Lepiej spać nago. Tak mówią badania, tak zalecają lekarze. Wszyscy, którzy takie spanie preferują, a nie byli pewni, czy to dobrze, czy źle dla zdrowia, mogą odetchnąć z ulgą. Przeciwnicy, w tym głównie zmarzluchy, pewnie nic sobie z tego nie zrobią. Będą też święcie oburzeni, bo przecież ciało trzeba zakryć i to nie tylko kołdrą, bo przecież nagość równa się wstyd, ewentualnie równa się niepotrzebne epatowanie swoją seksualnością. 

Nagość. To dopiero temat, co? Pewnie niektórzy wzruszą ramionami, że o czym tu mówić i to być może ci, którzy właśnie z nagością mają kłopot, swoją lub innych. Temat ten wraca do mnie raz na jakiś czas, głównie kiedy konfrontuję swoje doświadczenia z doświadczeniami innych i okazuje się, że chodzenie nago po mieszkaniu czy wybieranie nagich plaż popularne nie jest. Oczywiście z różnych względów. Temat nagości pojawił się już u nas, przy okazji artykułu „Na jednej z nagich plaż” właśnie. Ale nagość w domu a na plaży to jednak trochę inna sprawa. 

Zacznijmy więc od tego całego spania nago. Jakiś czas temu znów pojawiły się badania potwierdzające, że ma to wiele zalet poza oczywistą oszczędnością na piżamach. W zasadzie w większości artykułów, które na ten temat przeczytałam informacje podane były w sposób dość „suchy”. No bo czym się tu zresztą podniecać. Ale spanie bez ubrania taką oczywistą alternatywą dla piżamy nie jest. Dlaczego jednak warto się przemóc i wskoczyć pod kołdrę nago? 

Po pierwsze – tak jest wygodniej, nic nas nie uwiera, nie zrobi nam się za gorąco, więc możemy zasnąć głębokim snem i raczej z winy piżamy nie zostaniemy z niego wyrwani. A czym lepsza jakość snu, tym więcej dobroczynnej melaniny, lepsza regeneracja organizmu. Spada poziom kortyzolu, pełen relaks. Poza tym, nawet jeśli trochę spadnie nam temperatura w trakcie spania, to dobrze wpłynie na nasz metabolizm, który przyspieszy, aby wytworzyć więcej ciepła, a co za tym idzie jest szansa, że więcej kalorii spali. Po drugie zdrowie naszych miejsc intymnych. One potrzebują luzu i powietrza! Zastanówmy się: cały dzień w bieliźnie, w obcisłych grubych spodniach, rajstopach, do tego przez większość czasu pozycja siedząca. Cieplutko, wilgotno, ciaśniutko. A takie środowisko sprzyja rozwojowi stanów zapalnych, drożdżaków, grzybic w pochwie kobiety. U mężczyzn przegrzewanie jader też nie jest wskazane, bo ma negatywny wpływ między innymi na ilość i jakość plemników. Kolejna sprawa, być może zależna od indywidualnych predyspozycji, ale wielu ludzi odbiera jako bardzo przyjemne stykanie się nagich części swojego własnego ciała. A jeśli jeszcze w łóżku mamy obok siebie inne osoby, to już taki kontakt dużą powierzchnią skóry, ciało do ciała, sprzyja wydzielaniu oksytocyny, przywiązywaniu się, budowaniu bliskości. Bardzo miło. 

Jednak koronnym argumentem, jak dla mnie, jest w tym przypadku oswajanie się z własnym ciałem. W efekcie socjalizacji, bombardowani reklamami ubrań, kosmetyków i zabiegów upiększających, tracimy mniej lub bardziej kontakt z ciałem, dziecięce nieoceniające podejście do własnego ciała, naturalne, nieobciążone żadnymi tabu, żadnymi zakazami. I chcemy od tego ciała więcej i więcej, ciągle z niego niezadowoleni lub nim zawstydzeni, zapominamy, że wypadałoby być dla niego dobrym, bo jakie by ono nie było, może nam dać masę przyjemności. Bo każde ciało jest dobre. Więc przez spanie nago (jak i chodzenie nago po domu czy inne nagie aktywności), można zacząć czuć się bardziej komfortowo we własnej skórze, zyskać pewność siebie, co potem się przekłada na pewność siebie, dobre samopoczucie, kiedy nago jesteśmy wśród innych ludzi. Tak, bo to widać, kiedy dobrze się ze sobą czujemy, czy to w sypialni, na basenie, w saunie. I wtedy ludzie nie zwracają uwagi na nasz cellulit czy tam jakąś fałdkę, fałdkę być może istniejącą tylko w naszej głowie, zazdrościć raczej mogą dobrego samopoczucia, samoakceptacji. Takie pozytywne podejście do własnego ciała zmienia nie tylko podejście innych ludzi do nas i naszego ciała, lecz także to, jak my postrzegamy innych ludzi i ich cielesność. Mniej nas krępuje, nie oceniamy jej, nie punktujemy wad i zalet, dostrzegamy człowieka jako całość. 

Odkrywając nowe cielesne przyjemności, trudno mieć negatywny stosunek do własnego ciała, trudno widzieć je w złym świetle.

Idąc dalej, kiedy dobrze czujemy się w swoim ciele, nagim ciele, to łatwiej nam zobaczyć siebie samego jako obiekt seksualny, w tym seksowny (bo to akurat często się nam myli: to, że założymy dajmy na to seksowne majtki na zgrabny tyłek – i majtki, i tyłek seksowne w takim kulturowym ujęciu, takie jak z reklamy, wiecie, o co chodzi – i wyglądamy „obiektywnie” seksownie nie oznacza, że tak się czujemy, że od razu, z automatu mamy ochotę na seks, że czujemy podniecenie i że ktoś, kto nas w takim wydaniu widzi jest podniecony). Jednak od razu zastrzeżenie: bardzo często stawiamy znak równości między nagim ciałem a seksem. Jak jest goło, to już jest to wodzenie na pokuszenie. Tak, jesteśmy seksualni (nawet jeśli jesteśmy aseksualni, to wyraz naszej seksualności), nasze ciała są seksualne, co nie znaczy, że zawsze gotowe na seks. I nie tylko to ciało, ale w dużej mierze mózg, hormony odpowiadają za to, czy w danym momencie chcemy seks uprawiać. No i kontekst sytuacyjny (większość z nas rozebrana u lekarza raczej nie myśli o seksie). Nie jest i tak, że ciało ubrane, to ciało pozbawione seksualnego atrybutu (no, oczywiście, zależy jak ubrane, bo jak głęboki dekolt i mini, to przecież jak płachta na byka, zachęta do gwałtu, prawda?). Tak więc z tym seksem sprawa jest bardziej złożona i koniec, niezależnie, czy jest nagość czy tej nagości nie ma. 

Badania amerykańskich naukowców pewnie nieprzekonanych do spania nago nie przekonają. No chyba że fanatyków dbania o zdrowie za wszelką cenę. Może przekonają tych ze zrównoważonym podejściem do ciała, tych, którzy bez większych oporów rozbierają się u lekarza, spojrzą na siebie bez ubrań w lustrze, akceptują swoją nagość w sytuacjach, które tej nagości jakoś tam wymagają. Od biedy można sobie pochodzić nago czy pospać, niechże ta skóra pooddycha. Ja bym jednak proponowała coś więcej. Takie dokładne eksplorowanie i oglądanie swojego ciała. Może być po kąpieli. Może być najpierw fragmentarycznie. Najpierw się poglądać, potem pogładzić, podotykać ze zmiennym natężeniem różne miejsca, zwłaszcza te rzadko dotykane. I wcale nie chodzi mi tu o genitalia, te sobie podotykajcie innym razem, do czego oczywiście zachęcam (lektury zachęcające: „Wagina: instrukcja obsługi”„Masturbacja, czyli ręce pod kołdrą”). Coś nowego, coś przyjemnego, na pewno czekają was zaskoczenia. Sam na sam. I co, rośnie poczucie własnej wartości? Zadowolenia? Oczywiście można potem partnerowi lub partnerce powiedzieć, żeby też tak nas podotykali tu i tam. Można ich podotykać, idąc swoim tropem. Przede wszystkim jednak, odkrywając nowe cielesne przyjemności, trudno mieć negatywny stosunek do własnego ciała, trudno widzieć je w złym świetle. Podotykajcie, ale tak naprawdę na spokojnie, uważnie, bez pośpiechu. Następnie stańcie sobie nago przed lustrem w całej okazałości. Uśmiechnijcie się do swojego odbicia. To wy, to wasze ciało. Dobre i piękne. 

1 seks spanie nago nude cialo night sexy fridays friday

Paul Gauguin, „Te Arii Vahine”, wikipedia.org