Nie lubię wstawać rano. Za każdym razem, kiedy jestem na nogach przed ósmą, dziwię się, że świat o tej godzinie istnieje. Ale zdecydowałem, że raz w tygodniu będę robił wyjątek. W środę, w tzw. małą sobotę będę wstawał przed pracą pół godziny wcześniej. Nie po to, żeby iść na siłownię, pobijać kolejne rekordy w bieganiu (których nie mam) albo uprawiać jogę. Ale po to, żeby poleżeć na trawie albo pobujać się w hamaku.

Zdecydowałem, że raz w tygodniu zamiast w pośpiechu wciągać ciuchy, pędzić do pracy, wkurzać się na współpasażerów w tramwaju, powiem: pas. Wypisuję się z tego biegu. Nie zgadzam się.

Nie zgadzać zacząłem się dwa tygodnie temu. W środę wstałem wcześniej i poszedłem do parku. Rozwiesiłem hamak pomiędzy drzewami, wziąłem książkę do ręki i bujając się, czytałem sobie reportaż Legenda żeglujących gór” Paolo Rumiza o podróży przez Włochy. Potem odpaliłem kuchenkę turystyczną, nastawiłem kawę we włoskiej kawiarce i wróciłem do bujania się w hamaku. Byłem szczęśliwy. Zamiast korków w mieście, miałem trawę, zielone drzewa, a rzut beretem dalej – stawek. Zamiast stresu, czy zdążę – totalny relaks w hamaku. Zamiast kolejny raz dać sobie założyć chomąto i brać udział w wyścigu – odpuściłem i usiadłem z boku. Niech inni biegną. W spokoju wypiłem kawę, przeczytałem kilka rozdziałów książki, pogapiłem się w niebo.

Proponuję, żeby postawić to na głowie: koniecznie najpierw zadbać o siebie, a potem o wszystko inne.

Dotarło do mnie, że niemal codziennie dokonujemy złych wyborów. Że zawsze jest coś ważniejszego niż my sami. Że koniecznie trzeba zająć się nowym projektem, koniecznie trzeba zrobić zakupy na tydzień, koniecznie trzeba zdążyć na spotkanie, koniecznie trzeba być kreatywnym, elastycznym, tryskającym energią, uśmiechniętym, odpornym na stres. Koniecznie trzeba dbać o wszystko inne, poza sobą. A ja proponuję, żeby postawić to na głowie: koniecznie najpierw zadbać o siebie, a potem o wszystko inne. Koniecznie się zrelaksować, odpocząć, przestać realizować oczekiwania innych. Koniecznie zrobić sobie przerwę. Nawet wtedy, kiedy wydaje się, że obowiązków jest już tak dużo. Wtedy właśnie relaks, na przykład w postaci środowej mikrowyprawy jest najbardziej potrzebny. Trzydzieści minut zawsze znajdziesz. Weź ze sobą hamak (jeśli nie masz, to koc), kuchenkę turystyczną i włoską kawiarkę (jeśli nie masz, kup kawę na wynos w kawiarni), wyłącz komórkę i na trzydzieści minut legnij się w parku. Tylko tak wytrzymasz do następnego urlopu.

Łukasz Długowski – absolwent filozofii, podróżnik, dziennikarz. Autor książki „Mikrowyprawy w wielkim mieście”, w której proponuje, jak wcisnąć przygodę między pracę, a zabiegane życie rodzinne. Swoje przygody relacjonuje na Facebooku i Instagramie, gdzie prowadzi profil: Mikrowyprawy.

Fot. Łukasz Długowski