Kiedy okazało się, że w drugiej turze wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych z Donaldem Trumpem będzie konkurować Hillary Clinton, wielu było zaskoczonych. Bo o ile USA jest państwem dość postępowym, o tyle kobieta jeszcze nigdy nie stała na jego czele. I przez najbliższe lata, niestety, nie będzie. 

Kobiet rządzących państwami jest w tej chwili 15, nie licząc monarchiń, bo chodzi o te, które zostały wybrane w demokratycznych wyborach. Na świecie jest około 200 państw (samodzielne istnienie niektórych budzi kontrowersje, więc dane się różnią), z tego 45 to monarchie. 15 kobiet stojących na czele państw to niewielki procent tej liczby. Kim są te, którym udało się wywalczyć sobie prymat w tak zmaskulinizowanym świecie? Czy w krajach, którymi rządzą kobietom żyje się łatwiej?

Prezydentem Tajwanu jest od stycznia zeszłego roku Tsai Ing-wen. Może być Polakom znana z tego, jak przy okazji wizyty Aleksandra Kwaśniewskiego w jej państwie, oskarżyła nas o Holocaust. Na łamach poczytnego dziennika „China Times” ukazała się wypowiedź pani prezydent, która zasugerowała, że Polacy „powinni wyjaśnić, co stało się w czasie Holocaustu, i stawić temu czoło”. Nie wiadomo, która część wykładu Kwaśniewskiego w Tajpei spowodowała taką wypowiedź, ale odbiła się ona w Polsce szerokim echem, pani Ing-wen otrzymała list między innymi od odznaczonych przez instytut Yad Vashem. Jaka jest prezydent Tajwanu, oprócz tego, że ma luki w wiedzy historycznej? Czy w przypadku tego państwa kobieta na czele rządu oznacza, że jego obywatelkom żyje się lepiej? Niestety nie. Ponad połowa z nich jest niezamężna i nie ma dzieci. Najczęściej nie dlatego, że nie chcą, a dlatego, że na Tajwanie brakuje publicznych żłobków i przedszkoli, a opiekunki są drogie, macierzyństwo oznacza więc często rezygnację z pracy. Do tego dochodzą kwestie kulturowe – małżeństwo jest dla Tajwanek równoznaczne z całkowitą utratą wolności, bo żona staje się własnością rodziny męża. Kobieta stojąca na czele tak patriarchalnego państwa to prawdziwy ewenement, ale może też sygnał, że coś zaczyna się tam zmieniać?

O tym, że kobieta stojąca na czele rządu wcale nie musi oznaczać dla kobiet nic dobrego, my, Polki przekonałyśmy się na własnej skórze za sprawą premier Beaty Szydło. Wiedzą to też doskonale mieszkanki Bangladeszu, gdzie funkcję premiera pełni od 2009 roku Sheikh Hasina. Za jej panowania to jedno z najbiedniejszych państw świata zostało uznane za najbardziej skorumpowane, więc sformułowanie „demokratyczne wybory” wydaje się w tym przypadku być mocno na wyrost. Kiedy w 1975 w zamachu stanu został zamordowany stojący na czele państwa ojciec obecnej premier, Sheik Mujibur Rahman, Sheikh Hasina urząd sprawuje na zmianę ze swoją matką – kilka kadencji jedna, kilka druga. Można więc w tym przypadku mówić bardziej o dynastii, niż świadomym wyborze obywateli. A co z kobietami? Banglijki pracują za głodowe pensje, często zabierając dzieci do zakładów pracy, gdzie ciężko choć marzyć o przestrzeganiu zasad BHP. Powszechna jest przemoc wobec kobiet, wydawanie za mąż małych dziewczynek, gwałty i tortury psychiczne.

680x510 1 kobiety na czele pastw hillary clinton

Kolejnym azjatyckim państwem, na czele którego stoi kobieta, jest Nepal. Choć prezydent Bidya Devi Bandhari pełni głównie rolę ceremonialną, nie do przecenienia jest fakt, że objęła tą funkcję jako pierwsza w historii kraju, nazywanego często Dachem Świata. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale Bandhari aktywnie walczy na rzecz praw kobiet – to w dużej mierze dzięki niej zostały one uwzględnione w nowej nepalskiej konstytucji przyjętej we wrześniu 2015. W dodatku, kilka dni przed elekcją Bandhari, Onsari Gharti Magar jako pierwsza w historii tego państwa kobieta została wybrana na przewodniczącą parlamentu. Niestety Nepalki wciąż są traktowane jako obywatele drugiej kategorii – są własnością mężów i ojców. Wynika to w dużej mierze z przyzwyczajeń kulturowych, prawdopodobnie minie więc sporo czasu, zanim coś w tej kwestii się zmieni na lepsze.

Kobieta stoi również na czele azjatyckiego giganta technologii – Korei Południowej. Park Geun-hye politykę ma we krwi – jej ojciec, Park Chung-hee również był prezydentem, a po śmierci matki Geun-hye przejęła po niej rolę pierwszej damy. Ale za prezydent Korei stoi coś więcej niż pochodzenie. Polityk była członkiem Zgromadzenia Narodowego i wiceprzewodniczącą Wielkiej Partii Narodowej. Interesuje się literaturą i kulturą – działa aktywnie na rzecz tych dwóch obszarów. A jak wygląda sytuacja Koreanek? Cóż, zarówno one, jak tamtejsi mężczyźni, pracują tak długo i ciężko, że założenie rodziny odkładają w nieskończoność. Mało tego, Korea Południowa to jedno z państw, gdzie około 40% społeczeństwa to single, a seks do niedawna był tematem tabu. Za to Koreanki wręcz obsesyjnie dbają o urodę. W końcu grunt, to podobać się sobie samej.

Chociaż sytuacja kobiet w Namibii, podobnie jak w całej Afryce, nie wygląda kolorowo, jest szansa, że ulegnie poprawie. Premier tego państwa jest od zeszłego roku Saara Kuungongelwa-Amadhila, wykształcona w USA ekonomistka. Kuungongelwa działała aktywnie w strukturach organizacji walczącej o wyzwolenie Namibii, jest nie tylko świetnie wykształcona, ale też bliskie jej są sprawy społeczne, co jest nie do przecenienia w państwie takim, jakim przyszło jej rządzić. Podobnie jest w Liberii, gdzie prezydentem jest Ellen Johnson-Sirleaf, laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, polityk odznaczona przez samego George’a Busha Medalem Wolności. Prezydent może pochwalić się wykształceniem ekonomicznym zdobytym na Harvardzie, działa też aktywnie na rzecz bezpieczeństwa, pokoju i kultury. Z kolei na czele Mauritiusa stoi Ameenah Gurib-Fakim, pierwsza kobieta prezydent tego niewielkiego państwa-wyspy. Choć obecnie sytuacja kobiet nie wygląda tam zbyt różowo, jest szansa, że coś się w tej kwestii zmieni na lepsze. Gurib-Fakim jest doktorem nauk chemicznych i laureatką nagrody UNESCO-L’Oreal za innowacyjne badania nad maurytyjskimi roślinami i ich zastosowaniem biomedycznym. W 2013 została doktorem honoris causa Université Pierre et Marie Curie. Właśnie takich silnych, wykształconych kobiet potrzebuje teraz Afryka!

Kobiecą głową państwa może się poszczycić też Chile. Stanie na czele kraju tak silnie patriarchalnego i katolickiego, to nie lada wyczyn. Szczególnie, że Michelle Bachelet, bo o niej mowa, może się poszczycić dużymi zasługami na polu walki o prawa kobiet i mniejszości seksualnych – w dużej mierze to dzięki niej zalegalizowano związki jednopłciowe, a przede wszystkim zostało złagodzone drakońskie prawo, całkowicie zakazujące aborcji w Chile. Prezydent Michelle Bachelet liberalizację zgłosiła już dwa lata temu, ale przez opór prawicy głosowanie bardzo długo odwlekano. W marcu tego roku udało jej się postawić na swoim, liberalizacja stała się faktem. Nie obyło się bez wyzwisk podczas debaty w parlamencie, prawicowcy porównywali Bachelet do nazistów. Brzmi znajomo? No właśnie.

Choć Jamajka jest oficjalnie monarchią, a jej mieszkańcy poddanymi królowej Elżbiety II, faktyczną władzę na wyspie sprawuje 2-izbowy parlament. Można więc powiedzieć, że Jamajka to wyspa rządzona przez kobiety, bo premierem państwa od 2012 roku jest Portia Simpson-Miller. Ta charyzmatyczna polityk tuż po objęciu stanowiska zadeklarowała, że zamierza podjąć działania, które doprowadzą do zniesienia monarchii na Jamajce i wprowadzą w zamian ustrój republikański. Ale to nie wszystko, bo Simpson Miller postanowiła też pochylić się nad sytuacją mieszkanek wyspy, gdzie kwitnie bezprawie, którego najczęstszymi ofiarami są jak zwykle najsłabsi – kobiety i dzieci. Powszechne są gwałty, ponad połowa nastolatek pomiędzy 15. a 17. rokiem życia przyznaje, że choć raz padła ofiarą przemocy seksualnej. Jedna z wprowadzonych przez rząd pani premier reform zakłada zorganizowanie edukacji seksualnej w szkołach, tak, by młodsi uczyli się postrzegać seks w inny sposób, niż przez pryzmat przemocy, a także zdobywali wiedzę na temat skutecznej antykoncepcji.

Malta to jedyne europejskie państwo, gdzie aborcja jest całkowicie zakazana. Również wtedy, kiedy zagrożone jest życie matki. Czy Marie-Louise Coleiro Preca, prezydent państwa-wyspy zamierza coś z tak drakońskim prawem zrobić? Jest na to spora szansa, bo Coleiro Preca należy do Partii Pracy, która odkąd w 2013 roku doszła do władzy, systematycznie stara się zburzyć mit katolickiej Malty. W 2014 roku prezydent Marie-Louise Coleiro Preca podpisała ustawę legalizującą związek cywilny między osobami tej samej płci i adopcję dzieci przez związki homoseksualne. Czy po prawach osób nieheteronormatywnych przyjdzie kolej na liberalizację prawa antyaborcyjnego? Oby.

Jak sytuacja wygląda w innych krajach Europy? Obecnie na Starym Kontynencie jest sześć kobiecych głów państwa. Oprócz polskiej premier i wspomnianej prezydent Malty są to: kanclerz Federalnej Republiki Niemiec, Angela Merkel, Dalia Grybauskaite, prezydent Litwy, premier Norwegii, Erna Solberg, i Kolinda Grabar-Kitarović, prezydent Chorwacji. To wciąż mało, a statystyki pokazują, że o ile liczba kobiet-polityków wciąż rośnie, o tyle kobiet w roli głów państwa wcale nie przybywa. Przykłady Bangladeszu i Tajwanu (a niestety także Polski) pokazują co prawda, że sam fakt, że na czele państwa stoi kobieta wcale nie znaczy, że jego mieszkankom żyje się lepiej. A szkoda, bo kto będzie dbał o nasze prawa, jeśli nie zrobimy tego same? 

680x800 kobiety na czele pastw

Opracowanie graficzne Olga Szczechowska dla enter the ROOM