Łukasz Saturczak: Większą ekstrawagancją dla zespołu Mitch&Mitch było nagranie płyty ze Zbigniewiem Wodeckim czy wyjechanie do Brazylii, aby spotkać się z tamtejszą gwiazdą, czyli Kassinem?
Krzysztof „Mitch” Bałach: (ogląda stolikowe podkładki, zwracając mi uwagę, że są bardzo brazylijskie). Każda z rzeczy, które tworzymy jest zupełnie inną przygodą, kompletnie innym wydarzeniem. I każda ma swoje wyzwania. Wodecki to legenda, więc od razu rodzą się pytania, jaki jest, czy da się z nim dogadać? Będzie wściekły? A może okaże się super: ziomkiem, drugim ojcem. Wyszły z tego same pozytywne rzeczy, ale kompletnie tego nie wiedzieliśmy. A z Kassinem? Znów widzisz obcego faceta i nie wiesz, czego chce, jest legendą, ale legendą z Brazylii, robi inne rzeczy. Nagrywasz z nim, wymieniając się plikami przez ocean, więc nie masz pojęcia, co wyjdzie z samego spotkania.
Jak na siebie wpadliście?
Parę osób z naszego kolektywu znało się z nim wcześniej. Zdarzały się więc jakieś podchody, randkowania, puszczanie znaków dymnych, no i w pewnym momencie zaczęło dochodzić do współpracy, żmudnej dość, ale udało się zrobić, dobrze zrobić.
Polskie kompleksy znów zeszły na bok.
Okazało się, że Kassin jest wielkim fanem Skaldów.
Nic dziwnego.
I to go dobrze nastawiło do tematu. Zaczęło się rzeźbienie. Sprawdzanie, czego on właściwie od nas chce. Długo to trwało, długo, nie była to miłość od pierwszego wejrzenia.

Fot. materiały prasowe
Mitch&Mitch przyzwyczaił słuchaczy do pewnej regularności w wydawaniu płyt. I to obojętne, czy nagrywa te płyty duet czy pojawia się cała orkiestra, nagrywacie kameralnie czy z wielką gwiazdą muzyki.
Jest plan działania. Trzeba mieć swój biorytm. I nie zmienia tego to, z kim nagrywasz. Jak wychodzisz tyle razy z Wodeckim na scenę, to chcesz iść za ciosem, to jest normalne. Ale z drugiej strony jest przeładowanie, a do tego dochodzi trasa.
Przez wasz zespół przewinęło się przynajmniej kilkanaście osób, tworzycie kolejne projekty, pojawiają się muzycy z różnych bajek. Zastanawiam się, na ile jest w tym planowania, a ile spontanicznego grania.
Jest dużo przygód, ale co będzie dalej nie wiem.
Gdyby nie pojawił się Kassin...
Może zrobilibyśmy przerwę. Człowiek naturalnie szuka jakiegoś rozwiązania. Przełamanie, czemu nie?
A może taka jest filozofia grania Mitchów? Szukanie, jak po swojemu zdefiniować muzykę.
Tak, teraz to trochę zaplanowana improwizacja. Dużo jest pomysłów Kassina, dziwnych instrumentów, dziwnych rzezy, które Kassin wciska. I przystępnie to wyszło, nie? Nie jest to elevator music?
OK, masz rację, ale to ciągle sprawdzanie. Ile możemy próbować, sprawdzać się, do kiedy słuchacz zostanie z nami?
To się okaże. Każde spotkanie jest napisaniem przygody na nowo, odkryciem dziewiczego gruntu. A czy publiczność to zaakceptuje? Mam nadzieję. Poza tym, zauważ, że publiczność zmienia atmosferę, inaczej odbierają Wodeckiego, inaczej Kassina. Mam nadzieję, że wystarczy sił.
Zmęczeni?
Graliśmy te wszystkie koncerty, po nich od razu nowa płyta, więc na horyzoncie kolejna trasa, a przydałoby się odpocząć. Jak mawiał Krzysztof Kieślowski, między filmami trzeba się nażyć trochę. Może też tego potrzebujemy. Może następna płyta za trzy lata, nie za dwa, czemu nie.
Mam wrażenie, że Mitch&Mitch to zespół, który definiuje się na każdym albumie od nowa. Choć nie da się ukryć, że płyta z Wodeckim była jednak ważna cezurą w waszej historii, chociażby jeśli oceniać ją przez pryzmat sukcesu komercyjnego.
A może to bodziec, żeby zrobić coś innego, lepszego, nie wiem Wodecki&Kassin. A może historia powtórzy się w Brazylii.
Sukcesy onieśmielają, popychają dalej, albo paraliżują.
Przyzwyczajasz się do dobrego. Zwłaszcza, kiedy przychodzą setki ludzi. Proces jest jednak szczery, jesteśmy skupieni. Ale ciągnie w stronę zrobienia hitów. A ty, co byś powiedział, gdyby Mitch poszedł w stronę hitów?
Nikogo by to nie zdziwiło.
Ja nie wiem.
Fani Lecha Janerki nie mają chyba pretensji o piosenkę „Rower”, wszyscy dalej kochają Lecha Janerkę.
Dobry przykład. Ale czy tutaj by to wyszło? Kiedy artysta offowy jest kontrowersyjny? Kiedy jest jeszcze bardziej offowy? Nie, kiedy nagra komercyjny hit. Tylko najpierw by się to musiało stać. Wtedy się dowiemy.
Słuchając waszej nowej płyty, mam wrażenie, że wróciliście do tego, co robiliście kiedyś. Improwizacja w kameralnym składzie.
A ile na niej słyszysz? A ile nie słyszysz? Włącza się w nas pewna cezura. Chcielibyśmy nagrać coś z większą energią, ale mówimy stop, hej, zatrzymujemy się tutaj i tak zostawiamy.
A sam Kassin?
Pełen profesjonalizm. Tego człowieka trzeba przeczytać. Enigmatyczna postać, poker face, ciężko o nim coś powiedzieć. Z drugiej strony, gdyby nie był zadowolony, to by zwyczajnie wyszedł i trzasnął drzwiami.
A sama przygoda z brazylijską muzyką? To też otwiera nowe możliwości.
Kassin raczej nic nam nie narzucał. Przyszedł, zaczął to kształtować, a inni to podchwycili.
Mocna osobowość?
Gdyby na nas krzyczał, byłoby łatwiej, a tak nic nie wiesz. Przyjeżdża facet i cholera wie, co mu strzeli do głowy, jest różnie. Jak pytasz o obecność, to na maksa ją naznacza. Ta płyta, choć możesz tego nie słyszeć, jest totalnie dyscyplinowana.
Słuchając tej płyty, utwierdzam się w przekonaniu, że jesteście w bardzo luksusowej sytuacji, jako zespół niedefiniowalny. Ciężko określić, kto go tak naprawdę w danej chwili tworzy, a co za tym idzie, co w danym roku stworzy.
Tak. Ale to też jest trudne, to trening ego, jesteśmy w monolicie, nie masz gwiazdy. Jest to specyficzne. Popatrz, wyjmiesz nam ileś części, to my dalej będziemy funkcjonować. Dostajesz samą muzykę, to jest demokratyczne.
Nowa płyta w kontekście poprzedniej brzmi jakbyście naprawdę starali się przystopować, odpocząć, nagrać płytę mniej szumną.
To zminimalizowana wersja nas. Ta płyta podczas nagrywania była bardziej rozbuchana. To się zmieniało. Po tych wszystkich wielkich składach, wielkich salach i koncertach, tutaj nawet głos jest w tle, choć był pomysł na pisanie tekstów: po polsku, portugalsku, dadaistycznych tekstów. Sprawdzaliśmy wiele możliwości, ale wiele odrzuciliśmy. Brakowało nam takich przycisków, że moglibyśmy sprawdzić, jak to zabrzmi z chórkiem, a jak z tekstem, byłoby wtedy znacznie łatwiej.
Będzie trasa w Brazylii?
Chcielibyśmy. Zwłaszcza, że status Kassina jest tam znaczny.

Zdjęcie Łukasz Saturczak




