Tym razem Łukasz Saturczak buszuje w książkach Małgorzaty Halber, która pisze, rysuje i czyta na co dzień. Jest o przyzwyczajeniach czytelniczych, szukaniu sposobu na pisarską dyscyplinę. Są też koty.

Łukasz Saturczak: Nie ma tu żadnego klucza?

Małgorzata Halber: Nie. Pamiętaj, że oprócz tego, że piszę, też rysuję. Do rysowania potrzebny jest mi chaos. Rozmawiałam niedawno ze znajomą, studentką na ASP. Mówiła, że najlepiej pracuje się jej u koleżanki, która ma totalny bałagan. Z tego chaosu wyciąga  coś konkretnego, to nie musi być coś doskonałego, tylko ma być po prostu bodźcem. U mnie jest tak samo.

 

Zwłaszcza, że rysujesz z większą częstotliwością niż piszesz.

Chyba tak. Nie wyobrażam sobie dnia bez tego.

 2 magorzata halber reading room saturczak

Starasz się trzymać dyscyplinę? 

(W tej chwili jeden z dwóch kotów, które posiada Małgosia Halber wypowiedział niezrozumiałe słowo, mojej zdziwienie autorka skwitowała tylko tak, że to normalne, jej koty mówią.)

Opieram się na dwóch metodach. Pierwszą znalazła w internecie Natalia Fieforczuk-Cieślak, która studiowała psychopedagogikę twórczości. Istnieje grupa samopomocowa która nazywa się ARTS Anonymous, oparta na schemacie grup samopomocowych takich jak AA, NA i tak dalej. Tylko to jest grupa dla artystów, którzy borykają się z blokadą twórczą. Polecam, ich hasło przewodnie to „five minutes every day keeps a block away”.Jeśli poświęcisz codziennie nie mniej niż pięć minut temu, nad czym pracujesz, to masz kontakt z materią. Założenie jest takie, że masz się nie zastanawiać nad tym, czy to wychodzi tak, jak sobie obmyśliłeś, popełnianie błędów i eksperymentowanie jest wręcz zalecane. Jeśli na pięć minut dziennie zajrzysz do, powiedzmy tekstu książki, to nie urośnie on do rangi czegoś wielkiego nie do ukończenia. Inaczej się nakręcasz, boisz, że nigdy tego nie zrobisz. Sam zresztą wiesz, że praca z tekstem, to nie tylko pisanie, często też musisz to czytać.

(Kot właśnie zaczął skakać po łóżku, na co w końcu autorka zareagowała rzucając: „O mój kot oszalał”.)

Polecam też książkę podarowaną mi przez Olgę Drendę, czyli „Jak pracują wielkie umysły”. Amerykański dziennikarz sprawdzał różne metody twórcze. Do mnie przemówiła metoda Gertrudy Stein, która powiedziała, że nie może pracować dłużej niż pół godziny dziennie, ale wiedziała również, że te konsekwentne pół godzinny dziennie doprowadzi ją do skończenia książki. To jest moja dyscyplina twórcza.

 

Nie ma wyjścia.

A dedlajny działają. Od 2009 roku praktycznie żyję z pisania, z krótką przerwą na program Na ripicie. Tu nie ma czasu na zastanawianie się i czekanie. A dziś? Po pogrzebie mojej matki wszystko się ze mnie wylało, po czym ten strumień znów się zakręcił. Mam zastoje, ale nie ma co wpadać w paranoję, że nic z tego nie będzie. Nie ma się co bać przestojów. 

 

A strach przed mechanicznym pisaniem? Fajnie, jak siadasz i piszesz, a nie musisz pisać, bo masz umowę na pięć książek. 

Jest takie zaginione słowo „literat”, które pasuje do tego, o czym mówisz, do produkowania książek. Ale to zależy od wielu rzeczy, patrz na samą formę, mi zajęło mnóstwo czasu zastanowienie się, jak mam napisać książkę, mimo że wiedziałam, o czym książka ma być. Jakbym się nie spinała dla mnie najważniejszy będzie opis doświadczenia.

 

Dlatego twoim ulubionym pisarzem jest Miron Białoszewski.

Zdecydowanie i totalnie. Opisywanie siebie i normalnego świata przy pomocy niesfornego języka, skonstruowanego z prostych słów. Mistrz.

 

Ale oprócz tego, że ważne jest dla ciebie doświadczenie, masz w trakcie pisania stosik książek, z których korzystasz, inspirując się nimi w czasie twórczej pracy?

Tak. Tutaj na biurku jest Tak to ten” Jerzego Sosnowskiego. W tej książce jest pewien motyw postaci, który przyda mi się teraz do pisania. Jak chcę, języka sięgam po Białoszewskiego… Ja jestem językowo marna, nie jestem wyjebana. Pocieszam się tym, że moją siłą jest szczerość. 

 1 magorzata halber reading room saturczak

Krytycy to zauważyli.

Dziś się „Najgorszego człowieka na świecie” trochę wstydzę. Ale bardzo lubię tę początkową naiwność bohaterki, która  się buntuje jak dziecko, nic jej się nie podoba, od wszystkich czuje się lepsza, żeby potem na końcu przyznać, że jednak jest bezsilna. Z jej drogi jestem zadowolona, ale nie wiem…

 

Wróćmy do czytania, może nie powinnaś czytać w trakcie pisania przynamniej polskiej prozy, bo jednak można się zainspirować za bardzo, nie boisz się tego?

Mam na odwrót. Nie interesuje mnie w literaturze bohater ani historia, tylko język, a ja chcę obcować z językiem, w którym myślę. To jest nie do przeskoczenia. Zdarzają się oczywiście tłumaczenia, które działają, Żeleńskiego, Miry Michałowskiej. Ale zawsze pozostaje we mnie cień niepewności, że w oryginale to ma inne niuanse. Ale są też tacy pisarze, których się boję czytać, bo mogą okazać się tak dobrzy, że nic po tym nie napiszę i kimś takim jest David Foster Wallace. Sama zaczynam pisać w momencie, kiedy chciałabym przeczytać książkę, której nie ma. 

 

Widzę, że masz książki zarówno w salonie, jak i sypialni. Te przy łóżku są na teraz?

Mój znajomy dramaturg powiedział mi, że dobra biblioteka powinna składać się w 75% z książek, których nie przeczytaliśmy, bo zawsze możesz sięgnąć po coś, czego nie znasz. Ja czytam po siedem książek na raz, a niektóre zostawiam i rozciągam na lat jak Dzienniki” Sylvii Plath czy „Tajny Dziennik” Białoszewskiego, bo boję się, że za szybko przeczytam.  

 

Po kupieniu czytnika przestaje się zbierać książki?

Są książki, które przeczytam raz, ale czy więcej? Taką książką jest świetny „Białystok” Kąckiego, ale czy chcę po nią sięgać znowu? Albo jak chcę mieć nowość już teraz. Ale nie chciałabym mieć dzienników na czytniku. Jestem uzależniona od kupowania książek. Są miejsca, do których staram się nie wchodzić, bo wiem jak się to skończy.  

 3 magorzata halber reading room saturczak

Kupujesz intuicyjnie?

Różnie. Kiedy Knausgaard jeszcze nie był przetłumaczony na polski, ale dowiedziałam się, o czym jest Moja walka” , to wiedziałam, że muszę ją przeczytać, bo jest pisana z punktu bardzo bliskiej mi ideologii, czyli jakiejś niechęci do fikcji. Ostatecznie sięgnęłam po niego niedawno i trochę się rozczarowałam, spodziewałam się, że będzie tam więcej mięsa, wymyśliłam sobie, o czym ta książka będzie i nie do końca spełniła moje oczekiwania.

 

A ulubieni, oprócz tych, o których rozmawialiśmy. 

Lubię Witkowskiego, chociaż ostatnia książka mnie rozczarowała. To pisarz, z którym miałam dziwnie, najpierw była „Barbara Radizwiłówna” i coś tam mi się nie spodobało, za mocno czułam w niej zmyślenie. Długo nie czytałam „Lubiewa”, o którym też sobie wyrobiłam zdanie przed lekturą, a jak w końcu po nią sięgnęłam, to czapki z głów. Co tam się dzieje. Ci bohaterowie z marginesu. On tam połączył dwie rzeczy, które kocham najbardziej, czyli język i prawda. „Drwal” też jest wspaniały, to wygrzebywanie z rzeczywistości tych małych rzeczy, niemal śmieci jak zapleśniałych domków letniskowych. Z polskiej prozy Witkowski i Sosnowski, którego „Apokryf Aglai” jest jedną z najlepszych książek napisanych w języku polskim, Masłowska… Zdziwiło mnie, że są osoby, które nie lubią jej prozy, to tak jakbyś nie lubił pieniędzy albo czekolady. Naprawdę, jak można? A wiele jest takich osób. Lubię też Olgę Tokarczuk, która jest jednak dla mnie jako czytelnika nierówna. „Prawiek i inne czasy” to była pierwsza jej książka, którą przeczytałam i nie mogłam przeżyć tego, że nie było w niej żadnego zbędnego zdania, „Dom dzienny, dom nocny” czytam co jakiś czas od początku. Nienawidzę określenia „realizm magiczny”, ale Tokarczuk i Sosnowski mimo wszystko bardzo.

 

Czekasz na nowe powieści?

Nie, dalej mam co czytać, ponad połowy mojego zbioru jeszcze nie przeczytałam.

 

A jak ci się nie podoba książka, to odkładasz?

Raz przeczytałam książkę, która strasznie mi się nie podobała, ale się uparłam, że ją skończę i to był „Traktat o łuskaniu fasoli” Myśliwskiego. Nie mogłam przeżyć tego, że tak można. Dostaję też z wydawnictwa książki, które okazują się miłymi niespodziankami.

 5 magorzata halber reading room saturczak

A tu na stoliku, co to za album?

Ten jest o sztuce masek z Afryki.

 

Nie kusiło cię ASP?

Kusiło.

 

Fot. Łukasz Saturczak