Na ekranie zadebiutował jako sześciolatek, nie skończył jednak jak spora część młodocianych gwiazd, które zachłysnęły się sławą. Joseph Gordon-Levitt od lat idzie pod prąd i zamiast połyskującej, hollywoodzkiej rzeczywistości woli normalność. A jeśli już wykorzystuje popularność, to głównie po to, by mówić o rzeczach ważnych – o prawach kobiet, feminizmie, o tym, jak popkultura fałszywie kształtuje nasze oczekiwania wobec życia. Właśnie możemy oglądać go na ekranach polskich kin w filmie „Snowden”.

Gordon-Levitt, mimo wciąż młodego wieku, ma już na koncie kilkadziesiąt ról. Nie ilość jest tu jednak najciekawsza, a różnorodność. Aktor wystąpił zarówno w wysokobudżetowych, hollywoodzkich produkcjach, takich jak „Incepcja”, „Mroczny Rycerz powstaje” czy „Lincoln”, jak i bardziej alternatywnych, nieoczywistych filmach, takich jak „500 dni miłości” lub „Pół na pół”. Już jako chłopiec, a później nastolatek zachwycał w „Rzece życia”, „Zakochanej złośnicy” czy „Aniołach na boisku”. Po trzydziestce zadebiutował jako reżyser kontrowersyjnego obrazu „Don Jon” o uzależnionym od pornografii chłopaku z New Jersey.

Teraz Gordona-Levitta możemy zobaczyć w filmie „Snowden” w reżyserii samego Olivera Stone’a. To historia byłego pracownika CIA i NSA, Edwarda Snowdena, który ujawnił mediom ściśle tajne dokumenty, a tym samym doprowadził do największego w historii USA przecieku zastrzeżonych informacji. „Snowden” to pozycja, na którą zdecydowanie warto zwrócić uwagę. W czasach, gdy o inwigilacji mówi się coraz więcej, zachowanie Snowdena to głośny i wyraźny komunikat, że dla niektórych to wolność jednostki jest w dalszym ciągu najważniejsza. Oliver Stone stworzył bardzo aktualną i przystępna dla widza krytykę dzisiejszych rządów, które starają się śledzić obywateli w sieci. Co ciekawe, sami użytkownicy sieci spekulują, że to właśnie ta rola ma szansę zapewnić Levittowi Oscara.

Odtwórca roli Snowdena na byciu aktorem jednak nie poprzestaje. W 2004 roku założył HitRecord – firmę zajmującą się produkcją. Czego? Szeroko pojętego kontentu kreatywnego. HitRecord to połączenie wytwórni muzycznej, filmowej i wydawnictwa. Skupia wokół siebie internetową społeczność, dzięki czemu debiutanci i początkujący artyści mają szansę postawić pierwsze kroki w branży i znaleźć współpracowników, którzy pomogą im zrealizować ich projekty. W społeczności HitRecord mile widziane są osoby zajmujące się pisaniem powieści, opowiadań, scenariuszy, wierszy, tworzeniem grafik czy ilustracji bądź fotografią, a także aktorzy, reżyserowie, operatorzy, dźwiękowcy, muzycy. Firma założona przez twórcę to bardzo dobry przykład na to, jak wiele internet może zaoferować osobom chcącym pracować w branży kreatywnej. Kiedyś zdarzało się, że młodzi artyści przez całe lata nie mieli szans na publikację swoich prac. Teraz, za pośrednictwem sieci, o wiele łatwiej mogą znaleźć osoby zainteresowane ich twórczością i zebrać ekipę, która pomoże im np. nagrać płytę czy stworzyć film.

1 snowden film

Levitt ma również za sobą pierwsze doświadczenie jako reżyser. W filmie „Don Jon” bezceremonialnie obchodzi się z bohaterem, którego sam gra. Odsłania jego słabości, eksponuje narcyzm, egoizm i powierzchowność. Tak, „Don Jon” podobnie jak komedie romantyczne opowiada o związku głównego bohatera, ale tym razem mowa o jego związku z samym sobą. Tytułowy Jon to chłopak z za dużą ilością żelu na włosach, spędzający większość czasu na siłowni, notorycznie imprezujący, regularnie onanizujący się przy pornosach i równie regularnie spowiadający się ze swoich grzechów. Pewnego razu Jon poznaje dziewczynę (w tej roli Scarlett Johansson). Nie ma co jednak liczyć na klasyczne love story ze szczęśliwym zakończeniem. Bo jak udany związek ma stworzyć chłopak, którego bardziej niż własna partnerka podniecają bohaterki pornosów i dziewczyna, która chce, by jej życie wyglądało jak nierealistyczna komedia romantyczna? „Don Jon” to opowieść o tym, w jaki sposób kultura wpływa na nasze oczekiwania, marzenia i seksualne fantazje i jak bardzo może nam przeszkadzać w funkcjonowaniu w realnym świecie, pełnym nie landrynkowych barw, a odcieni szarości. Debiut Gordona-Levitta pokazuje też, jak wielkiemu uprzedmiotowieniu ulegają dziś relacje międzyludzkie.

To, co jednak chyba najbardziej imponuje w aktorze, to jego stosunek do równouprawnienia. Twórca sam nazywa się feministą, choć takie podejście w branży filmowej wciąż należy do rzadkości. „Jestem feministą, zawsze będę to powtarzać. Dla mnie feminizm oznacza, że nie pozwalasz, by to twoja płeć określała, kim jesteś. Nikt nie wpisuje się w jedną tylko kategorię, bo każdy jest wyjątkowy. Mam szacunek do ludzi. Niezależnie od ich płci, rasy i wykształcenia. Kobiety zawsze były uciśnione, poddawane cierpieniom, wykorzystywane. Wierzę w to, że kiedy każdy ma prawo do samorozwoju, całe społeczeństwo na tym zyskuje” – powiedział Gordon-Levitt w jednym z wywiadów. A to niejedyna jego wypowiedź w tym tonie. Oby było więcej takich postaci jak on, nie tylko w świecie filmu. Chapeau bas!

680x510 2 snowden

Fot. materiały prasowe, kadry z filmu „Snowden”