Projektujemy „przy zgaszonym świetle”, mówiąc szeptem o swoich oczekiwaniach i pragnieniach, cały czas wstydząc się uświadomionych bądź podświadomych potrzeb. Ten projektowy półmrok dotyka szczególnie sfery seksu, gdzie dominują podwójne standardy oraz stygmatyzacja tego, czego powinniśmy pożądać a potrzeb, które nadal są owocem zakazanym.

Projektowanie doświadczeń jest doświadczaniem przez poznanie, u którego podstaw leży jak najdokładniejsze poznanie drugiego człowieka (które samo w sobie jest także doświadczeniem). W tym procesie błędem byłoby zakładać, że ściśle określone zmienne są w stanie przewidzieć i zagwarantować zunifikowany dla wszystkich rezultat. Wynika to z różnorodności naszego podłoża psychologicznego i fizycznego, a także kontekstu społeczno-kulturowego, w którym produkt czy usługa jest osadzony.

Idealistyczne jest także myślenie, że żyjąc w społeczeństwie nadmiernego dobrobytu i materialnego przeładowania, projektujemy w doktrynie hedonizmu.

Moim zdaniem projektujemy „przy zgaszonym świetle”, mówiąc szeptem o swoich oczekiwaniach i pragnieniach, cały czas wstydząc się uświadomionych bądź podświadomych potrzeb. Ten projektowy półmrok dotyka szczególnie sfery seksu, gdzie dominują podwójne standardy oraz stygmatyzacja tego, czego powinniśmy pożądać a potrzeb, które nadal są owocem zakazanym.

 

Wibrator

„Masturbacja jest elementem higieny psychicznej, więc powinniśmy o nią dbać tak, jak o higienę fizyczną” – ten insight (rozumiany jako uświadomione lub podświadome potrzeby i wartości konsumentów) usłyszałam podczas warsztatów myślenia projektowego, których celem było przeprojektowanie jednego z czterech archetypów produktowych w nową usługę lub produkt. Jednym z nich był złoty wibrator o ołówkowym kształcie wykonany z najniższej jakości tworzywa sztucznego. Przedmiot został opisany na stronie sprzedawcy jako „wibrator do dupki i cipki, sex masaż anusa i pochwy”. Tragikomiczny opis produktów uświadomił mi, jak wstydliwym i „niedoprojektowanym” obszarem pod względem zdiagnozowania i realizacji potrzeb konsumentów jest masturbacja.

Historia wibratora jest dość długa – i w wielkiem skrócie ma ponad dwustuletni kontekst społeczno-kulturowy związany z chociażby „chorobą psychiczną”  nazwaną przez twórcę koncepcji Tissota „szaleństwem masturbacyjnym”. Kolejno masturbacja wiązana była bezpośrednio ze zmianami stanu psychicznego określanego jako histeria. A następnie stała się „lekiem na całe zło”  metodą profilaktyki  niejednokrotnie udowadniając, że wpływa na poprawę komfortu i jakości życia. Mimo tego wibrator nadal jest przedmiotem chowanym w najgłębszej części szuflady w sypialni.

Na początku bieżącego roku podczas największych na świecie targów elektroniki i nowych technologii CES (Consumer Electronics Show) miał zostać zaprezentowany innowacyjny wibrator OSE. Zdaniem twórców programu CES był on jednak zbyt obsceniczny, a także niemoralny. Usunięto go z programu wystawy. Co zaskakujące  ta sama organizacja przyznała OSE nagrodę w dziedzinie innowacyjności, którą następnie odebrała. Sytuacja podczas targów a także po ich zakończeniu wywołała wśród opinii publicznej dialog dotyczący podwójnych standardów wobec przedmiotów erotycznych dla kobiet i mężczyzn. Jednak nie to jest istotne w historii o OSE, lecz kontekst, iż wspomniany gadżet był projektowany we współpracy z laboratorium robotyki Uniwersytetu Stanowego w Oregonie. Posiada szereg patentów, a jego nadrzędną wartością jest fakt, iż powstał dzięki m.in. przez zdiagnozowanie potrzeb kobiet. Stał się dzięki temu urządzeniem, które symulowało dotyk ciała i języka, został wyposażony w sztuczną inteligencję oraz głosowe sterowanie, a co za tym idzie pozwalał na zaspokojenie wcześniej nierozpoznanych potrzeby. Został zaprojektowany w taki sposób, aby dostarczać konkretne doświadczenie i współtworzyć nowy wymiar autostymulacji. Jednakże audytorium (nie)odbiorców sprawiło, że dobrze zaprojektowany wibrator, stworzony z myślą o użytkowniczkach, stał się pseudokontrowersyjnym przedmiotem, który zdaniem (nie)użytkowników pozwala nazbyt doświadczać. A to właśnie prawidłowe rozpoznanie i zdiagnozowanie potrzeb określonej grupy odbiorców i/lub odbiorczyń jest pierwszym krokiem, aby móc projektować doświadczenia, które nie są nimi wyłącznie z nazwy, lecz realnie wpływają na zmianę rzeczywistości.

 

Super seks

Seks turystyka i praca seksualna są obszarami, które rozwijają się w krajach rozwiniętych jak i tych rozwijających się, w większości należą do szarej strefy. Bez wątpienia oba zagadnienia są niewygodnym społecznie tematem, a tym samym są to obszary, w ramach których dywagacje na tema projektowania doświadczeń w tym obszarze, są do dość ryzykownym zagraniem.

Mimo trudnego dialogu i tabuizacji, znajdują się jednak twórcy, którzy dostrzegają bądź sami kreują odpowiedzi na potrzeby potencjalnych odbiorców. Nie rozważając kwestii moralnych, dehumanizacji oraz przedmiotowości płci, pojawiają się rozwiązania, które tworzą przestrzeń do multiplikacji wrażeń oraz możliwości w kontekście projektowania seksu.

Kolejnym kontrowersyjnym przykładem jest firma Synthea Amatus, która produkuje seks roboty wyposażone w sztuczną inteligencję. Maszyny odzwierciedlają anatomicznie ciało kobiety, a także pozwalają klientowi wejść z nim w interakcję. Super (nie)sztuczne i seksowne lalki są jedną z atrakcji Katalonii, gdzie każdy turysta może doświadczyć nowych doznań w jednej z hiszpańskich agencji towarzyskich.

Oczywiście można by postawić pytanie dotyczące jednopłciowego wymiaru projektowego produktu. Nie zmienia to jednak faktu, że przedstawione rozwiązanie pokazuje bardzo ciekawy i precyzyjny sposób diagnozy potrzeb określonej grupy użytkowników. Ma także interesujące skutki społeczne, które mogą stać się początkiem nowej formy seks biznesu – turystyki, a tym samym źródłem wyzwań projektowych i zmian społecznych. Być może to początek dialogu na płaszczyźnie moralno-etycznej we współczesnym konsumpcyjnym społeczeństwie? Być może też ten dialog rozpocznie zmiany, dzięki którym nasze potrzeby przestaną być tematem tabu?

 Fot. Alexander Popov / Unsplah.com