Od dzieciństwa w raczkującej dopiero Polsce Ludowej przez karierę scenarzysty aż po okres brylowania na nowojorskich salonach. „Dżanus” to wciągająca opowieść o losach polskiego artysty Janusza Głowackiego.

Mocne wejście

Młody adept dziennikarstwa z mozolnej pracy sekretarza redakcji szybko wyzwolił się pisaniem reportaży. Życie różnych środowisk społecznych znał jak mało kto w zespole, ale chętnie poszerzał swą wiedzę o nowe, egzotyczne dla stołecznych czytelników, środowiska Polski powiatowej i wiejskiej.

Jest w tym reportażu, podobnie jak w pozostałych, wnikliwy opis miejsca (wsi, miasteczka), którego mieszkańcy żyją na granicy ubóstwa, a prawdę powiedziawszy, w nędzy, bo mało kto pracuje, a wielu pije, na co zdobywają pieniądze, kradnąc; pracą nie zamierzają się przemęczać, trzeźwieją do południa. (...) Lektura tych reportaży przeraża, w każdym z portretowanych środowisk autor pokazuje przedziwny splot życia i ideologii, który powoduje całkowite przemieszanie porządku dobra ze złem, cwaniactwa z łajdactwem, kryminalnego zachowania z bezradnością organów albo cynizmem funkcjonariuszy. Widać w tych tekstach pomieszanie w głowach bohaterów, jakby wartości zaczęły funkcjonować z przeciwnymi znakami. To, co normalne i sensowne, zamienia się w swe przeciwieństwo.

 

Szczególnie nie chodzę na polskie...

„Rejs”, jedna z najświetniejszych i najbardziej oryginalnych komedii powojennych, wydobywa absurd ówczesnego życia w każdym kadrze i każdej kwestii. Zawiera do dziś fantastyczną diagnozę ogłupionego społeczeństwa płynącego rzecznym statkiem pod prąd rzeki. (...) Obserwujemy więc społeczeństwo „chore i zagubione", jak zdefiniuje je bezbłędnie pasażer Sidorowski zagrany przez Jana Himilsbacha. Ta społeczność osobników dość pokracznych fizycznie, a jeszcze bardziej mentalnie, pozostaje dotknięta atrofią racjonalnego myślenia. Kaowiec, przygłup o wdzięku dobrotliwego misia, w wykonaniu Stanisława Tyma doskonale wcielał w ich życie zasadę perswadowanego przymusu i ograniczonego rozumu. Kompromitując siebie, jeszcze bardziej kompromitował innych, ponieważ poczucie sensu działań i krytycznej refleksji nad własnym, cokolwiek naiwnym zachowaniem zostało im odjęte jeszcze przed wejściem na statek.

 

Od Nowego Jorku do Falenicy

Wyjechał na premierę własnej sztuki, by po niej z walizką pełną gwiazdkowych prezentów dla matki, żony i dwuletniej córeczki zjawić się na święta Bożego Narodzenia w Warszawie. Ale władze stanu wojennego unieruchomiły samoloty, wyłączyły telefony i internowały setki ludzi. Nad Tamizą wyglądało to groźnie i trudno się dziwić komukolwiek, kto wówczas postanowił nie wracać do kraju i czekać na rozwój sytuacji. (...) John Darnton, były warszawski korespondent „New York Timesa", laureat Pulitzera za teksty o Polsce, zarekomendował Głowackiego jako wykładowcę w prestiżowym Bennington College w amerykańskim stanie Vermont. Wiosną 1982 roku pisarz przeniósł się tam z Londynu, by prowadzić kursy creative writing dla zamożnych studentów.

1 janusz gowacki dzanus marginesy recenzja 

Polowanie na sukces

Sukces pozwolił pisarzowi okrzepnąć, wynająć lepsze mieszkanie, po trzech latach rozłąki przyjechała żona z córeczką. Opis pierwszych lat w Nowym Jorku pokazuje cenę owej stabilizacji: „Ostatnio zacząłem robić listę swoich adresów od wyjazdu z Polski i się pogubiłem. Jeszcze Londyn jako tako. Nic takiego, cztery miejsca, nie licząc opłacanego przez teatr Holliday Inn. Ale już po Nowym Jorku rzucało mną okropnie. Z samego dołu Manhattanu na samą górę i z powrotem”.

Mimo że wiele drzwi stanęło przed nim otworem, nie było łatwo. Wciąż był emigrantem, który musi swą egzystencję prywatną i twórczą zorganizować na nowo, a w wieku czterdziestu kilku lat nie jest to proste. Zwłaszcza w innym języku, co dla pisarza jest wyzwaniem nieporównywalnie poważniejszym niż zmiana adresu dla muzyka, śpiewaka, malarza, rysownika. Język, nośnik sensów i niuansów znaczeniowych, to materia wyjątkowo trudna do opanowania w stopniu pozwalającym rozpoznawać mentalność ludzi, stopień zaangażowania od politycznego po religijne, poziom kultury i wiele innych subtelności, po których określamy status człowieka. Coś, co dla rodaka jest wyczuwalnego po kilku słowach, dla obcokrajowca, nawet jeśli mówi poprawnie, już nie.

 

Strach się bać

Po 1989 roku Janusz Głowacki zaczął przyjeżdżać do kraju i już nikt mu nie zabierał paszportu, jak to się stało jeszcze dwa lata wcześniej, gdy w Pagarcie panienka zarekwirowała mu najpierw dowód, a po chwili paszport pod pretekstem, że przedłużył sobie nielegalnie pobyt za granicą. Także dlatego, że już posiadał paszport amerykański. Wiosną 1990 roku ukazała się zatrzymana przez cenzurę, drukowana w podziemiu i Londynie, Moc truchleje. Na promocję w Czytelniku przyszły tłumy, zobaczyć na własne oczy znanego pisarza i emigranta w jednym. Miesięcznik „Dialog” opublikował jego sztuki napisane w Stanach: Fortynbras się upił, Polowanie na karaluchy. Ledwie ukończona Antygona w Nowym Jorku ukazała się drukiem w Dialogu" w październiku 1992, trzy miesiące przed prapremierą w warszawskim Teatrze Ateneum i cztery przed premierą w Waszyngtonie. Gdy teatr w Yale wystawiał  Antygonę we wrześniu 1994 roku, reklamował ją jako hit sezonu w Warszawie. Podobnie jak „Polowanie na karaluchy” zostaje przez „Time Magazine” uznana za jeden z dziesięciu najlepszych dramatów sezonu 1993/94.

Fragmenty pochodzą z książki „Dżanus. Dramatyczne przypadki Janusza Głowackiego” autorstwa Elżbiety Baniewicz, Wydawnictwo Marginesy