Męski makijaż. Brzmi jak oksymoron? To może urban camouflage? Mniejsza o nazwę. Puder na twarzy faceta to nie tylko coraz silniejszy trend, ale może i ostatni bastion na drodze do pełnej urodowej emancypacji.

Wie o tym marka Chanel, która pod koniec ubiegłego roku, pod hasłem #beautyknowsnogender, wypuściła swoją pierwszą linię do makijażu dla mężczyzn – Boy de Chanel. Początkowo dostępną tylko w będącej mekką kosmetycznych nowinek Korei, a od początku tego roku we wszystkich autoryzowanych butikach marki, w tym w warszawskim w Galerii Mokotów.

„You are unlike anyone else” – to wyznanie Boya Capela skierowane do Gabrielle Chanel było dla projektantki nieustanną inspiracją do poszukiwania wolności bycia sobą, nikim innym, tylko sobą. Znalazło odzwierciedlenie w łamaniu kolejnych kodów i przepisywaniu na nowo skostniałych zasad. Chanel uwolniła kobiety od gorsetów i długich sukien, podarowała im odzież sportową, sztuczną biżuterię i opaleniznę. Oswobodziła je z konieczności noszenia dusznych, monotematycznych kompozycji kwiatowych, oferując im w zamian kwiat abstrakcyjny – perfumy Chanel No. 5. Zapożyczała elementy z garderoby męskiej, by ubierać w nie kobiety. W tym właśnie duchu wolności i indywidualnego kreowania swojego stylu i potrzeb marka Chanel kontynuuje dzieło swojej założycielki przepisując (stereo)typowo kobiecy atrybut – makijaż – na język męskich kolorów, gestów i kształtów. Afirmuje nowe kody niezmiennej wizji, która mówi, że piękno nie jest kwestią płci, jest kwestią stylu.

Nazwa linii czerpie z prywatnej historii projektantki, a zarazem śmiało patrzy w przyszłość i swoją bezpretensjonalnością wyraża esencję współczesnej nieskrępowanej ograniczeniami męskości. Prostocie jest też wierny design nowej kolekcji – ciemnogranatowe opakowania (kolor, który w Chanel nazywa się bleu noir) nawiązują do barw flagowego zapachu marki Bleu de Chanel i idealnie wpisują się w męską estetykę. Kryją tylko to co niezbędne. Trzy kosmetyki o instynktownych formułach, które są niewidoczne dla oka, ale w swoim naturalnym efekcie bardzo długotrwałe. Trzy produkt dodające pewności siebie i tuszujące niedoskonałości: podkład, balsam do ust i kredka do brwi.

Ten pierwszy jest podkładem tylko z nazwy. Ma bowiem niezrównanie lekką i naturalną teksturę, która dzięki zawartości mikropudrów Soft Focus pozwala zatuszować niedoskonałości. Nałożony na krem nawilżający lub sam, Le Teint pozostawia cerę ujednoliconą i zdrowo rozświetloną. Naenergetyzowaną jak po weekendzie spędzonym nad morzem. Podkład Boy de Chanel nawilża i działa antyoksydacyjnie dzięki zawartości ekstraktu z żyworódki. Chroni też przed promieniowaniem słonecznym i stresem oksydacyjnym za sprawą SPF25. Jego nieokluzywna formuła pozwala skórze oddychać, kwas hialunorowy kontroluje poziom nawilżenia, a specjalny polimer odporny na pot i nadmiar sebum sprawia, że kosmetyk trzyma się na skórze przez cały dzień i nadaje jej satynowej matowości. Jego aplikacja nie sprawia najmniejszego problemu, bo produkt natychmiast stapia się ze skórą nie pozostawiając sztucznych granic kolorystycznych czy śladów w okolicach brwi czy zarostu. Występuje aż w 8 odcieniach od Light do Deep Plus. Dla mojej cery idealnym kolorem okazał się odcień Medium Light.

Balsam do ust Boy de Chanel jest kosmetykiem, który polubi każdy facet, nawet ten sceptycznie jeszcze nastawiony do idei męskiego makijażu. Ten biały sztyft ukryty w granatowym etui działa zbawiennie na usta, nie pozostawiając na nich ani grama koloru czy blasku. Formuła bogata w olej jojoba, masło shea i witaminę E dogłębnie odżywia skórę ust, wygładzając ją i pozostawiając matowy efekt. Momentalnie się wchłania i jest bezzapachowy. Dwustronna kredka do brwi wymaga już nieco więcej wiedzy i wprawy. Idealnie w tej kwestii przeszkolił mnie profesjonalny personel warszawskiego butiku. Kredka Boy de Chanel (używam najbardziej naturalnego odcienia Deep Brown) z jednej strony wyposażona jest w spiralną szczoteczkę do układania i rozcierania, z drugiej w wysuwany, specjalnie przycięty, wodoodporny ołówek, którym z łatwością wypełnimy linię brwi. Najlepiej zacząć od dokładnego wyczesania brwi (najpierw pod włos, potem z włosem). Następnie drobnymi kropkami nanosimy kolor na skórę w miejscach wymagających wypełnienia. Na koniec łagodzimy rysunek szczoteczką lub/i palcem. Kredka wykonana jest z naturalnych wosków i olei co zapewnia łatwą, instynktowną aplikację i ponad ośmiogodzinną trwałość.

Kosmetyki Boy de Chanel nie tylko prezentują się niezwykle stylowo na męskiej półce, w kieszeni lub w torbie, ale i z łatwością poddają się nawet najbardziej niewprawnym jeszcze męskim rękom. Efekt, jaki dają, jest absolutnie naturalny. Żadnego scenicznego przerysowania. Bo w męskim makijażu na co dzień nie chodzi o "umalowanie się", a o zniwelowanie niedoskonałości i dodanie skórze zdrowego wyglądu.

O ile współczesny świat ze swoim medialnym krzykiem zdaje się obarczać kobiety niezliczonymi obowiązkami związanymi z powszechnie uznawanymi kanonami piękna, o tyle męskość w tym zakresie definiuje się przez ograniczenia. W konsekwencji kobiety emancypują się, zrzucając warstwy makijażu, a faceci nakładając go. Chodzi o wolność wyboru. Do lub od. I niech każdy wyznacza swoje własne granice. Granice dobrego samopoczucia, autoekspresji i kreacji. Aleksander Wielki malował oczy, co nie przeszkodziło mu w podboju połowy świata i staniu na czele największego starożytnego imperium.

  1 chanel boy be chanel

Fot. materiały prasowe