Kasza jęczmienna zmieszana z wyką i dziesięcioma jajami, wysuszona i zmielona w kamiennym młynie napędzanym przez cierpliwego osła. A do tego odrobina proszku z rogów krzepkiego jelenia, cebulki narcyzów, guma, orkisz i miód. Taki przepis na miksturę mającą skutecznie wybielić skórę podawał Owidiusz. Zupełnie inną karnację preferowano w latach, gdy zbiorową wyobraźnią rządziła smukła, umięśniona, opalona, uprawiająca aerobik Jane Fonda. A jak jest dziś? Czy jesteśmy już gotowi na akceptację piękna w jego najróżniejszych formach? A może jeszcze bardziej niewolniczo podporządkowujemy się lansowanym modelom wyglądu?

Każda epoka i każdy krąg kulturowy miały swój własny kanon piękna. Kanon nieraz krwawy, któremu chcąc sprostać, trzeba było miażdżyć kości, rozciągać czy dziurawić konkretne części ciała, głodzić się albo wcierać w skórę dziwne mazie – choćby z uwielbianymi przez europejskie damy dworu ołowiem i rtęcią. Dziś wiemy, że rakotwórczymi. Wiek XX i XXI wcale aż tak dużo nie zmieniły. Kobiety robią dla urody równie dużo, a może nawet więcej niż kiedyś. Pozwala im na to coraz bardziej rozwinięta chirurgia plastyczna, pozwala oferująca wszelkie możliwe specyfiki branża kosmetyczna, zachęcają nakręcające konsumpcję,  bezustannie zmieniające się trendy. Media zarówno tradycyjne, jak i społecznościowe wciąż najczęściej wysyłają przekaz, że piękno to suma jakiś wyraźnie określonych składników.

Pokazana chyba przez większość tabloidów na świecie Valeria Lykanova usunęła żebra, połamała kości twarzy i powiększyła biust, by wyglądać jak żywa lalka Barbie. Nie ulega wątpliwości, że to przypadek ekstremalny. Ale przecież nie tylko ona zrobiła wiele, by wyglądać jak swój prywatny ideał. Codziennie miliony kobiet liczą kalorie, uprawiają sporty, zapisują się na kolejne zabiegi czy zmieniają kolor włosów. To niekoniecznie coś złego. Nie jest tak, że kochać swoje ciało takim, jakim jest, znaczy zupełnie o nie nie dbać. Problem pojawia się, gdy chcemy za wszelką cenę, wbrew naszym naturalnym skłonnościom, wbrew naszej genetyce i anatomii, zamienić się w kogoś innego. A może po prostu w „uniwersalny ideał” bez imienia i nazwiska, za to z wydatnymi kościami policzkowymi, wąską talią, szczupłymi nogami, pełnymi ustami czy dużym biustem.

1 body positive lena durham girls body

Kampania #IAmAllWoman

Jest jednak szansa, że ten jeden, jedyny ideał odejdzie wreszcie w niepamięć, a przejściowe urodowe trendy zastąpi piękno rozumiane jako różnorodność. Pracuje nad tym naprawdę wiele fajnych kobiet, dziewczyn, ale i mężczyzn. Na przykład Connie Sobczak i Elizabeth Scott, które założyły w roku 1996 organizację Body Positive. Idea? Wszystkie ciała są piękne! W rozmiarze XS, S, M, L, XL, XXL... Kobiety o wszystkich kolorach skóry, różnych kształtach twarzy, piersi, ud, dłoni, różnych kolorach i długościach włosów… Byle ciała były zdrowe oraz akceptowane i lubiane przez ich posiadaczki albo posiadaczy. Ruch Body Positive przekonuje do afirmacji swojego ciała, do tego, by nie pozostawać z nim w konflikcie, rozumieć jego unikatowość, dbać o nie w sposób, który nam odpowiada, jest zgodny z nami. Bo przecież jakkolwiek by się nie starać, nigdy wszyscy nie będą wyglądać tak samo. Niektórzy niezależnie od tego, ile by nie jedli, nie przybiorą na wadzę choć kilograma, inni za nic nie osiągną super szczupłej sylwetki. Niektóre kobiety nigdy nie będą mieć (w sposób naturalny) dużych czy małych piersi, szerszych czy węższych ud itd. Tak już jest, że każde ciało jest trochę inne. I dobrze, bo byłoby nudno, gdybyśmy wszyscy byli tacy sami.

Pokochać swoje ciało, dbać o to, by było zdrowe, czerpać z niego przyjemność, doceniać swoje indywidualne piękno i akceptować swoją tożsamość, by po prostu dobrze czuć się we własnej skórze, móc realizować swoje pasje, zmieniać codziennie rzeczywistość na lepszą – to idee, które aktywistki z Body Positive chcą przekazać innym. O poszerzenie definicji piękna zabiega jednak znacznie więcej osób. Ostatnio wielkie zainteresowanie wzbudziła na przykład akcja All Woman Project, której towarzyszył oficjalny hasztag #IAmAllWoman. W kampanii zdjęciowej obok siebie wystąpiły modelki w różnych rozmiarach, o rożnych kolorach skóry, wywodzące się z różnych kultur, o różnych orientacjach seksualnych czy poglądach politycznych. Łączyło je jedno – to, że chciały otwarcie mówić o tym, że w branży mody kobiet nie powinno się kategoryzować i dyskryminować ze względu na wagę, typ urody, poglądy czy jakiekolwiek inne czynniki. Łączyło je też to, że wszystkie zgodziły się pokazać swoje ciała bez retuszu. W kampanii wystąpiły Charli Howard, Clémentine Desseaux, Elliott Sailors, Iskra Lawrence, Denise Bidot i Barbie Ferreira. Jednym głosem mówiły, że akceptacja różnorodności powinna być normą, a nie przelotnym trendem.

Kolejne marki otwierają się na odmienność, nie chcą już promować ubrań, które będą wyglądać dobrze tylko na kobietach w jednym rozmiarze albo o jednym typie sylwetki. Tę ideologię zdają się coraz częściej wyznawać nie tylko firmy niszowe, ale i wielkie brandy. Jakiś czas temu marka bielizny Nubian Skin wprowadziła wreszcie majtki i biustonosze w kolorze nude dopasowanym do różnych karnacji. Nareszcie, bo przecież nude (nawiązujący słowotwórczo do nagości, a więc i do barwy skóry) nie może być tylko jasnobeżowy. Dzięki Nubian Skin do sklepów wreszcie trafiła bielizna, która koresponduje z różnymi kolorami skóry. Wachlarz produktów jest bardzo szeroki. Coś dla siebie znajdą zarówno kobiety o jasnej karnacji w odcieniu kości słoniowej, jak i skórze komponującej się lepiej z ciepłymi odcieniami karmelu albo głębokiego, czekoladowego brązu. Podobny kierunek obierają marki kosmetyczne, oferując coraz więcej odcieni podkładów, pudrów czy korektorów. Tymczasem australijska marka bielizny Lonely zatrudniła ostatnio do swojej kampanii gwiazdy serialu „Dziewczyny” – Lenę Dunham i Jemimę Kirke – pokazując tym samym, że zmysłowa bielizna nie jest zarezerwowana dla dziewczyn w rozmiarze XS czy o typie sylwetki w kształcie klepsydry.

2 body positive lena durham girls body

Kampania marki Lonely; @lonelylingerie

O tym, że różne ciała są piękne mówi też Levi’s. Marka w kolejnych sezonach eksperymentuje z nowymi krojami i technicznymi ulepszeniami kultowych jeansów. Wszystko po to, by spodnie prezentowały się dobrze na najróżniejszych sylwetkach i podkreślały ich atrybuty. To na szczęście to niejedyny brand, który afirmuje dziś odmienność i unikatowość. Swego rodzaju manifest nowej definicji kobiecego piękna ogłosił natomiast niedługo przed ostatnią olimpiadą w Rio magazyn „Sports Illustrated”. W wydaniu poświęconym kostiumom kąpielowym zaproponował aż 3 okładki do wyboru. Na każdej wystąpiła kobieta o zupełnie innym typie urody i budowy ciała.

Nowe spojrzenie na ciało rzucają też młode fotografki i zwykłe dziewczyny, które zamieszczają w mediach społecznościowych swoje naturalne zdjęcia i pokazują sylwetki, którym nieraz daleko do stereotypowo rozumianej perfekcji. Tak robi Petra Collins, Mayan Toledano, Laurence Philomene, Milly Cope, Alice Joiner, Lauren Oliver i wiele, wiele innych.

Oczywiście media społecznościowe również mają swoje dobre i złe strony. Choć coraz częściej ich użytkownicy stawiają na autentyczność, mimo wszystko Instagram to również kopalnia zdjęć przedstawiających dziewczyny „idealne”, których wypielęgnowane ciała, twarze i włosy mogą zachwiać samooceną niejednej osoby. W mediach społecznościowych ciekawym akcjom towarzyszą również te, które pochopnie lansują jakieś przesłanie. Tak było ostatnio z hasztagiem #MermaidTights odnoszącym się do kobiet o obfitych udach, między którymi nie jest widoczna żadna luka (zgodnie z hasztagiem takie uda mają przypominać ogon syreny). Nagle magazyny dla nastolatek z „Teen Vogue” na czele zaczęły pisać, że teraz właśnie takie uda są modne. Tylko jak część ciała może być modna? Nie można lansować trendu, który opiewa jeden typ sylwetki kosztem drugiego. Bo jeśli stwierdzimy nagle, że uda a’la syrena są modne, będziemy dyskryminować dziewczyny, które mają zupełnie inną budowę ciała, co wbrew powszechnej retoryce wcale niekoniecznie oznacza, że się głodzą. Niektóre takie po prostu są. Zamiast lansować przelotne trendy na dane typy urody czy sylwetki powinniśmy zabiegać po prostu o to, by piękno zakładało pełną różnorodność. I tyle. To takie proste i takie trudne zarazem.

3 body positive lena durham girls body

Zdjęcie Mayan Toledano; @thisismayan

4 body positive lena durham girls body

Zdjęcie Mayan Toledano; @thisismayan

5 body positive lena durham girls body

Zdjęcie Mayan Toledano; @thisismayan