Z okazji walentynek, z przymrużeniem oka, Diana Dąbrowska postanowiła podzielić się swoim opowiadaniem! 

KLIENT, to młody mężczyzna. Taki młody, co to może mieć 25, 28 albo nawet 32 lata. Powiesz, że ma 30, to ma 25. Założysz się, że ma 32, to ma zazwyczaj 27. Jak przy zdrapkach za złoty jeden albo dwa. KLIENT ubrany jest elegancko, jak przystało na absolwenta polibudy. Z oczu dobrze KLIENTOWI patrzy. Chociaż ewidentnie oczy go dziś swędzą, bo pierwszy raz ubrał soczewki na randkę. I to na dodatek źle. Najprawdopodobniej jutro młody mężczyzna dostanie zapalenia spojówek.

OSIEDLOWA SPRZEDAWCZYNI, to młoda dziewczyna. Taka młoda, co to może mieć 23, 24, 25, 26, ale już nie 27 lat. OSIEDLOWA SPRZEDAWCZYNI jest dziewczęciem na ogół wesołym, ale pozbawionym radości najpiękniejszych lat. OSIEDLOWA SPRZEDAWCZYNI udaje, że pracuje. Ale myślami młoda dziewczyna jest dziś w Berlinie Zachodnim. Wspomina randkę sprzed lat kilku. Kiedy to ówczesny chłopak zabrał ją za rękę do zoo, w którym nie odnalazła uwielbianych przez siebie koali na eukaliptusie. Andere interessante tiere, czyli inne zwierzęta w posiadaniu Niemców, nie były w stanie wywrzeć na OSIEDLOWEJ SPRZEDAWCZYNI wrażenia. Niezaspokojona miłość do koali przetrwała zdecydowanie dłużej niż miłość do ówczesnego chłopaka.

KLIENT: Dzień dobry.

OSIEDLOWA SPRZEDAWCZYNI: Dobry wieczór.

KLIENT: Zimno jest.

SPRZEDAWCZYNI: W sklepie nie czuć aż tak bardzo.

KLIENT: Soplicy malinowej, połóweczkę poproszę.

SPRZEDAWCZYNI: Jasne. Czy podać panu coś jeszcze?

KLIENT: Dobrze, że pani pyta! A czy dostanę u państwa prezerwatywy?

SPRZEDAWCZYNI: Owszem… Chwila, rzadko kto u nas kupuje prezerwatywy... Nawilżone? Prążkowane? Smakowe? Jeans? Large? Extralarge? A przede wszystkim – woli pan lateks czy gumę?

KLIENT: Normalne, zwykłe. Takie sprawne, po prostu... Zimno na dworze, prawda?

SPRZEDAWCZYNI: W sklepie nie czuć aż tak bardzo. Coś jeszcze panu podać?

KLIENT: Nie, to wszystko. Kartą zapłacić mogę?

SPRZEDAWCZYNI: Oczywiście. Proszę wprowadzić pin. Pin i zielony.

KLIENT: Dotknąć chce.

SPRZEDAWCZYNI: Proszę.

KLIENT: Dotknąłem.

SPRZEDAWCZYNI: Odmowa.

KLIENT: Jak to?

SPRZEDAWCZYNI: No, odmowa.

KLIENT: Kurczę... I co teraz?

SPRZEDAWCZYNI: Nie wiem. Nie mogę panu dać prezerwatyw na kreskę.

KLIENT: Prezerwatywy muszę mieć.

SPRZEDAWCZYNI: Słusznie.

KLIENT: Ale alkohol też muszę. Nie chodzi nawet o nią. Ja sobie sam bym nie dał bez alkoholu.

SPRZEDAWCZYNI: To może Soplicę wymieni pan na butelkę Staromiejskiej. Stać pana?

[Liczy, liczy po kieszeniach drobne.]

KLIENT: Kurczę, nie stać mnie.

[Wystawia dłonie z monetami w kierunku Sprzedawczyni, jakby ta nagle Cyganką była i z tych drobnych udaną noc miała mu wywróżyć.]

SPRZEDAWCZYNI: To dwa piwa niech pan kupi.

KLIENT: Piwo jest zbyt chamskie.

SPRZEDAWCZYNI: A prezerwatywy to nagle romantyczne się zrobiły?

KLIENT: One świadczą o mojej emocjonalnej dojrzałości.

SPRZEDAWCZYNI: To może szampan Piccolo?

KLIENT: Żartuje sobie pani? Mam iść na randkę z Piccolo?!

SPRZEDAWCZYNI: Nazwa jest mała, ale butelka jest już duża. Mamy też tańszy wariant – Bombellini. Dzieci chwalą. A przepraszam, pan nie chce dzieci.

KLIENT: To absurd!

SPRZEDAWCZYNI: Zgadzam się.

KLIENT: Muszę mieć butelkę… 

SPRZEDAWCZYNI: ...bo ma pan parcie na szkło?

KLIENT: A może sprzeda mi pani prezerwatywy na sztuki, tak jak w aptece robią z Theraflu?

SPRZEDAWCZYNI: Nie sztukujemy prezerwatyw. Dla dobra klientów, rozumie pan. Ciąża trwa zdecydowanie dłużej od przeziębienia.

KLIENT: To ja już nie wiem! Ona czeka na mnie. A mnie na nic nie stać!

SPRZEDAWCZYNI: Cydr mamy w promocji. Zimowy. Jabłka z polskich sadów. Wyjdzie pan na wrażliwego patriotę.

KLIENT: Cydr?

SPRZEDAWCZYNI: Cydr.

KLIENT: Mówi pani?

SPRZEDAWCZYNI: Mówię.

KLIENT: A panią zadowoliłby cydr?

SPRZEDAWCZYNI: Mnie w walentynki jest w stanie zadowolić tylko koala.

KLIENT: Dobra, wezmę ten zimowy cydr. Na dworze zimno… Ale u was w sklepie nie czuć aż tak bardzo. Gotówką zapłacę! Drobnymi w sensie...

[Klient wysypuje teatralnym gestem Osiedlowej Sprzedawczyni na ladę garść drobnych monet, miedzianych i złotych.]

SPRZEDAWCZYNI: Co pan nie powie...

KLIENT: A czego mam nie mówić?

SPRZEDAWCZYNI: Najlepiej to wszystkiego.

KLIENT: Ale komu?

SPRZEDAWCZYNI: Wszystkim.

KLIENT: Mówi pani?

SPRZEDAWCZYNI: Mówię panu.

KLIENT: Dobry wieczór.

SPRZEDAWCZYNI: Dzień dobry.

Fot. flickr.com