Jedna z najbardziej rozpoznawalnych wokalistek z Kolumbii od lat nie mieszka w swoim kraju. Może dlatego w jej głosie tyle jest tęsknoty, o której mówią i rozpisują się zachwycone nią media. Niebawem także polska publiczność będzie miała okazję przekonać się, że w twórczości artystki odbija się mnóstwo emocji i równie szeroki wachlarz latynoamerykańskich tradycji muzycznych.

Kolumbijska cumbia i vallenato, argentyńskie tango i milonga, a oprócz tego pieśni z Karaibów, Chile czy Peru – te  rytmy znalazły dla siebie stałe miejsce w utworach Marty Gómez. Tak jednak wcale być nie musiało. Zanim Kolumbijka zrozumiała, że rodzima kultura ma dla niej szczególną wartość, wiele musiało się wydarzyć. Mając kilka lat, Marta stała się częścią dziecięcego chóru. Tam poznała pierwszą ważną postać na swojej muzycznej drodze – dyrygentkę, która zachęciła ją do komponowania i solowych występów. Jako nastolatka Gómez zafascynowała się amerykańską sceną muzyczną. Dzięki stypendium udało jej się wyjechać do Bostonu i rozpocząć studia na prestiżowej uczelni Berklee School of Music. To właśnie poza domem zrozumiała, jak ważną częścią jej tożsamości jest bycie Kolumbijką i postanowiła potraktować korzenie jako swój atut. 

Jej muzyka to mariaż ludowych rytmów i nowoczesnych brzmień. Gómez obficie czerpie z wielu muzycznych tradycji, jednak żadnej nie pozwala dominować. W jej piosenkach można znaleźć karaibską witalność, nostalgię wprost z krajów andyjskich, ślady jazzowej improwizacji czy elementy muzyki popularnej. Ta niebanalna mieszanka i ambitne teksty w równej mierze co głos, którego mocą zachwycali się między innymi recenzenci z „Billboard”, „The Village Voice” czy „Chicago Tribune”, zapewniły Gómez wielbicieli w najróżniejszych częściach świata.

Dziś kompozytorka zaliczana jest do grona największych muzycznych talentów Kolumbii. Kilkukrotnie nominowana do nagrody Latin Grammy pierwszą statuetkę otrzymała w 2014 roku za album „Coloreando”. O nagranie nowej wersji swojej piosenki poprosił ją sam Kris Kristofferson – legenda muzyki folk i country. „The Circle” w wykonaniu Gómez okazało się tak dobre, że do utworu nawiązał w jednej ze swoich książek John Sanford. Na tym „romanse” ze światem literatury się nie kończą. Pod wpływem powieści „Paula” Isabel Allende Gómez nagrała piosenkę „Paula Ausente”. Utwór wygrał międzynarodowy konkurs The SIBL Project na najlepszą piosenkę inspirowaną latynoamerykańską literaturą i trafił na płytę wraz z innymi nominowanymi kawałkami, między innymi autorstwa Toma Waitsa i Davida Bowiego. Płyta „El Corazón y el Sombrero” wypełniona jest natomiast w całości piosenkami do wierszy Federico Garcíi Lorki. To jednak wyjątek – choć Gómez obficie czerpie z literatury, prawie wszystkie teksty pisze sama.

Mimo że artystka od lat mieszka w Barcelonie, podczas licznych wywiadów stale opowiada o ojczyźnie. „To niemożliwe, by dorastać w kraju takim jak Kolumbia i nie wykształcić żadnych poglądów politycznych. Myślę, że to cenne doświadczenie, bo jeśli uczysz się życia w miejscu, w którym sytuacja jest tak trudna, skłania cię to do zadawania sobie pytań i do działania” – mówi w dokumencie nakręconym kilka lat temu przez Mano Camona z okazji koncertów World Sessions. A Gómez chce zmieniać świat, krok po kroku. Zarówno poprzez swoje piosenki, jak i budowanie zaangażowanej, przyjaznej społeczności. Dlatego poza działalnością muzyczną angażuje się w prace charytatywne, szczególnie na rzecz kobiet i dzieci. Założyła fundację Aqua Dulce, pomagała też gwatemalskiej organizacji Safe Passage. W słowniku Gómez może jest więc miejsce na nostalgię i smutek, z którymi warto się mierzyć, ale zdecydowanie nie ma miejsca na bezczynność.

Fot. materiały prasowe