„Kobiety, które sprawują kontrolę i mają władzę, czy to w życiu zawodowym, czy prywatnym, za często są traktowane jako wredne i rozwścieczone” – opowiada w jednym z wywiadów Aluna Francis, będąca ½ duetu AlunaGeorge. Jednak ona nie zamierza spokornieć ani ucichnąć. Już 16 września ukaże się jej drugi album, stworzony wraz z Georgem Reidem „I Remember”, w którym miesza się elektronika, R&B, pop, dubstep i garażowy rock.

Gdy dorastała w małej angielskiej miejscowości w hrabstwie Hertfordshire, czuła się wyalienowana. Jako córka nauczycielki jogi z Indii i fotografa z Jamajki, miała spory problem z zaakceptowaniem swojej tożsamości. „Nigdy nie rozumiałam, czemu w latach szkolnych czułam się taka dziwna. Kiedy przeprowadziłam się do Londynu zrozumiałam, że wcale nie jestem dziwna – mam po prostu czarną skórę i jestem artystką!” – opowiadała w wywiadzie dla „Billboard”. Mimo tego, „dziwny” to jedno z ulubionych słów w jej słowniku. Używa go notorycznie podczas rozmów z mediami, odnosząc się do najróżniejszych sytuacji. Aluna po prostu przekuła słabość w siłę i zrozumiała, że najbardziej liczy się to, co ją wyróżnia.

Jej muzyczna droga była jednak kręta. Francis zrezygnowała z dalszej nauki i zajęła się tym, co kochała najbardziej – robieniem muzyki. Nie żeby od razu miała z tego pieniądze. Pomieszkiwała w opuszczonym budynku w Londynie. W końcu metropolia może pochwalić się jednymi z najwyższych cen mieszkań w Europie, nie jest więc najprzyjaźniejszym miejscem dla młodych artystów. Aluna podejmowała się najróżniejszych prac dorywczych, na przykład jako masażystka. Współpracowała z kilkoma zespołami, ale w żadnej z grup nie została na dłużej. Wspólny język znalazła dopiero z poznanym przez MySpace’a Georgem Reidem. I tak przyszedł czas na przełom.

Muzycy zadebiutowali w roku 2013 świetnie przyjętym zarówno przez krytykę, jak i odbiorców albumem „Body Music”. Pochodząca z niego piosenka „You Know You Like It” doczekała się remixu DJ-a Snake’a i podbijała brytyjskie listy przebojów. Przy okazji nowej płyty, „I Remember”, kolaboracji z innymi artystami jest już więcej. Na albumie pojawia się Zhu, Popcaan, Leikeli 47 i Dreezy.

„Okazało się że mamy tylu przyjaciół ze światka muzycznego, z którymi spędzamy czas, ale z nikim się nie dzieliliśmy swoją muzyką. W pewnym momencie stwierdziliśmy dlaczego nie? I skoro czujemy się bardzo pewnie jeśli chodzi o nasze brzmienie, postanowiliśmy się trochę bardziej otworzyć” – komentuje Aluna.

shopping muza aluna george fashion si mi unif verne showroom marshall aluna

1. „Death of Polaroids - A Manics Family Album” album o brytyjskim zespole Manic Street Preachers, będącym jedną z inspiracji ALunaGeorge/ Bookoff 149 zł, 2. skórzane buty Unif ok. 600 zł, 3. skórzany plecak Verne/ Showroom.pl 544 zł, 4. głośnik przenośny Marshall Acton/ Saturn 1199 zł, 5. lateksowa spódnica z podwyższonym stanem SI-Mi, z kolekcji stworzonej we współpracy z Joanną Horodyńską 450 zł

Premierę albumu, który do sklepów trafi już 16 września, poprzedzają aż 4 single: „My Blood”, „I Remember”, „I’m In Control” oraz „Mean What I Mean”. Nowy album jeszcze się nie pojawił, a krytycy już wróżą duetowi karierę porównywalną do Disclosure i How To Dress Well, natomiast Sia zaprosiła Alunę i George’a, by supportowali jej jesienną trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych. Muzycy podchodzą jednak do sukcesu z dystansem. Aluna uważa, że ich muzyka jest zbyt dziwna (skąd my znamy to słowo?), by mogła przeniknąć do mainstreamu. A jednak trudno zaprzeczyć, że właściwie to już się dzieje.

Zaproponowana przez Francis i Reida różnorodność jest w cenie. Na nowym albumie ścierają się różne inspiracje, gatunki muzyczne, wielobarwne brzmienia. Styl AlunaGeorge można z pewnością nazwać eklektycznym. Nie tylko ten muzyczny, ale i ten w bardziej dosłownym znaczeniu, modowy. Aluna z chęcią sięga po etniczne akcesoria, ale uwielbia też ubrania w stylu grunge, ale i te przywodzące na myśl imprezy w stylu rave z lat 90. Zresztą w całej twórczości duetu sporo jest nostalgii za ostatnią dekadą XX wieku; jest też jednak miejsce na nowoczesność. Bo muzyków interesuje przede wszystkim rzeczywistość, która ma miejsce tu i teraz. Francis i Reid opowiadają, że chcą po prostu tworzyć piosenki będące hymnami o codziennym życiu, igrające ze stereotypami, a przy okazji pełne dźwiękowych eksperymentów. „Jestem brutalnie szczera” – przyznaje Aluna, która w „I’m in Control” śpiewa o wojnie płci i silnych, dominujących kobietach, które nie idą na kompromis, chcą mieć wszystko. Sama z pewnością jest jedną z nich.

Fot. opracowanie graficzne Małgorzata Stolińska dla enter the ROOM na bazie materiałów prasowych