Kaligrafia to trochę zakurzona sztuka. Dawniej umiejętność na wagę złota, towarzysząca ludziom od momentu, kiedy potrafili utrzymać pióro w ręce, aż po grób. Obecnie nieco zapomniana z uwagi na powszechną dostępność komputerów i smartfonów. Ale rękodzieło nie daje o sobie zapomnieć. Do łask wróciły gotowanie, krawiectwo, ręcznie robione buty oraz drewniane meble. Czy nie czas na to, żeby umiejętność pięknego, ręcznego pisania również wróciła do naszego życia? Do rozmowy na ten temat zaprosiłam Grzegorza Barasińskiego, skrybę i iluminatora, założyciela Polskiego Towarzystwa Kaligraficznego i Szkoły Kaligrafii. 

Może zacznijmy od podstaw – kaligrafia – co dokładnie oznacza ten termin? No i jak on ma się do czcionek i fontów, które nas otaczają ze wszystkich stron? 

Grzegorz Barasiński: Myślę, że należy te pojęcia wyjaśnić i trochę usystematyzować. Na prowadzonych przeze mnie zajęciach często śmieję się, że czcionką nie można pisać, ale za to… nabić sobie guza. Czcionka zasadniczo jest powiązana z drukiem. To metalowy klocek, na którym umieszczona jest litera, pieczątka. Odbija się ją na papierze w towarzystwie następnych liter – taka właśnie była koncepcja prasy drukarskiej Gutenberga. Z kolei font to elektroniczny zapis litery. Termin oczywiście pochodzi z języka angielskiego i został nieprecyzyjnie przetłumaczony na język polski jako czcionka, co wprowadza nieporozumienia. Z fontów korzystamy przy okazji pisania na komputerze, w grafice.

 

A wracając do kaligrafii?

Grzegorz Barasiński: Kaligrafia to sztuka, umiejętność pięknego ręcznego pisania. Bazuje na różnego rodzaju krojach pism, których na przestrzeni wieków pojawiło się bardzo wiele. W kulturze europejskiej mamy kilka głównych nurtów. Jako ciekawostkę powiem, że istnieją specjalizacje nie tylko w zakresie historycznej kaligrafii, czyli pisania liter, ale również ich odczytywania (paleografia), co nie zawsze jest łatwe. A zatem mamy kroje średniowieczne (np. uncjała, minuskuła karolińska, tekstura), renesansowe (minuskuła humanistyczna, italika) oraz pismo angielskie, bardzo dzisiaj popularne i nazywane również copperplate.

1 kaligrafia caligraphy

Majuskuła katalońska

2 kaligrafia caligraphy 

Uncjała

Copperplate to najbardziej znaczący współcześnie nurt w kaligrafii?

Grzegorz Barasiński: Copperplate można wyróżnić jako krój pisma, który jako pierwszy wprowadził ideę łączenia wszystkich liter, co pozwala na to, żeby przy odrobinie wprawy pisać nie tylko ładnie, ale też szybko i wygodnie. Pojawił się w XVII wieku. W „udoskonalonej” wersji tego pisma można pisać słowa bez odrywania pióra od papieru.

4 kaligrafia caligraphy 

Krój pisma Copperplate

A czemu akurat ten krój zyskał taką popularność?

Grzegorz Barasiński: Sprowokował to rozwój handlu. Kupcy angielscy potrzebowali posługiwać się pismem, którym szybko można sporządzić notatki, promesy czy faktury. Atutem tego pisma jest to, że można mu nadawać indywidualny styl, a upiększające elementy zaświadczają o autentyczności pisma i mogą zapobiegać fałszerstwom. Piękno, prostota, logika. Nic dziwnego zatem, że z tego kroju wywodzi się też polskie pismo szkolne, choć współcześnie podobieństwa są trudne uchwycenia.

 

Czy są jakieś różnice w sposobie pisania między poszczególnymi krajami?

Grzegorz Barasiński: Na pewno! Każdy kraj ma określony krój pisma, którego najmłodsi uczą się na początku szkoły z elementarza. Prawdopodobnie w Polsce jako jedyni uczymy się pisać proste litery, w innych krajach dzieci uczą się pisać literami pochylonymi. W Stanach Zjednoczonych takim krojem jest pismo spencerskie (ang. Spencerian Script); pisma szkolne naszych południowych sąsiadów, Czechów i Słowaków, również wywodzą się z pisma spencerskiego.

 

Czyli jesteśmy wyjątkowi?

Grzegorz Barasiński: Można tak powiedzieć. Pismo elementarzowe, które pojawia się w szkołach, nie posiada już charakterystycznej dla copperplate’a logiki. Konsekwencją tego jest fakt, że nie tylko kształt, ale i sposób łączenia różnych liter pozostawia się do indywidualnej decyzji nauczyciela, a potem ucznia. Dlatego każdy pedagog uczy pisać trochę inaczej, a później na to nakładają się różnice indywidualne, co sprawia, że Polacy piszą bardzo różnymi charakterami pisma. Nakłada się na to również fakt, że po zerówce lub po pierwszej klasie szkoły podstawowej kaligrafia (nie: nauka pisania) rzadko kiedy jest kontynuowana. Nie ćwiczymy ładnego pisania, rzadko z niego korzystamy (w końcu coraz częściej posługujemy się klawiaturami) i w konsekwencji czasem piszemy w taki sposób, że sami siebie nie potrafimy odczytać.  

3 kaligrafia caligraphy 

Minuskuła humanistyczna

A może wynika to z tego, że w kulturze europejskiej kaligrafia nigdy nie była aż tak ważna jak na przykład w kulturze islamu czy w Japonii lub Chinach?

Grzegorz Barasiński: Rzeczywiście, aspekt kulturowy czy nawet religijny odgrywa w przypadku pisma dużą rolę. W kulturze chińskiej lub japońskiej to raczej nauka malowania. Maluje się całe słowa lub znaczenia jako jeden znak. Piękne pisanie na Dalekim Wschodzie nazywa się shodo, to sposób prowadzenia życia, filozofia, droga. W przypadku islamu lub judaizmu przykładanie szczególnej wagi do pisania ma wymiar religijny. To kultury, w których przedstawianie wizerunku Boga jest zabronione, więc cześć i chwałę wyrażono starannymi znakami słowa bożego i dekoracjami wokół pisma. W chrześcijańskiej Europie energia artystów poszła w kierunku malarstwa, które pozwalało ukazywać i ludzi, i postać Boga, nie mniej pismo i tworzenie książek nie stanowiło raczej aż tak uduchowionego zajęcia. Zauważmy, że cyrylica posiada mniej wzorów literniczych, bo na Wschodzie tworzono ikony. W kulturze islamu czy żydowskiej skrybowie, nazywani tradycyjnie soferami, cieszyli się wielką estymą. Proszę sobie wyobrazić, że każdy ortodoksyjny Żyd powinien przepisać Torę. Ostatecznie sprowadza się to do tego, że powinność jest zlecana soferowi właśnie.

 

Nawet współcześnie przykłada się do kaligrafii aż taką wagę? Nawet w szkołach?

Grzegorz Barasiński: Przyznam szczerze, że nie wiem jak to wygląda w szkołach na Bliskim Wschodzie, ale z całą pewnością jest to bardzo cenione i opłacalne zajęcie. W krajach arabskich jest też stosunkowo więcej nauczycieli kaligrafii oraz skrybów niż gdzie indziej na świecie. To gałąź biznesu i sztuki.

 

Kaligrafia wraca do łask?

Grzegorz Barasiński: Wyraźnie wzrasta zainteresowanie tą umiejętnością. Rzemiosło rośnie w siłę. Po zwróceniu uwagi na gotowanie czy krawiectwo nadszedł czas na inne dziedziny, które na jakiś czas odeszły w zapomnienie. To też forma zabawy ze sztuką. Wydaje mi się, że tęsknota za estetyką popycha nas do skupienia się na takich rzeczach jak staranne pisanie. Podczas warsztatów zainteresowanie kobiet i mężczyzn jest porównywalne. Trudno też doszukiwać się innych wyróżników – na przykład wieku. Na zajęcia zapisują się i osoby starsze, i dzieci.

 6 kaligrafia caligraphy

Logo Społem

Czego ludzie szukają na warsztatach? Ile trzeba czasu, żeby się czegoś nauczyć?

Grzegorz Barasiński: Powody, dla których w ludziach rodzi się zainteresowanie kaligrafią, są najróżniejsze. Niektórzy szukają sposobu na relaks. Innym potrzebne jest to do pracy – uczymy grafików – osoby, które zawodowo tworzą fonty, a chciałyby to robić lepiej. Są też artyści, którzy traktują to jako dodatkową formę ekspresji. Mamy jednak również uczniów, którzy chcą samodzielnie stworzyć tatuaż, panie, które chcą lepiej haftować litery. Jeden kurs w Krakowie, podczas którego poznaje się określony wzór pisma, trwa semestr. Ale na warsztatach powtarzam – 4 godziny zajęć z nauczycielem powinniśmy zmienić na 40 godzin samodzielnej pracy. Nauka kaligrafii to przede wszystkim praktyka, a więc pisanie, pisanie i jeszcze raz pisanie. Informacje o warsztatach można znaleźć na naszej stronie internetowej – www.kaligrafia.edu.pl.

 

Które kursy cieszą się największą popularnością?

Grzegorz Barasiński: Chyba nauka pisma copperplate. Wydaje mi się, że dlatego, że copperplate jest najbardziej zbliżony do pisma, którym posługujemy się na co dzień. Lada moment wychodzi książka mojego autorstwa, która jest poświęcona temu krojowi pisma (www.calligraphers.eu). Popularność niektórych styli pisania widać nawet na ulicach. Zauważam tendencję, że wracamy ostatnio do wzorów, które były popularne w czasach PRL. Często widać też kroje nazywane pisankami, czyli druk przypominający pismo odręczne. Są wszechobecne w kawiarniach, gdzie menu jest pisane na tablicy, ale pisanka wraca również w postaci fontów widocznych na billboardach. Coraz częściej też wybór kroju pisma jest istotny dla estetyki na przykład książkowej okładki. Nie mamy na okładce jako głównego elementu obrazu tylko napis. To duża zmiana.

Zdjęcie główne: wikipedia.com