Marzeniem sporej części moich towarzyszy na dziennikarskich studiach było zostanie gwiazdą TVN. Nic dziwnego, był rok 2005 i dziennikarstwo w Polsce miało się na chwilę przed kryzysem całkiem nieźle; TVN24 ma dopiero cztery lata, „Dziennik Polska-Europa-Świat”, czyli przez chwilę mocna konkurencja dla „Gazety Wyborczej” powstanie za rok, ale za to rok istnieje już TVN Style. 

Problem w tym, że wiele z tych osób nie chciało być dziennikarzami, ale gwiazdami – nieważne prezenter czy pogodynka, po prostu mieli być widoczni w telewizji, aby ich rodzice czy dziadkowie mogli z dumą powiedzieć, że moje dziecko zna cała Polska. 

Oczywiście. Gwiazdami byli również, albo przede wszystkim, aktorzy „M jak miłość”, ale wielu studiującym chodziło jeszcze o coś – TVP to obciach, zaś TVN splendor. To krzywdzące oczywiście myślenie nie było jednak pozbawione sensu, bo to właśnie kanał założony przez Mariusza Waltera i Jana Wejcherta od samego początku (1997) zaczął być wzorem dla reszty telewizji. Gdy w TVN pojawił się „Big Brother”, konkurencyjny Polsat z miejsca zapragnął mieć własne reality show („Dwa światy”), „Master Chef” musi konkurować z „Top Chefem”, a „Trudne sprawy” z „Ukrytą prawdą”… Do tego wyścigu w pewnym momencie dołączyła Telewizja Polska z takim hitem jak „Gwiazdy tańczą na lodzie”, choć Polsat nie ustępował na krok, emitując „Gwiezdny cyrk” (gdzie Szymon Wydra całował fokę) czy promujący wschodzącą gwiazdę rolnictwa Adama Kraśko konkurs skoków do wody pt. „Splash”. Bezskutecznie.

„He is David Beckham and me is Victoria Beckham”

Małgorzata Rozenek

Piszę o tym dlatego, że TVN kupując zagraniczne formuły wielu programów z jednej strony robił wrażenie stacji z prawdziwego zdarzenia, która wyprzedza konkurencję przynajmniej o krok i nawet adepci dziennikarstwa byli w stanie zrobić wszystko byleby chociaż nosić teczki Kamilowi Durczokowi. Z drugiej natomiast pod płaszczykiem nowoczesności TVN sprytnie ukrył fakt, że jest niemniej konserwatywny od starej i wysłużonej TVP i program „Project Lady” jest kolejnym przykładem tego jak paradoksalnie klasa rządząca gardzi biednymi i jak status społeczny staje się najbardziej pożądaną rzeczą w Polsce.

Przepis na sukces

Gulczas, Manuela, Janusz Dzięcioł... Pierwsi bohaterowie znikąd, czyli uczestnicy „Big Brothera” otworzyli nowy rozdział w historii polskiej telewizji – pokazali, że sukces nie jest okupiony pracą, wykształceniem, latami praktyki, osiągnięciami sportowym czy intelektualnym, ale tym, że wystąpiło się w telewizji. Dotąd coś, co nieraz było wyróżnikiem sukcesu, czyli pojawienie się na szklanym ekranie, stało się początkiem drogi. To część filozofii try harder, która świetnie przyjęła się wśród producentów podobnych programów. 

Na czym to polega? Telewizja wysyła odbiorcy jasny sygnał: Nie musisz ćwiczyć baletu od piątego roku życia, żeby być primadonną. Wystarczy chcieć, żeby osiągnąć sukces, musisz chcieć i pójść z tym do telewizji. Najlepszym przykładem jest wyświetlany w TVN program „Top Model”. W Polsce działa przynajmniej kilkadziesiąt agencji modelek, do których ciągle przyjmowane są nowe twarze. Po co więc taki program? A no po to, żeby udowodnić, że inni się mylą, że mimo niewielkiego wzrostu, defektów ciała czy blizn możesz chodzić po wybiegach, spełniać marzenia. Co z tego, że marzenia większości uczestników kończą na programie, że po jego zakończeniu wielu z nich wraca do miejsca, w którym było przed programem, że ogromna część z nich nie podpisze umowy z profesjonalną agencją i nie wyjdzie na żaden fashion week. Czyja to wina? Oczywiście, samych dziewczyn, które za mało się starały, bo przecież innej uczestniczce w pierwszej edycji się udało, któraś kontrakt podpisała i jakaś do Paryża wyjechała. A ty? No cóż widocznie nie zaufałaś filozofii try harder, a przecież telewizja dała ci szansę, twoją historię usłyszała cała Polska, mogłaś być kimś. Ale tego typu programy poszły jeszcze krok dalej. TVN stworzyła narrację o złym społeczeństwie i jego naprawie, które jest tak naprawdę próbą zdegradowania jednej grupy społecznej poprzez awansowanie bohaterki do grupy lepszej. O co chodzi? 

Na razie przykład teoretyczny: mamy bohaterkę/bohatera, która idzie do programu dajmy na to o tworzeniu ubrań, bohater ma marzenie być projektantem mody. Może skończył studia, zna się na rzeczy, osiągnął sukces, coś jest jednak nie tak, coś nie pozwala mu rozwinąć skrzydeł – to brak akceptacji ze strony rodziny albo zwyczajna bieda. Nasz bohater powinien według swoich rodziców zajmować się uprawnym polem (uczestnicy ze wsi), dziewczyna skończyć prawo etc. Podobnie jest w programach o tańcu czy modelingu. W programie mamy przeciwstawienie dwóch postaw: dom, w którym panują staroświeckie zasady, co do przyszłości dziecka oraz marzenie tego dziecka, które może spełnić tylko program, do którego go przyjęto. Z tej racji często w końcowych odcinkach tego typu formatów pokazuje się rodziców, którzy w końcu uwierzyli w talent dziecka i dają mu przyzwolenie na realizowanie marzeń. 

I wszystko niby OK, gdyby nie to, że tego typu programy mają jeszcze inną odsłonę. I tu już nie chodzi o talent, ale o wychowanie, bo jeśli możemy pokazać widzom, że można osiągnąć marzenia bardzo tego pragnąc, cytując znanego pisarza Paulo Coelho, to przecież producenci znają się również na innych rzeczach. Najlepszym przykładem są programy typu „Surowi rodzice” czy właśnie „Project Lady”. Programy z zasady niebezpieczne, bo pokazujące, że indywidualizm, ten ważny kawałek wpływający na osiągnięcie sukcesu nie jest w ogóle potrzebny, bo przecież jest TVN. W pierwszym z nich indywidualizm dziecka podlega tresurze (rygorze, zmuszaniu do modlitwy, bycia posłusznym), w drugim to samo robi się z osobą dorosłą. 

lady sr sr

Księżniczki

„Patrycja to zwariowana, uwielbiająca kokietować mężczyzn tancerka, która dzieli swoje życie pomiędzy Polskę a Niemcy. Potrafi dogadać się z każdym. Zawsze wpada na szalone pomysły. Głośna, energiczna Patka-Wariatka” – tak na oficjalnej stronie programu „Project Lady” opisana jest zwyciężczyni programu Patrycja Wieja. To co z nią nie tak? Czytamy dalej: „Patrycja od pewnego czasu mieszka w Niemczech ze swoją siostrą, która wraz z jej przyjaciółką często ją krytykuje. Zwracają jej uwagę na niestosowne stylizacje – czyli najczęściej zbyt krótkie spódnice. Przyjaciółka z kolei wciąż powtarza jej, że zachowuje się wulgarnie, niczym pijany kibic „trzecioligowego klubu piłkarskiego”. Patrycja ma wyższe wykształcenie (ukończyła AWF), ale nie ma pracy i dorabia pozowaniem. Marzy, żeby być „sławną  bogatą osobą”, jej idolką jest Miley Cyrus.

Podobnie opisane są inne uczestniczki. Są wesołe, towarzyskie. Zwykłe, fajne dziewczyny z marzeniami. Patrycja, Vanessa, Agnieszka, Róża, Roksana... Któraś była w szkole plastycznej, następna grała w szachy, trzecia uwielbia impresjonizm. Co z nimi nie tak? Gdzieś po drodze się pogubiły, popadły w alkoholizm, problem z prawem, pokłóciły się z rodziną. No, coś nie wyszło. Jaki na to ma pomysł TVN? Zrobić z nich księżniczki, damy, lady.

Formuła programu jest prosta. Prowadząca, która do tej pory była znana z rozstawiania ludzi po kątach i sprawdzania białą rękawiczką czystości blatów w domu, tutaj wraz z dwoma kobietami zajmującymi się etykietą zamierza udowodnić dziewczynom, że są warte więcej niż o sobie myślą, niż myśli o nich otoczenie i społeczeństwo, które jak wiadomo z zasady jest niemiłe. W jaki sposób chcą je wyrwać z tej okropnej matni? Pozbawiając je osobowości i pakując w uniformy. 

Zabieg jest prosty. Widz oglądający „Project Lady” najpierw ma się poczuć lepiej od uczestniczek. Być w pozycji wyższej niż te, które ogląda, bo przecież patologia jest śmieszna, upite i wulgarne nastolatki budzą w nas politowanie. Kolejne odcinki były serią następujących po sobie upokorzeń, którym były poddawane dziewczyny – zabierzemy wam alkohol, usuniemy różowe pasemka, skrócimy wam paznokcie, ubierzemy w mundurki, będziemy karać za niewłaściwie zachowanie. Co TVN daje w zamian? Obietnicę lepszego życia.

Damą być, wiadomo, fajna sprawa. Ale najpierw trzeba się wyrzec siebie, pozbawić cząstki, która cię określała, tylko po to, aby poczuć się lepiej”, być lepszą niż do tej pory, bo tamto ja znaczyło patologię, biedę i cholera wie co, ale teraz wszystko się zmieni, kiedy tylko założę sznur pereł, wyjadę zobaczyć Paryż, zjem kolację z arystokratami, co wiedzą jak należy się zachować przy stole, a jeszcze pojeżdżę na koniu i postrzelam do ptactwa. WOW.

W jednym z odcinków bohaterka, która miała się elegancko ubrać na kolację powiedziała: Wolę być ubrana nieschludnie niż chujowo”, inna z kolei powtarzała „najebana, ale dama”. I tym wypowiedziom wierzę bardziej aniżeli szlochaniu dziewczyn, które przeżywają fakt nieprzyszycia guzika i założenia pereł. Autentyczność została zasłonięta przez pozór bycia kimś wyjątkowym rezygnującym z bycia sobą. Mamy tu jasną opozycję: lepsi i gorsi, szlachta i poddaństwo, bogaci i biedni, mieszczanie i patologia. To do ciebie należy wybór, gdzie chcesz należeć. Wybór jest prosty, prawda? I tu wracamy do punktu wyjścia. Wszystko jest tylko na chwilę, wszystko trwa przez te kilkanaście godzin trwania serii programu. Bycie gwiazdą, w tym wypadku „lady” trwa tylko przez moment i dotyczy to również prowadzącej.

Zwyciężczyni programu powiedziała, że imponuje jej Małgorzata Rozenek, prowadząca program. Imponuje jej więc ktoś, kto wybrał drogę, o jakiej marzyli niektórzy moi z dziennikarstwa – zostać gwiazdą TVN, ale nie taką, jaka była proponowana uczestniczkom programu. Małgorzata Rozenek ćwiczyła balet, skończyła prawo, poszła na studia doktoranckie, czyli zrobiła wszystko co powinna robić dama, a skończyła... namawiając kobiety do zostania w domu, aby ten dom utrzymywały w czystości („Perfekcyjna pani domu”), a za chwilę wystąpi w programie, gdzie będzie płakać nad nieumiejętnością spakowania plecaka, mówiąc, że jest polską Victorią Beckham. Zostaje więc pytanie o autentyczność – bycie gwiazdą czy damą. A może jednym i drugim? Wszystko zależy od formuły programu i tego, na co mają ochotę producenci – słuchać rodziców czy biec za marzeniami, rezygnować z bycia sobą czy sobą być, ubierać się schludnie czy nieschludnie. Właśnie rusza nowa ramówka, sam jestem ciekaw, co będzie tym razem.

lady sr

Fot. materiały prasowe