Szklanka może być do połowy pełna lub do połowy pusta. To zdanie od lat najlepiej definiuje dwa skrajne sposoby postrzegania świata. Choć, według powszechnej opinii, łatwiej jest spoglądać na rzeczywistość przez filtr różowych okularów, to jednak nie zawsze jest to lepszym rozwiązaniem.

Przywiązują większą wagę do stanu swojego zdrowia, wykazują większe zaangażowanie w rozwijaniu relacji interpersonalnych, są bardziej zaangażowani we własne życie, otrzymują wyższe wynagrodzenia. Może się więc wydawać, że bycie optymistą nierozerwalnie wiąże się z sukcesem zawodowym i powodzeniem w codziennych stosunkach międzyludzkich oraz w życiu prywatnym. W świetle najnowszych badań okazuje się, że nie zawsze musi tak być.

Według obserwacji dr. Martina Seligmana, pesymiści mają naturalną skłonność do bardziej realistycznej oceny sytuacji niż optymiści, dzięki czemu są w stanie skuteczniej uporać się z dotykającymi ich problemami, rozwiązywać często nieprzewidziane komplikacje. Wiążące się z pesymizmem zachowawcze podejście do pewnych spraw czy realiów, ułatwia także poradzenie sobie później z negatywnymi skutkami pewnych działań, przygotowuje do szybszego unormowania sytuacji.

1 optymizm

Przeciwny, bardziej idealistyczny punkt spojrzenia na świat niesie ze sobą również niemałe ryzyko. Poważnym problemem jest zwłaszcza nadmierny optymizm. Wraz z bardzo niską barierą strachu oraz zbyt wielką pewnością siebie, równolegle zawęża się przestrzeń sygnałów i działań mających na celu ochronę własnego zdrowia czy nawet życia. To z kolei może prowadzić do niedoceniania pewnych sytuacji oraz przeszacowania własnych możliwości i umiejętności. Przejawia się to chociażby w bardziej brawurowej jeździe samochodem, niskiej dbałości o wykonywanie badań okresowych czy uleganiu nałogom. Taki przerośnięty optymizm nie skutkuje korzystnym wpływem na zdrowie czy życie, wręcz przeciwnie, niejednokrotnie powoduje rzeczywiste zagrożenie.

W powszechnej świadomości trwale wyrył się bardzo mocno wyidealizowany obraz optymisty jako osoby nieustannie uśmiechniętej, wręcz zarażającej pozytywną energią. W zderzeniu z rzeczywistością ten rodzaj optymizmu bywa często jedynie fasadą. Budowanie takiego wyobrażenia najczęściej jest efektem niewłaściwego pojmowania optymizmu. Nałożenie radosnej maski czy opuszczenie sztucznej zasłony szczęścia na tkwiący głębiej ogromny strach czy smutek jest czymś innym niż rzeczywiste, autentyczne poczucie własnych możliwości, zrozumienie świata i rządzących nim mechanizmów. Przyjmowanie takiej pozy utrudnia, a nierzadko wręcz uniemożliwia komunikację ze światem zewnętrznym, a nawet z samym sobą.

3 optymizm

Co ciekawe, bycie optymistą lub pesymistą jest w rzeczywistości wyuczoną postawą. Na formowanie naszej percepcji ogromne znaczenie ma przestrzeń, w jakiej się poruszamy – rodzina, przyjaciele, znajomi. Istotny wpływ na wykształcanie pozytywnego, otwartego, a przede wszystkim zdroworozsądkowego podejścia do świata i tego, co ze sobą niesie, ma otaczanie się przyjaznymi, życzliwymi ludźmi, otwarte nastawienie do nadchodzących zmian, dostrzeganie dobrych stron i wyciąganie wniosków z różnych wydarzeń czy doświadczeń. Seligman zaznacza również, że istotne jest odnalezienie tzw. „stanu flow”, czyli czynności pochłaniającej pełne, autentyczne zaangażowanie, dającej jednocześnie relaks, wypoczynek oraz radość, np. jazda na nartach, taniec czy śpiew. Specjaliści często podkreślają także korzystny wpływ seriali lub filmów komediowych na kształtowanie optymistycznej postawy.

Złotym środkiem wydaje się więc być wypracowanie kompromisu między umiejętnością realnej oceny sytuacji a ostrożnym, ale otwartym podejściem do świata oraz nowych sytuacji, utrzymanie równowagi między skrajnymi emocjami i punktami spojrzenia na rzeczywistość. Trzeba pamiętać, że obie te postawy – zarówno optymistyczna, jak i pesymistyczna – są pewnymi filtrami poznawczymi, dlatego ważne jest, by korzystać z nich selektywnie.

Fot. unsplash.com