Spędzacie razem czas jako rodzina, wyprawiacie udane kolacje dla znajomych, macie ładne mieszkanie i zdolne dzieci, ale coś między wami nie gra. Chemia dawno już wyparowała, czujecie nudę i zmęczenie. To znaki ostrzegawcze, których nie należy ignorować.

Z każdej strony bombardują nas dziś doniesienia o nieudanych związkach. Statystyki co do ilości rozwodów rosną z roku na rok, rośnie też liczba osób żyjących w pojedynkę. Dla części to świadomy wybór, dla innych gorzka konsekwencja błędów. Jednocześnie powstają kolejne określenia mające najtrafniej zdiagnozować transformacje współczesnych relacji. Jest ghosting, jest zombieing, jest benching. Czy rzeczywiście grozi nam związkowa apokalipsa? I czy związek, który raz już się popsuł da się jeszcze naprawić? Czy dziś, gdy nasze podejście do relacji jest nadzwyczaj konsumpcyjne, i po tym, jak nie wychodzi nam z jedną osobą, łatwo przerzucamy się na kolejną, ktoś jeszcze chce związki naprawiać?

Ktoś na pewno. A osobom, które chcą nad swoim związkiem pracować przychodzą z pomocą terapeuci. Choćby Andrew Marshall, którego książka „I Love You But I’m Not In Love With You” (Kocham cię, ale nie jestem w tobie zakochany/zakochana) zyskuje ostatnią ogromną popularność. Marshall mówi w niej o „martwych małżeństwach”, które określa mianem zombie mariage. O jakie pary mu chodzi? Jak rozpoznać, że związek dwójki ludzi zamienił się w coś na kształt relacji żywych trupów? I co zrobić, by wrócić do żywych i zacząć cieszyć się z bycia ze sobą?

Co najważniejsze: najpierw trzeba dostrzec objawy i uświadomić sobie, że nie powinno się dłużej przymykać na nie oka. A objawów może być sporo i mogą ciągnąć się za nami od wielu lat. Mogą powodować, że coraz częściej jesteśmy w stanie wyobrazić sobie życie bez siebie, a nawet może po cichu czekamy aż dzieci podrosną i fantazjujemy, że wtedy się rozstaniemy i zaczniemy wszystko od nowa. Ludzie tkwiący w takim martwym małżeństwie przeważnie spędzają sporo czasu właśnie z dziećmi, ale nie robią już właściwie niczego ciekawego we dwójkę. Uprawiają seks, ale raczej niezbyt często, czasem tylko kilka razy w roku, a czasem wcale – wtedy możemy mówić już o białym małżeństwie. Jeżeli już do seksu dochodzi, stosunki są szybkie i raczej niesatysfakcjonujące.

W związku nie ma miejsca na czułość i intymność. Kurtuazyjne gesty takie, jak przelotny pocałunek na powitanie czy pożegnanie, zastępują realną bliskość. Często ten stan rzeczy wynika z tego, że jeden z partnerów lub obydwoje nie mogą przebaczyć sobie czegoś, co wydarzyło się dawno temu. Nie musi być to koniecznie zdrada. Czasem chodzi o niewłaściwy komentarz czy kłótnię sprzed lat; o coś, co drugą osobę zabolało, ale nigdy nie nastąpiła sensowna dyskusja na ten temat. Czasem uczucie złości i irytacji w stosunku do partnera staje się dominujące, innym razem pojawia się tylko od czasu do czasu. Nie dochodzi jednak do wielkich sprzeczek, do wyjaśnień, emocje pozostają stłamszone w środku, relacje nad wyraz poprawne. Niektórych tematów w ogóle się nie podejmuje, bo lepiej nie wywoływać burzy.

Tyle tylko, jak twierdzi Marshall, burzę czasem trzeba wywołać. Bez konfrontacji nie ma szans na uzyskanie prawdziwego porozumienia. Czy takie martwe małżeństwo da się jeszcze w ogóle uzdrowić? Terapeuta jest zdania, że tak, ale nie ma się co oszukiwać: nad relacją trzeba będzie poważnie popracować. Zarezerwować czas tylko dla partnera, spróbować wspólnego wyjścia do teatru, na kolację, weekendowego wyjazdu. Stworzyć swój własny rytuał – wybrać dzień w tygodniu, który jest zarezerwowany tylko dla nas dwojga. A kiedy już ten czas ze sobą spędzamy, warto skupić się wyłącznie na drugiej osobie. Odłożyć na bok telefon, tablet, książkę. Słuchać.

Jednocześnie nauczyć się mówić nie”, sugerować, że coś nam się nie podoba. Nie oczekiwać od partnera, że odgadnie nasze myśli. Informować go o swoich uczuciach i potrzebach. Dyskutować, nie unikać konfliktów. Zacząć od rozwiązywania na bieżąco drobnych spraw spornych. Wydzielić też prywatną przestrzeń, bo żaden związek się nie sprawdzi, jeżeli nie będziemy mieć choć chwili, by od siebie odpocząć, by zdążyć się za sobą stęsknić. Jednocześnie pokazać, że nam zależy – komunikując się zarówno werbalnie, jak i językiem ciała. Zwiększyć ilość komplementów, dziękować, gdy druga osoba zrobi dla nas coś miłego, obdarzać ją uśmiechem, dotknąć, przytulić, objąć, złapać na rękę. To suma drobnych gestów robi różnicę. I tylko codzienne starania są w stanie wybudzić nas z małżeńskiego letargu. Jak pisze Marshall, uzdrowienie relacji jest możliwe, ale do łatwych na pewno nie należy.

1 love couple mood cry zombie milosc klotnia

Fot. pexels.com