Zimą najchętniej nie wychodziłabym z domu. Nie cieszy mnie śnieg i wszystkie aktywności z nim związane. Moja tolerancja na niskie temperatury jest poniżej przeciętnej, ciągle mi zimno i po prostu źle. Na szczęście istnieją rzeczy, które pozwalają przynajmniej częściowo wynagrodzić mi te wszystkie krzywdy i na chwilę poprawić samopoczucie.

Po pierwsze: zawsze myślę o lecie i wyobrażam sobie, że ono właśnie trwa. O lekkich sukienkach, szortach, gołych nogach, opaleniźnie, lodach, jedzeniu z grilla, weekendach w mieście i poza miastem, wakacjach nad morzem, Hawajach i kolorowych drinkach na plaży. Na mnie to zawsze działa. Druga sprawa to ciepłe ubranie. Tu zaczyna się kłopot, bo zimowe kurtki i buty, dostępne w popularnych sklepach, rzadko kiedy wytrzymują nasze minusowe temperatury. W takich warunkach sprawdzi się na pewno wygodne bawełniane body z krótkim golfem i niewielkim haftem na piersi oraz szyi od PLNY LALA (5). Moim niezastąpionym hitem od kilku lat są śniegowce marki Rubber Duck (3), dostępne m.in. w Hego’s. Bardzo ciepłe, nieprzemakalne i przede wszystkim wygodne. Do tego zostawiają ślady w kaczuszki i to jest świetne. Świetna jest też herbata (2), którą lubię tak samo mocno, jak bohater komiksów Marka RaczkowskiegoStanisław z Łodzi. Podobnie jak on, cieszę się, że jest całkowicie legalna. W końcu piję ją całymi dniami, nie licząc już pustych kubków, uzupełnianych na przemian czarną, ziołową i owocową herbatą. Jedyną aktywnością, z której nie mogę zrezygnować nawet zimą jest, poza pracą, wyjście do kina. Cieszę, się że jestem na bieżąco, a dobrych premier jest teraz całe mnóstwo. Obok „Nauczycielki” w reżyserii Jana Hřebejka i „Moonlight” w reżyserii Barry’ego Jenkinsa, czekam na „Planetarium” (4) Rebeki Zlotowski z Natalie Portman i Lily-Rose Deep. To opowieść o siostrach, które posiadają nadprzyrodzone zdolności i potrafią komunikować się z duchami, do tego wszystko dzieje się w klimacie tajemniczych lat 30. ubiegłego wieku. Intrygująca jest też mieszanka porównań do delikatności „Amelii”, zmysłowości wprost z reklam Chanel oraz fascynującej magii niczym z „Iluzji”. Dodatkowo przyszłym tygodniu swoją publikację będzie miał zbiór dwóch mini–powieści Tove Jansson. Obok wcześniej już wydanego w Polsce Kamiennego pola”, pojawia się premierowo tekst Słoneczne miasto" (1). W tych dwóch zupełnie różnych od siebie utworach autorka mierzy się z tematem starzenia się i konieczności konfrontacji z życiem i marzeniami. Sama o „Słonecznym mieście” pisała tak: „Pewnego wieczoru trafiłam na Florydzie do bardzo cichego miasta. Rano też było puste i ciche. Stałam na ocienionym roślinami ganku. Cisza była niemal przerażająca. Wtedy zrozumiałam, że jestem w mieście dla osób w podeszłym wieku, w którym słońce świeci cały rok: miejscu nakierowanym na święty spokój. Moje miasto nie jest aż tak ciche, kłębi się w nim od emocji. Starałam się napisać książkę o tym, czym jest młodość i co to znaczy, gdy człowiek się zestarzeje. I gdy się zakocha”.

typ tygodnia

Opracowanie graficzne Małgorzata Stolińska na podstawie materiałów prasowych