Wystawa „Panorama horyzontalna. Kodry” Kasi Kmity towarzyszyła 19. edycji Festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu.

Artystka przy każdej okazji ukradkiem przygląda się niczego nieświadomej dziewczynie. Potajemnie i w pośpiechu przygotowuje szkice. W samotności stara się odtworzyć rysy twarzy portretowanej i przywołać w pamięci jej uśmiech.

Mowa o bohaterce filmu „Portret kobiety w ogniu” w reżyserii Céline Sciammy, nagrodzonego w Cannes za scenariusz i otwierającego 19. edycję Festiwalu Nowe Horyzonty.

Właściwie w podobny sposób przez ostatnie dwa lata pracowała wrocławska artystka Kasia Kmita, tworząc „Panoramę horyzontalną. Kodry”. Obserwowanym z ukrycia modelem mógł stać się każdy festiwalowicz i każda festiwalowiczka. Artystka przyznaje, że to jej ulubiony model pracy: studiuje twarze przyjaciół, przygląda się sąsiadom, notuje w pamięci sylwetki i pozy nieznajomych.

3 Panorama horyzontalnaKodry fot alicjakielan

Kmita – z wykształcenia malarka – od ponad dekady tworzy charakterystyczne papierowe wycinanki. Ta specyficzna technika niesie ze sobą różne konotacje; jest dużo mniej „przezroczysta” niż choćby malarstwo.

Kolorowy papier i nożyczki mogą budzić trywialne skojarzenia z zajęciami (przed)szkolnym, ale te szybko ulatują. Wystarczy spojrzeć na precyzyjnie wycięte kształty, delikatnie zasugerowaną trójwymiarowość czy misterne detale (od postrzępionych rzęs po kwiatowe wzory na kimonie).

Celniejsze okazuje się natomiast skojarzenie ze sztuką ludową. We wcześniejszych cyklach Kmity tropy popkulturowe mieszały się z motywami zaczerpniętymi wprost z folkloru. W tym przypadku inspiracja jest subtelniejsza. Wiele tłumaczy zawarte w tytule wystawy określenie „kodry”, czyli rodzaj prostokątnych łowickich wycinanek, którymi dekorowano wiejskie chałupy.

Wielobarwne kodry często ilustrowały sceny z życia wsi: zabawy, wesela, prace sezonowe. Ludowe artystki – bo wycinankowa twórczość zawsze była domeną kobiet – przedstawiały to, co znały z najbliższego otoczenia i własnego doświadczenia, ale w świątecznym wydaniu.

Podobnie na Nowe Horyzonty patrzy Kasia Kmita. Widzi w nich właśnie prawdziwe „święto kina”. Nadaje moc temu banalnemu określeniu, dostrzega rytuały tworzące wydarzenie i cykliczność, jaką festiwal nadaje życiu uczestników – współcześnie nawet wyraźniej niż rytm pór roku.

Paradoksalnie najwięcej dzieje się tu poza salą kinową, w „Panoramie horyzontalnej” ograniczoną do rzędów pustych czarnych foteli. Nowe Horyzonty to dla Kmity przede wszystkim okazja do spotkań, pretekst do dyskusji, intelektualny bodziec. O seansach rozmawia się w klubie festiwalowym, czeka się na nie w kinowym foyer, rozmyśla się o nich nad kawą w bistro.

Bohaterowie filmowi pojawiają się właśnie tam, a nie w sali projekcyjnej. Towarzyszą widzom, stają się przez te dni częścią ich życia, nie opuszczają ich umysłów po wielogodzinnych pokazach. Dlatego wśród tłumu zaludniającego korytarze może siedzieć spokojnie bohaterka „Portretu kobiety w ogniu” w szmaragdowej sukni.

Syntetyczne odwzorowanie wnętrza kina sprawia, że widz nie ma wątpliwości, jakie konkretnie wydarzenie pokazuje artystka. W topografii Wrocławia osadza je również architektura: Arsenał czy Hotel Monopol. Całkowicie czarne sylwetki budynków podpowiadają, że miasto widziane oczami festiwalowiczów tonie zazwyczaj w nocy. To także jedna z cech wyróżniających te dni– przebywanie niemal ciągle w ciemności, na przekór środkowi lata. Upalne, słoneczne dni spędzane w zamkniętym, ciemnym pomieszczeniu, a wieczorem zabawa w klubie festiwalowym.

Kmita zaprasza do rozszyfrowywania miejsc i elementów składających się na Nowe Horyzonty, ale „Panorama horyzontalna. Kodry” to także bardzo osobiste spojrzenie na festiwal. Wiele sportretowanych postaci to nie anonimowi uczestnicy wydarzenia, lecz przyjaciele autorki czy znajomi ze środowisko artystycznego, od miesięcy potajemnie obserwowani przez artystkę.

Znajomość tożsamości modeli nie jest jednak potrzebna. Chodzi raczej o pewne typy uchwycone z humorem przez Kmitę: tu kobieta w modnych okularach pędząca na seans z kubkiem kawy, tam dwie nieco spłoszone dziewczyny, zapewne po raz pierwszy zaglądające do klubu w Arsenale. Wszyscy piękni, młodzi, stylowo ubrani. W końcu to czas wyjątkowy, świąteczny, a więc poza codziennością.

Pracę zaludnia ponad osiemdziesiąt postaci, a artystka sukcesywnie dodaje nowe sylwetki. Znaczne wymiary, półokrągła forma ekspozycji czy symultaniczne sceny łączą się ściśle z tytułową „panoramą”. Można to odczytać jako nawiązanie zarówno do podłużnego kadru filmowego, jak i do rozbudowanych kompozycji malarskich, co w mieście Panoramy Racławickiej nie jest przypadkowym skojarzeniem. Panorama to również widok z odległego, położonego wyżej punktu. Taka perspektywa pozwala zobaczyć więcej, objąć wzrokiem całość.

W „Portrecie kobiety w ogniu” od wizerunku malowanego przez Marianne zależy powodzenie aranżowanego na odległość małżeństwa. Ukończenie podobizny Héloïse na zawsze zmieni więc życie arystokratki, stąd jej obawa i niechęć do pozowania. „Panorama horyzontalna. Kodry” zdaje się być rewersem tej sytuacji – Kasia Kmita stara się właśnie zatrzymać (festiwalowy) czas. Trudno też znaleźć kogoś, kto nie chciałby zostać przez nią sportretowany.

2 Panorama horyzontalnaKodry fot alicjakielan

4 Panorama horyzontalnaKodry fot alicjakielan

5 Panorama horyzontalnaKodry fot alicjakielan

Kasia Kmita, „Panorama horyzontalna. Kodry”

27.07. – 11.08.2019; TIFF Center, Wrocław

kurator: Stach Szabłowski

organizator: Krupa Gallery

 

Fot. materiały prasowe