Ozon po raz kolejny szydzi z tabu, flirtuje z kiczem, zaspokaja i jednocześnie trochę maltretuje widza oraz pozwala, by klimat jego nowego filmu był równie ważny, co fabuła. Tworząc „Podwójnego kochanka”, Francuz bez wyrzutów sumienia żywi się przesadą i daje ponieść konwencji. 

Wyraźnie zarysowana, posągowa twarz i długie, ciemne włosy. Kilka ruchów nożyczkami i po długich włosach nie ma już śladu. Ozon zamiast czekać do połowy czy końca filmu, by zaserwować nam metamorfozę, zaczyna od przemiany bohaterki. Później otrzymujemy obraz waginy, który płynnie zamienia się w ujęcie oka. Francuz zabiera nas na badanie ginekologiczne. I w ten sposób przedstawia protagonistkę „Podwójnego kochanka”, czyli Chloé (Marine Vacth) – byłą modelkę, która szuka na siebie nowego pomysłu. Jest zagubiona, dręczy ją niepokój i powtarzające się od lat bóle brzucha, które zdaniem lekarzy mają podłoże psychiczne. Już w tych początkowych, świetnych wizualnie sekwencjach, zawarte jest kilka istotnych symboli, które później będziemy rozszyfrowywać w trakcie seansu. Ale nie wyprzedzajmy faktów.  

Chloé ląduje na terapii u Paula (Jérémie Renier), który również stwierdza, że ciało dziewczyny poprzez ból chce jej coś zakomunikować. Mężczyzna  zachęca pacjentkę do dzielenia się intymnymi historiami – o matce, która jej nie chciała, dzieciństwie, relacjach z mężczyznami. Szybko między lekarzem i młodą kobietą zaczyna rodzić się uczucie, niebawem Paul złamie zasady etyki zawodowej i zwiąże się Chloé. I tu klasyczna terapia teoretycznie się kończy, ale przez cały film będziemy mieć okazję wraz z Ozonem bawić się w psychoanalityków i docierać do sedna prawdy o bohaterach.

Francuski reżyser nie daje postaciom długo nacieszyć się szczęśliwym związkiem. Gdy Chloé i Paul wprowadzają się do wspólnego mieszkania, dziewczyna odkrywa dokumenty, które rzucają cień na tożsamość jej partnera. Nie da jej to już spokoju. Chloé coraz dobitniej będzie zdawać sobie sprawę z tego, że choć sama całkowicie odsłoniła się podczas terapii przed mężczyzną, z którym jest, to zna tylko skrawki informacji o Paulu. Gdy pewnego dnia zobaczy go na ulicy, w miejscu, w którym w danym czasie nie powinno go być, zacznie dochodzenie na własną rękę. A to zaprowadzi ją w niebezpieczne obszary, także jej własnego umysłu. Tymczasem Ozon wprowadzi nas w meandry kolejnych tajemnic, a gdy już tylko zasugeruje, że znamy jakąś odpowiedź, natychmiast da znać, że daliśmy się zwieść pozorom. Francuz drwi, prowokuje i puszcza oko, a jednocześnie cały czas dba przede wszystkim o satysfakcję publiczności, zapewniając nam liczne zwroty akcji i wplatając do filmu fragmenty ociekające kiczem, gwarantujące dość grzeszną przyjemność, ale jednak zdecydowanie przyjemność.

2 podwojny kochanek zozn gutek film

Ozon w żadnym razie nie stara się pokazać wszystkiego na poważnie. W jego erotycznym thrillerze jest miejsce zarówno na kampowe wstawki i wyraźnie humorystyczne akcenty, jak i iście freudowskie taplanie się w symbolach zakodowanych w snach i ukrytych gdzieś głęboko w podświadomości. Jest napięcie między bohaterami, w którym cierpienie nieodzownie miesza się z pożądaniem, jak na przykład w „Gorzkich godach” Polańskiego. Na myśl przychodzą zresztą i inne obrazy polskiego reżysera – w „Podwójnym kochanku” dostajemy też choćby cząstkę klimatu „Dziecka Rosemary”. Zresztą długo można by wymieniać filmy, do których nawiązuje Ozon. Od „Nagiego instynktu” Verhoveena po „Zagubioną autostradę” Lyncha, w której też mamy do czynienia z podwójnymi, „bliźniaczymi” tożsamościami bohaterów. Tak jak umysł postaci sportretowanych w „Podwójnym kochanku” składa się z poszczerbionych kawałków, które musimy złożyć w układankę, tak i sam film nasycony jest fragmentami nawiązującymi do różnych mniej i bardziej znanych obrazów, filmowych gatunków i konwencji. Zadaniem widza jest po prostu zabawa tą kilkuwymiarową układanką. Widać zresztą, że sam Ozon tworząc film, nieźle się bawił.

Biorąc pod uwagę fakt, że najlepiej zarabiającym thrillerem erotycznym ostatnich lat niezaprzeczalnie została pełna sztuczności, cukierkowa produkcja o Greyu, „Podwójny kochanek” wnosi cenne odświeżenie. Ozon nawiązuje do hitów pokroju Greya, ale i do kina uznanych twórców, ale w żadnym razie nie oddaje im śmiertelnie poważnego hołdu. Miesza posępne tony z ironią i wychodzi mu to na dobre. „Podwójny kochanek” filmowym arcydziełem nie jest, ale stanowi świetny przykład kina ukierunkowanego na widza, a jednak unikającego infantylności, dzięki odpowiedniej dawce dystansu. 

4 podwojny kochanek zozn gutek film

„Podwójnego kochananka” można oglądać na ekranach polskich kin od 25 sierpnia. Redakcja „enter the ROOM” objęła patronat medialny nad tytułem. 

Fot. materiały prasowe