Rok akademicki właśnie się rozpoczął, część studentów pewnie jeszcze poszukuje intensywnie mieszkań do wynajęcia. A że studencki budżet z reguły do najwyższych nie należy, młodzi ludzie często decydują się na dzielnie lokum z jedną, a nawet kilkoma osobami. W kupie raźniej, prawda? Owszem, pod warunkiem, że chodzi o studentów. Co natomiast, jeśli na dzielenie mieszkania z innymi decyduje się osoba, która uczelniane czasy ma już dawno za sobą? Czy można mieć współlokatorów po 50-tce?

Wspólne wynajmowanie mieszkań przez osoby po 40-tce, 50-tce, a nawet 60-tce staje się coraz bardziej popularne za granicą. Penny Anderson, dziennikarka „The Guardian” przyznaje, że od wielu lat dzieli swoje nowojorskie lokum z innymi ludźmi, w dodatku często sporo od siebie młodszymi. Jak przyznaje, ma to swoje plusy i minusy. Do tych pierwszych, oprócz oczywistego aspektu finansowego zalicza się powiew świeżości, którzy wnoszą młodzi. Dla otwartej osoby w każdym wieku dostęp do najnowszych filmów, seriali, muzyki, czy wydarzeń artystycznych może być zaletą nie do przecenienia. Gorzej, kiedy współlokator zdecyduje się słuchać Lorde w towarzystwie znajomych, na cały regulator, a na drugi dzień zapomni posprzątać walające się wszędzie butelki po piwie i opakowania po pizzy, albo na kanapie pozwoli zawaletować kilku kolegom. Problem z zachowaniem porządku to według Anderson największa wada dzielenia mieszkania ze studentem. Ale jeśli współlokatorzy ustalą zasady i będą ich przestrzegać, młody wiek towarzysza staje się ogromną zaletą.

Zdarza się też oczywiście, że mieszkanie wynajmują dwie czy trzy osoby w podobnym wieku. Brytyjski ONS (Office for National Statistics) podaje, że 25% mieszkańców Anglii i Walii pomiędzy 50 a 64. rokiem życia wynajmuje mieszkania. Jeśli do tych statystyk dodać przeciętną cenę wynajmu w Londynie, łatwo można się domyślić, że ciężko zdecydować się na niego w pojedynkę. A że rozwody dawno przestały już być tematem tabu, wiadomo, że również w tej grupie wiekowej jest sporo singli.

Jeśli jednak macie przed oczami kadr z „Przyjaciół” 20 lat po, pomyślcie jeszcze raz. Z badań ONS wynika, że wielu mieszkających razem Brytyjczyków po 40-tce, pomimo dzielenia tego samego lokum, po prostu się nie zna. Pomimo że łączy ich mieszkanie, często nie zamieniają ze sobą przez cały dzień ani jednego słowa, nie wspominając o wspólnym gotowaniu czy oglądaniu seriali. W dodatku aż 45% obecnie wynajmujących mieszkania Brytyjczyków obawia się, że nigdy nie będzie ich stać na zakup własnego, choć niewielkiego lokum.

Czy jednak angielscy współlokatorzy w średnim wieku to tylko osoby borykające się z problemami finansowymi? Na szczęście nie, współdzielenie mieszkania może być świadomą i niewymuszoną decyzją kilku osób. Jak pisze „The Telegraph”, ludzie po 40. czy 50. roku życia, których związki się rozpadły a dzieci dorosły, często przeżywają drugą młodość. Zdarza się też, że czyjeś życie tak się potoczyło, że nigdy z nikim się nie związał i nie ma takiego zamiaru. Dwoje przyjaciół z młodości może więc zdecydować, że razem będzie im po prostu raźniej. Nie chcą na razie szukać partnera na stałe, a uważają, że fajnie jest po powrocie z pracy mieć z kim wypić piwo czy obejrzeć mecz. Podobnie jest z kobietami: zamiast wiązać się z pierwszym lepszym facetem ze strachu przed samotnością, wolą wynająć mieszkanie z przyjaciółką czy dwoma.

Stany Zjednoczone i Wielka Brytania to jednak nie Polska. Czy u nas dojrzali ludzie też decydują się na wspólne wynajmowanie mieszkań? Okazuje się, że o ile dzielący lokum w dużym mieście 20-, a nawet 30-latkowie latkowie nie są nad Wisłą niczym niezwykłym, to osoby w okolicy 50. roku życia i starsze decydują się na to zdecydowanie rzadziej niż za granicą. Czy Polacy są bardziej dojrzali, a ich związki trwalsze? Być może, ale są też inne powody. Po pierwsze, mamy w naszej mentalności zakodowane, że rodzicami trzeba się opiekować. W związku z tym, skądinąd chwalebnym i godnym podziwu faktem jest, że jeśli rodzica nie stać na samodzielne opłacanie czynszu, to może on często liczyć na pomoc dzieci, które albo wspomogą go finansowo, albo wezmą do siebie. Żeby nie było tak kryształowo, często przyjmujemy pod swój dach rodziców, bo, jak wiadomo, babcia to najlepsza (i w dodatku darmowa) opiekunka do dziecka, opłaca się więc mieć ją przy sobie, nawet kosztem utraty prywatności.

Zdarza się też, że ludzie w Polsce nie wynajmują mieszkań z innymi bo… wciąż mieszka z nimi dziecko. Choć daleko nam do Włochów czy Hiszpanów, 30-latek mieszkający z rodzicami/rodzicem wcale nie należy do rzadkości. Jesteśmy z natury narodem rodzinnym i „wykopanie” dziecka z domu w momencie, kiedy wyjeżdża na studia raczej nie wchodzi u nas w grę. A że zarobki młodych ludzi często nie pozwalają na samodzielny wynajem mieszkania czy spłatę kredytu, a mama oprócz dachu nad głową zapewnia wikt i opierunek, młodzi do samodzielności często się nie kwapią i decydują się na nią dopiero, gdy na poważnie z kimś się zwiążą.

Inna kwestia jest taka, że większość Polaków posiada mieszkania jeśli nie na własność, to przynajmniej na kredyt. Na wynajem decyduje się niespełna 3% społeczeństwa, bo własne M, nawet ciasne i z dala od centrum kojarzy się nam ze stabilizacją. Zmuszani przez lata PRL-u do gniecenia się w zatłoczonych mieszkaniach z całą rodziną, nasi rodzice i dziadkowie chcą wreszcie mieć trochę prywatności i komfortu. Wolą więc mieszkać sami, nawet za cenę oszczędzania na ogrzewaniu czy skromniejszych zakupów. Dodatkowo Polacy, szczególnie ci starsi, są zwykle dość zamknięci. Swoje mieszkanie traktują jak azyl, oazę spokoju, który nawet dobry znajomy, przebywający w nim cały czas, mógłby zakłócić.

Własne mieszkanie jest dla naszych rodaków bardzo ważne. Polska znajduje się w czołówce państw europejskich z największą liczbą nieruchomości na własność. Na tle Niemców, gdzie ponad połowa społeczeństwa żyje w wynajętych lokalach, jesteśmy prawdziwym rajem dla deweloperów. Wielu uważa, że wynajem to prowizorka, a Polacy lubią stabilizację i trwałość. W dodatku częsta jest opinia, że comiesięczne opłacanie czynszu to rodzaj wyrzucania w błoto pieniędzy, które lepiej przeznaczyć na spłatę kredytu. Te zaś rodzime banki dają, w porównaniu z innymi europejskimi państwami, dość lekką ręką, nawet nie najmłodszym kredytobiorcom. Dla wielu Polaków posiadanie swojego mieszkania to priorytet, który zwiększa poczucie komfortu. Patrząc na naszą historię i to, że w czasach młodości naszych rodziców własne M było czymś, co trzeba było sobie załatwić i wychodzić, trudno się takiemu podejściu dziwić.

Na wspólny wynajem mieszkań decydują się w Polsce najczęściej osoby ze środowisk artystycznych. Takie lokum jest często jednocześnie pracownią, tak jak w przypadku Joanny (56) i Bożeny (60), przyjaciółek z młodości. Mieszkają na krakowskim Kazimierzu w wynajmowanym mieszkaniu. Co skłoniło je do takiej decyzji? Bożena jest od wielu lat rozwiedziona, ma dorosłą córkę, która wyszła za mąż i mieszka za granicą, a Joanna jest zatwardziałą singielką. Obie malują, Joanna od 10 lat wynajmuje pracownię, więc kiedy córka Bożeny wyjechała za granicę, zaproponowała jej wspólne mieszkanie. „Zawsze świetnie się dogadywałyśmy, więc po co płacić dwa czynsze?” przekonuje. Każda z nich ma swój pokój, pracownię dzielą. Jak przekonuje Joanna, odkąd zamieszkała z przyjaciółką, częściej pracuje i idzie jej to zdecydowanie lepiej. Zaoszczędzone na czynszu pieniądze przeznacza na rozrywki: teatr, książki i materiały malarskie. Obie przyznają jednak zgodnie, że ich model życia jest bardzo niszowy. „Słyszałam kiedyś, jak sąsiadki plotkowały, że na pewno jesteśmy lesbijkami. Ale nie przeszkadza nam to, niech sobie gadają!” – śmieje się Bożena.

Czy trend na wspólne wynajmowanie mieszkań w każdym wieku dojdzie w przyszłości do Polski? Raczej nie, bo wygląda na to, że dążenie do posiadania choć ciasnego kąta na własność jest bardzo silnie zakodowane w naszej mentalności. Ale jedno jest pewne, czy to w Polsce, czy za granicą – młodość to nie metryka, a stan umysłu.

1 wsplne mieszkanie po 50 flat mate room mate wsplokator

Fot. unsplash.com, flickr.com, materiały prasowe