airlines, w której zginęły 273 osoby. Kolejne samoloty o numerze 191 spadały z nieba jak ustrzelone kaczki. Ostatni przerażający moment lotu 191 miał miejsce w 2012 roku, kiedy w trakcie podróży liniami JetBlue Airways pilot dostał załamania nerwowego, a jak wspominają podróżni – po prostu zwariował, wykrzykując brednie o Chrystusie, terrorystach i wydarzeniach z 11 września. Udało się go unieruchomić i wyprowadzić z kokpitu. Ten samolot szczęśliwie wylądował, pilot trafił do szpitala psychiatrycznego. Czy do takich wydarzeń doszłoby jednak w innym locie niż 191?

LATAJĄCY TYGRYS I DZIEŁA SZTUKI

Flying Tiger, czyli Latający Tygrys o numerze lotu 739 transportował zapasy dla amerykańskiej armii z Kalifornii do Sajgonu w Wietnamie. Był rok 1962. Międzylądowanie Tigera zaplanowano w bazie Guam, po czym maszynę ponownie poderwano, kierując ją do bazy na Filipinach. Po kilkudziesięciu minutach kontakt z załogą ucichł. Nie nadano sygnału SOS, nie nastąpiła żadna próba nawiązania kontaktu z bazą. Zginęło 107 osób, które uznano za zmarłe po miesiącach żmudnych poszukiwań. Nigdy jednak nie znaleziono żadnych szczątków – ani ludzkich, ani maszyny. Do dziś nie wiadomo, co się wydarzyło, czego następstwem okazały się teorie spiskowe. Naoczni świadkowie przysięgali, że widzieli białe światło i ścieżkę pary w momencie zniknięcia samolotu. Samowyparowanie?

Minęło 17 lat od czasu lotu 739, gdy równie niewytłumaczalny wypadek wydarzył się z udziałem samolotu przewożącego cenny ładunek. Był 1979 rok. Samolot Varig Brazilian Airlines został wynajęty do przewozu 153 ważnych dzieł sztuki, których wartość szacowano w tym czasie na prawie półtora miliona dolarów. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, samolot sprawdzony, podobnie jak załoga. Pogoda była dobra. Maszyna wystartowała z lotniska Narita w Tokio. Minęło 30 minut, powoli osiągano wysokość przelotową. I nagle... samolot rozpłynął się w powietrzu. Dosłownie. Poszukiwania trwały miesiącami, potem liczono je w latach. Nikt nic nie znalazł – ani członków załogi, ani szczątków samolotu, ani drogocennych obrazów. Jak to możliwe?

2 plane crashes katastrofa lotnicza samolot wypadek avion news

REALNY LOST

Wracamy do serialu „Lost”. Nic nie zapowiadało tak tragicznego finału lotu. Co najdziwniejsze, dziesięć lat po emisji pierwszego odcinka „Zaginionych”, na podobnych zasadach zniknął prawdziwy, potężny Boeing 777 z 239 pasażerami na pokładzie i 12-osobową załogą. Lot o numerze 370 zaginął w drodze do Pekinu, zaledwie 45 minut po starcie przestał być widoczny na radarach i transponderach cywilnej kontroli ruchu lotniczego. Była godzina 1:21. Okazało się, że przez kolejną godzinę mogły go namierzyć radary wojskowe. Gdy i one przestały widzieć MH370, okazało się, że samolot kilkukrotnie logował się do systemu Inmarsat przez następne godziny. Tę informację ujawniła firma Inmarsat będąca odpowiedzialna za zarządzanie satelitami. To był ważny ślad w śledztwie – oznaczało, że jeszcze przez ponad 7 godzin od ostatniego pojawienia się na radarze, samolot nadal leciał, a w nim pasażerowie i załoga. Mijają kolejne lata od katastrofy, a śledczy nadal stoją w punkcie wyjścia. Obszar poszukiwań jest ogromny, a teorie na temat tego, co mogło się stać, mnożą się. Mnożą się również pytania i potencjalne dowody. Co jakiś czas dziennikarze informują o kolejnych elementach samolotu wyrzucanych przez morza i ocean. Część skrzydła znaleziona na wyspie Reunion obok Mauritiusa okazała się dobrym tropem. Ale co dalej? Ciężko powiedzieć, poszukiwania nie przynoszą żadnych rezultatów. Co więc mogło się stać? Być może doszło do dekompresji, a maszyna leciała na autopilocie aż do momentu rozbicia się.

Po tym, jak ogłoszono, że dwóch obywateli Austrii i Włoch wsiadło na pokład z fałszywymi paszportami i biletami zakupionymi przez kogoś wykorzystującego irańskie konto bankowe, zaczęły się nerwowe spekulacje, jakoby samolot został przejęty przez terrorystów. Wkrótce okazało się, że mowa o Irańczykach, którzy po prostu chcieli się dostać do Europy i tam ubiegać się o azyl. Do ataku nie przyznała się żadna organizacja terrorystyczna, a akcje w samolocie robi się dla sławy, o czym świat przekonuje się po każdym ataku. Tak działają terroryści. Teoria została więc obalona. Może to problem elektryczny doprowadził do tragedii? Jest to możliwe, że przez usterkę mogły „zwariować” komputery pokładowe i system komunikacji, a piloci nie byli w stanie kontrolować maszyny, która wpadła do morza. Inni głośno mówią o samobójstwie – albo obydwu pilotów, albo jednego z nich (w tym wypadku jeden z pilotów musiałby czekać, zanim drugi wyjdzie z kabiny – tak stało się w przypadku Germanwings) lub jeden musiałby zabić drugiego i zablokować drzwi od wewnątrz. Jest również szansa, że przyczyną była usterka mechaniczna, choć analitycy odrzucają tę teorię.

Czy dowiemy się w końcu tego, co się działo przez niemal 9 godzin lotu? Nie ma pewności. Pewne za to jest, że to jedna z największych zagadek lotnictwa w historii.

Choć samoloty nas stresują, kto z nas nie ogląda dzień przed lotem kilku odcinków serialu dokumentalnego „Katastrofy lotnicze” na raz? Dlaczego? Być może właśnie dlatego, że podświadomie zdajemy sobie sprawę, że statystycznie nie ma prawa nam się nic stać, mimo zamknięcia w latającej puszce i braku kontroli nad następującymi wydarzeniami. Potem włączamy „Zaginionych” i również nie wierzymy, że coś takiego może nam się przytrafić. To w końcu tylko scenariusz. Okazuje się jednak, że najciekawszy pisze samo życie.

3 plane crashes katastrofa lotnicza samolot wypadek avion news

Fot. flickr.com, wikipedia.org