Burza za burzą. Jak co dzień. Internet żywi się aferami. Szczególnie polityczno-społecznymi. A takie kryteria spełniła informacja o Mistrzostwach Świata FIDE i zdjęcie Polki w hidżabie. 

Czy szachy mogą wywołać aferę? Zaczęłam się zastanawiać po przeczytaniu kilku nagłówków w internetowych wydaniach popularnych dzienników i tygodników. Potem zaczęłam czytać komentarze. Błąd. Polski internet od pewnego czasu stał się ściekiem, szczujnią. Trzeba być w jakiejś grupie, tych „za” lub tych „przeciw”. Jednak chyba nigdy jeszcze nie było tak agresywnie.

Ale szachy. Przypomniałam sobie powieść Pereza-Reverte „Mężczyzna, który tańczył tango”. Motyw szachów był tam dość istotny. Podobnie jak w „Szachownicy flamandzkiej” tak świetnie przetłumaczonej przez Filipa Łobodzińskiego, w której to powieści w rozwiązaniu całej historii kryminalnej najistotniejszy staje się obraz „Patria szachów” mistrza Pietera van Huysa. Jest jeszcze „Mordercza rozgrywka”, film w reżyserii Carla Schenkego, w którym szachistę oskarża się o morderstwo. No i ten słynny pojedynek z 1995 roku, który był prawdziwym thrillerem, a napięcie sięgało zenitu. Nie trzeba było być fanem gry w szachy, żeby słyszeć o Kasparowie i Anandzie.

To wszystko siedziało w mojej pamięci. W szachy nie grywam, nie jestem ich najwierniejszą fanką, ale jest coś fascynującego w tym sporcie. Eleganckiego. Strategicznego. Zdarza się więc, że zapatrzona w cwanych przeciwników, staruszków szukających rozrywki w hiszpańskich parkach, spędzam na przyglądaniu się ich kolejnym partyjkom wiele godzin. I jak to w życiu bywa – z szachami jest podobnie – po chwili spokoju musimy być gotowi na horror.

Po chwili pytanie zadałam sobie powtórnie. Czy szachy mogą wywołać afery? Mogą. Jak każdy sport. Szukam dalej źródła afery, która tak poruszyła kibicami. Co jeśli źle zaczęłam? Żle. Bo w tym wszystkim wcale o szachy nie chodzi.

No to może inaczej: „brzydota jest stróżem kobiety”, „dla kobiety lepiej wyjść za mężczyznę, który ją kocha, niż za takiego, którego ona kocha”. To przysłowia arabskie. Choć nie każda mądrość traktuje kobiety z pogardą. Po chwili trafiam na przywoływane w „Historyi literatury arabskiej” Juliana Święcickiego maksymy: „błogosławiony, kto znając swoją siłę, nie krzywdzi innych”, „czterem osobom należy schlebiać do końca: władcy, kobiecie, dziecku i choremu”, „kobieta jest strażniczką duszy mężczyzny”, „kobiety czci, kto sam jest czci godzien; ten nimi gardzi, kto sam godzien wzgardy”.

Wiem, że kultury krajów arabskich pod tym względem różnią się od siebie. Więcej wolności miały Syryjki, mniej mieszkanki Iranu (choć i tu władzę dzierżą całkiem liberalni szyici), źle dzieje się za to w niedalekiej Arabii Saudyjskiej (tu panuje fundamentalistyczny, ultrakonserwatywny wahhabizm – powstały na łonie islamu sunnickiego) i Katarze.

To właśnie do Iranu poleciała Monika Soćko, aby reprezentować Polskę na Mistrzostwach Świata FIDE. I rozpętała burzę. Bynajmniej nie samym wyjazdem. Chodziło o jedno zdjęcie – fotografię, na której Soćko pochyla się nad szachownicą. I pewnie zdjęcie obeszłoby tylko wiernych kibiców, gdyby nie jeden element. Hidżab.

1 maja chitro felieton

Sofonisba Anguissola, "Gra w szachy", 1555, olej na płótnie, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Dlaczego? Jak to jest? Nerwy nam puszczają, gdy podnosi się kwestię przyjęcia garstki uchodźców. Premier Beata Szydło grzmi, że pomoc tak, ale na miejscu – tam w oparach krwi i ruin historycznych miast. Spuszczamy więc, nomen omen, żelazną kurtynę, odgradzając od innych to, co nasze, polskie. Wolimy, żeby uchodźcy zostali u siebie. Jeśli już przedostaną się jakimś cudem do Europy (niech będzie, byle nie do Polski), mają przestrzegać norm moralnych i wartości reprezentowanych przez oświeconą Europę. OK, niech będzie. Rozumiem, że w drugą stronę stosujemy ten sam mechanizm. Błąd. Hidżab na głowie Polki przebywającej w Iranie wzbudza w patriotach wściekłość. Okazuje się więc, że w żyłach Europejczyka – pozwolę sobie nie męczyć przez cały czas Polaków – który wjeżdża na tereny krajów arabskich, płynie wciąż ta sama żądza kolonializmu, która stała się mityczną puszką Pandory, bombą z opóźnionym zapłonem. Konsekwencje przyszły późno, ale musiały nadejść. Dziś jesteśmy tego naocznym świadkiem. Konsekwencjami są getta na obrzeżach dużych miast i stolic niegdysiejszych potęg kolonialnych – centrum beznadziei, zepchnięcia, izolacji. Centrum, w którym łatwo się ukryć, łatwo zwerbować, przygotować atak.

Ale wróćmy do zdjęcia Soćko. Skąd ten obłęd?

Prawa kobiet to kwestia jakże delikatna w XXI wieku. Mimo sufrażystek, feminizmu lat 60. i 70., samoświadomości, akceptacji. Mimo to kobiety w 2016 i 2017 roku tłumnie wychodzą na ulice Warszawy, Waszyngtonu, Paryża, Londynu, Seulu. Po co? Bronią swoich podstawowych praw. A jak jest z Irankami?

Myślę, że warto pamiętać o kilku faktach, zanim damy się ponieść pierwszym skojarzeniom przeciętnego obywatela związanymi z Iranem, które są podobnie nieszczęśliwe jak te związane z Kolumbią, która ciągle walczy z utożsamianiem jej kultury wyłącznie z Pablo Escobarem (cóż, popularność Netflixa). A Iran? Po atakach na WTC w 2001 roku, to Iran jako jedno z pierwszych państw arabskich potępił działania terrorystów i udzielił poparcia USA w walce z afgańskimi Talibami. Stanowisko dyplomacji irańskiej chwalono po konferencji w Bonn. Cóż z tego, skoro kilkadziesiąt godzin później George Bush zaliczył Iran do państw „osi zła”, obok m.in. Iraku.

Z drugiej strony międzynarodowe zaniepokojenie od dłuższego czasu budziły co i rusz napływające informacje dotyczące badań nad energią nuklearną. 14 lipca 2015 roku, pod przewodnictwem liberalnego prezydenta Hasana Rouhaniego, zawarto międzynarodowe porozumienie dotyczące programu nuklearnego, które podpisali również przedstawiciele USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Rosji i Chin.

Iran zaangażowany jest również w konflikt zbrojny w Syrii, od samego jej początku wspierając szyickie siły rządowe, prezentując jawną interwencję zewnętrzną. 

Społeczeństwo irańskie jest zróżnicowane – jak wszędzie. Ale ma do tych różnic wystarczająco narzędzi i przyzwolenie odgórne. Część pragnie chleba i pieniędzy – obietnicami spełnienia tych postulatów karmią fundamentaliści, w tym niebezpieczny i nieprzewidywalny Ajatollah Ali Chamenei, który w ostatnich dniach nawoływał Palestynę do powstania przeciwko Izraelowi. W ich głos wsłuchują się mniejsze ośrodki miejskie i wiejskie. Nic dziwnego, bo prowincja jest zawsze o wiele bardziej konserwatywna – dotyczy to prowincji właściwie w każdym kraju, nawet w Polsce. W drugiej dekadzie XXI wieku na polskiej prowincji jednym z najdonioślejszych głosów – i niestety coraz częściej wplątanym w politykę – jest głos z ambony w niedzielne południe. Głos, który twierdzi, że małżonka powinna przestrzegać określonych wartości i być uległa mężowi.

Duże ośrodki miejskie w Iranie zwracają się ku liberalizmowi – umiarkowanemu, ale jednak – czego przejawem jest wybór w 2013 roku Rouhaniego na prezydenta, już w pierwszej turze wyborów.

Prawa kobiet Iran pojmuje na swój sposób. I nie jest to pojęcie uciemiężenia, choć rzeczywiście, niekorzystnie dla Iranek wypadają kwestie zawierania małżeństwa, rozwodu i dziedziczenia, a kobiety na ważnych stanowiskach często spotykają się z arogancją i dyskryminacją.

Ale...

Kwestia ubrania, bo to ona wzbudziła falę nienawiści wobec uczestniczki sportowej imprezy. Trzeba wyjaśnić, że w Iranie kobiety nie mają obowiązku noszenia czadoru, burki ani nikabu. Część z nich jednak w czadorach chodzi. Z własnej woli. Lub woli męża, ojca, brata – to przede wszystkim na prowincji. Odgórnie jednak takiego przykazu nie ma. Obowiązkowy jest za to hidżab, a więc chusta zasłaniająca włosy i preferowany skromny sposób ubierania się. Zasadę tę Iranki sprawnie obchodzą, szczególnie młode, które zawsze pokazują spory kawałek włosów. Jeśli ktoś nie wierzy, warto zajrzeć na strony Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Teheranie, na której umieszczone są konkretne wytyczne. W jednym z pierwszych punktów wspomniany jest hidżab z wyraźnym zaznaczeniem, że Iranki część włosów odsłaniają. Bo mogą. Bo chcą. Preferowane są długie spódnice lub spodnie, a jeśli komuś przyjdzie do głowy chodzenie w spódnicy przed kolano, należy założyć legginsy. Ambasada zaznacza, że, choć to nie reguła, w meczetach czasem kobiety proszone są o założenie czadoru. Nie ma się czemu dziwić, konkretne zasady ubrania kobiet panują również w świątyniach katolickich i wielokrotnie byłam świadkiem zatrzymania przed mediolańską katedrą Duomo nadmiernie roznegliżowanych turystek, z odkrytymi ramionami.

W Iranie panują surowe nakazy, jednak kobiety mogą rozmawiać z obcymi mężczyznami (w przeciwieństwie do choćby Arabii Saudyjskiej), mogą prowadzić samochód, mogą ubiegać się o ważne stanowiska polityczne. Reformy w Iranie przeprowadzane są powoli, ale jednak się dzieją. Pierwszą kobietą na stanowisku sędziny w historii współczesnego Iranu została Szirin Ebadi. Dwa lata temu pierwszą kobietą ambasadorką Iranu od czasów rewolucji islamskiej w 1979 roku została Marzieh Afcham, obejmując placówkę w Malezji. W dyplomacji działa od 30 lat, a od 2013 roku była rzecznikiem MSZ.

Prezydent Rowhani od początku mówił, że w jego rządzie „dyskryminacja nie będzie tolerowana”, czego dowodem było mianowanie przez niego trzech kobiet na stanowiska wiceprezydentów.

Jestem jak najbardziej za tym, żeby potępiać wszystkie przejawy mizoginizmu i dyskryminacji ze względu na płeć, bo kobiety są równe mężczyznom. Wzburzenie wywołuje we mnie natomiast jad wylewany przez wyborców obecnego rządu, który konwencję antyprzemocową ma za nic. Dwulicowe stanowisko chorągiewki jest dla mnie zawsze bulwersujące.

Co z naszą moralnością? Monika Soćko, świetna szachistka, zdobywczyni tytułu arcymistrza, udała się do Teheranu, aby wziąć udział w rywalizacji sportowej. Hidżab na jej głowie był, wedle mojego pojęcia, wyrazem szacunku, wyrazem poszanowania dla kultury kraju, do którego wyjechała na zawody.

Jakiś czas temu w trakcie zbierania materiałów do jednego z wywiadów dotyczących sytuacji kobiet w krajach arabskich, trafiłam na artykuł Dagmary Moskwy, która słusznie zauważyła, że „Zachód nadaje często tradycyjnym strojom muzułmanek jednoznacznie negatywne znaczenie, uznaje je jako symbol represji i dyskryminacji. Jest to ocena nie zawsze słuszna. Muzułmańska chusta staje się coraz częściej wyrazem nie tylko przynależności religijnej, lecz także symbolem pewnej kultury. Noszona bez przymusu, przestaje być znakiem zacofania. Staje się sposobem wyrażenia siebie”.

Co więc z tą aferą wywołaną przez hidżab spoczywający na głowie Soćko począć? Faktycznie, część szachistek zbojktowała zawody, wśród nich znalazły się Hou Yifan, Nazi Paikidz, Irina Krush czy Carolina Lujan, oskarżając Iran o dyskryminację. Ale czy naprawdę chodzi o dyskryminację, czy raczej manifestację stereotypowej wiedzy o krajach arabskich?

FIDE przyjęła kandydaturę Iranu. I dobrze. Dlaczego miałaby nie przyjąć? Dlaczego ciągle siedzą w nas zapędy izolacjonistyczne i europocentryzm?

Izolacjonizm jest jedną z bolączek rozwiniętych, demokratycznych krajów zachodnich. Mur pomysłu Trumpa, rezerwaty do których zepchnięto Indian, muzułmańskie getta w Paryżu, zamykanie polskich granic dla dziesiątki dzieci z padającej na kolana Syrii. W którą stronę zmierzamy, mówiąc o braku cywilizacji w Iranie? Gdy na terenach starożytnej Persji kwitła nauka, kultura i sztuka, na naszych ziemiach kwitły stokrotki i o żadnym rozwoju mowy nie było jeszcze przez kolejne tysiące lat. Kilka wieków przed naszą erą mieszkańcy dzisiejszych terytoriów Iranu cieszyli się genialnymi osiągnięciami jubilerskimi i gliptyką. Odmawianie ich spadkobiercom cywilizacji jest delikatnie mówiąc, niestosowne.

Jestem zwolenniczką relatywizmu. Od dziecka uczono mnie, żeby szanować drugiego człowieka, szanować inne racje, biorąc pod uwagę uwarunkowania, kontekst, system.

Na profilu Kocham Szachy czytam komentarz pani Darii, internautki: „Nie ma to jak dać się poniżyć dla garści srebrników. Turniej szachowy w kraju, w którym kobiety uważa się za niepełnosprawne umysłowo. Życzę przegranej”. Mam wrażenie, że wraca do mnie staroarabskie przysłowie, które mówi, że „kobieta bez wstydu jest jak potrawa bez soli”.

I kolejny raz robi mi się tak jakoś przykro. 

*Przysłowie arabskie, źródło: Julian Adolf Święcicki, „Historya literatury arabskiej”, op. cit., s. 241

Fot. wikipedia.org