Wydźwięk festiwalu 3hd na pewno jest refleksyjny, żeby nie powiedzieć depresyjny. Jednak wszyscy byliśmy tam po to, by coś poczuć. Bez tego ciężko mówić o przeżywaniu sztuki – Kasia Jaroch pisze o swoich wrażeniach z berlińskiej imprezy. 

Obserwując ludzi zbierających się w sali teatru HAU na berlińskim Kreuzbergu w sobotni wieczór, piąty dzień festiwalu 3hd, myślałam o tym, że musi istnieć tyle narracji, ilu uczestników przewinęło się przez Hau i Trauma Bar und Kino w ciągu tych kilku dni. Do występu przy fortepianie przygotowuje się, wspierana przez przyjaciół, Larry B aka Ms Carrie Stacks. Z boku na widowni siedzą pisarze: manuel arturo abreu, Sarah M. Harrison, Jen Rosenbilt, po drugiej stronie Wanda Vrasti – założycielka feministyczno-queerowego kolektywu Lecken, członkini female:pressure Bianca Ludevig. James Massiah powoli zbiera swój sprzęt. Na jednym z rozrzuconych na podłodze materacy siedzę ja, dziewczyna z Europy Wschodniej, obok mnie choreograf Michele Rizzo, twórca performance’u Higher.xtn i Steph Kretowicz, pisarka oraz jedna z kuratorek festiwalu. Nie sposób wyliczyć kontekstów, przez które postrzegaliśmy osobistą do granic sztukę Ms Carrie Stacks, ale wszyscy chłonęliśmy ją jak gąbka, w równym stopniu spragnieni i wygłodniali głosu, który rozerwie nas od środka.

Usiadła przed fortepianem, w sukni cowboy girl, blond peruce z welonem, wyraźnie zadowolona sporym zainteresowaniem. Jej działalność jako aktywnej od 2010 roku członkini artystycznego świata wschodniego Londynu kwestionuje męskość w afrykańskich diasporach, podważając zakodowany dualizm płci. Rzuciła kilka nonszalanckich żartów („przyjechałam specjalnie z Londynu na imprezę, więc nie mówcie mi, że dzisiaj nie będziemy się bawić”, „naprawdę nie chcę was smucić moimi piosenkami, jest sobota”). Płynnie przeszła z niewyraźnego zawodzenia „I had to let you go / I didn’t wanna let my feelings show / I’ve been hurt before / I didn’t want the pain near me anymore” w dojrzały wokal z surowo melancholijnym, introspektywnym tekstem „I use to find me on your Twitter page / tryna gauge what you’re saying / As though in reality you’re speaking to me / but since you’re not how silly of me / waste my time to figure out / what’s not mine to figure out” w akompaniamencie czystych, rezonujących dźwięków pianina, starając się, aby wszystko zabrzmiało trochę mniej dramatycznie niż było w rzeczywistości. Ms Carrie Stacks ujawniła się jako promienna gwiazda, szczera artystka i uzdolniona songwriterka.         

1 Higherxtn performance by Michelle Rizzo Lola Banet

Obecny na sali reżyser Akinola Davies Jnr., twórca m.in. teledysków do utworów „Hit It Right” oraz „Over and Over” Ms Carrie Stacks, uczestniczył w festiwalu, pokazując film „Mayonnaise, Corn on the Cob and My Car”, powstały we współpracy z londyńskim kolektywem CURL. Akinola Davies Jnr. kontynuuje swoje zainteresowanie względem afrykańskiej diaspory Londynu, ich historią oraz wspólnym działaniem. Dokumentuje życie społeczności z niższych warstw społeczno-ekonomicznych, skupiając uwagę na tancerzach w pełnej wrażliwości sytuacji. Warstwa tekstowa jest zapisem rozmów przeprowadzonych z założycielami londyńskiego kolektywu CURL – Micą Levi, Brother Mayem i Cobym Seyem – o rutynowych czynnościach dnia codziennego, skrywanych lękach, pracy w kolektywie. Film wyświetlano podczas występu CURL, który można było traktować jak ścieżkę dźwiękową do obrazu, członkowie zespołu stali zwróceni do ekranu, akompaniując aktorom podczas przygotowań ich choreografii.

Skład CURL zmienia się z koncertu na koncert, nie znajdziecie występów na YT ani nagranego przez nich materiału. Kuratorzy działają inkluzywnie, zapraszając muzyków współpracujących z wytwórnią. Podczas występu na 3hd jako gościnie zagrały z nimi Steph Kretowicz i Steph Kretowicz i Akinola Davies Jnr. Kolejnego dnia, również artystka związana z CURL, Alpha Maid w towarzystwie perkusisty Alexa Preta, zaprezentowała szorstki UK grunge.Zamieszanie nastąpiło, gdy muzycy zeszli ze sceny, by pisać i rysować kredą po podłodze Trauma Bar und Kino, przekazywali kredę dalej i każdy kto chciał angażował się w występ, dodając hasło czy szkic. Napisy: „Love is the only remedy”, „Try your best” czy „Do everything that makes you happy” pozostały reminiscencją koncertu aż do końca wieczoru. Kolejnego dnia Alpha Maid zagrała ponownie, tym razem w teatrze HAU, w towarzystwie perkusisty Alexa Preta, zaprezentowała UK grunge inspirowany post-hardcorową i punkową muzyką gitarową. Maid balansowała na granicy melancholijnego wokalu i głośnych szumów, uwypuklając sprzeczności, powodując implozje i eksplozje. To jest moment, w którym cały przyziemny zgiełk zatrzymuje się; moment, którego szukałam, jadąc na 3hd; moment, w którym muzyka wychodzi poza narrację. To nie wszystko, co najlepszego ma do zaoferowania dzisiaj Londyn, chwilę później na tą samą scenę wszedł James Massiah, poeta i muzyk, piszący z perspektywy osoby, która „nie urodziła się z 2 milionami funtów w kieszeni”, przemieniający zróżnicowanych ekonomiczne i rasowo mieszkańców stolicy Wielkiej Brytanii w słowa. Jego performance dotykał tematyki seksu, hedonizmu, przemocy, krwi, wolności i władzy, tego, co czyni życie życiem, nie szczędząc gorzkich komentarzy, z drugiej strony rozumiejąc i wybaczając. Mówił o poezji deklamowanej podczas rave’ów, które mają strząsnąć z ludzi pył po żałobie dotykających nas na co dzień dramatów.

2 CURL Lola Banet

O prorave’owym eskapizmie mówiono dużo podczas wpisanych w program festiwalu paneli dyskusyjnych. Eskapizmie, który dla panelistek Sky Deep, Bianci Ludewig oraz Wanday Vrasti nie oznacza ucieczki, ale protest wyrażany ruchem. Otwarta pozostała jednak kwestia tego, gdzie tańczyć w dobie monopolizacji wszelkich struktur: sprzedażowych (Eventim, ticketpro, empik czy Going.), promocyjnych (Facebook) czy lokalowych – zamykania niezależnych przestrzeni vel niszczenia zaangażowanych w miejsca społeczności. W Berlinie i Londynie sprzeciw wobec monopolizacji wyrażany jest m.in poprzez inicjatywę o nazwie Fuck Parade, czyli marszy anty-gentryfikacyjnych ludzi, którzy protestują przeciwko zwiększaniu kosztów życia w kulturalnych stolicach. W Berlinie ten proces trwa, również dlatego, że coraz więcej osób z Londynu czy Nowego Jorku decyduje się na wyprowadzkę właśnie ze względu na zbyt drogie życie. Błędne koło zdaje się zamykać a tego typu kwestie ciężko jest polityzować z poziomu organizatorów życia nocnego. I o ile problemem równości i tolerancji w klubach kolektywy takie jak Lacken czy Room 4 Resistence zajmują się z powodzeniem od lat, o tyle ich działalność „polityczna” na tym się kończy i nie ma co łudzić się, że jest inaczej. Ich przestrzenią walki wciąż pozostają kluby i internet, co po prostu nie wystarcza. A na pytanie, czy muzyka jest polityczna, panelistki szczerze odpowiadają, że nie. I choć brzmi to pesymistycznie, nie sposób nie zgodzić się z tym pod pewnymi warunkami, które unaocznił słuchacz panelu, queerowy artysta z Lizbony, który z braku inicjatyw jak Room 4 Resistence w jego kraju czuł się pozostawiony sam sobie, do momentu pojawienia się na scenie Alehandro Gersiego aka Arci, z którym wreszcie mógł się utożsamiać na poziomie międzynarodowym. Ten głos wiele wnosi do dyskusji o podstawach podstaw (równy start dla kobiet i osób LGBT nie tylko w muzyce) w rozwiniętych krajach Europy Zachodniej, które nie są do końca zasymilowane w krajach biedniejszych i mniej rozwiniętych, jak Polska, gdzie ta zmiana świadomościowa jest wciąż potrzebna a ludzie uczestniczący w kulturze (i nie tylko) są jej spragnieni.

Nie wspominając o krajach Islamskich, Turcji – „moście pomiędzy Wschodem a Zachodem” – gdzie kobiety i osoby homoseksualne są zabijane ze względu na płeć i orientację. To było tematem pracy Göksu Kunaki i Laury M. Hiendl, którą można umiejscowić pomiędzy performancem, koncertem i sztuką teatralną. Opowiadała historię Bergen, słynnej śpiewaczki arabeski, która najpierw była atakowana a później została zamordowana przez męża. Wprowadzenie to odczyt jej historii – oblana kwasem z polecenia męża, po długoletniej terapii wróciła na scenę, by kilka lat później zostać przez niego zamordowaną. Później zarówno narracje, jak i użyte media dywersyfikują się. Artyści w przerwach od tragicznych historii częstują widzów serem, oliwkami i sokiem, w ramach rozrywki rozbierają się, śpiewają, odgrywają sceny ze studia prasowego. Otoczka wokół występu jest groteskowa. Mówią o sprzedawanej Turcji broni, o milczeniu Zachodu. I wyliczają ofiary – transpłciowych przyjaciół – których lista ciągnie się długo po ich zejściu ze sceny. A performance oglądałam w dniu, w którym polscy europarlamentarzyści wstrzymali się od głosu w sprawie rezolucji sprzeciwiającej się karze śmierci dla osób LGBT w Ugandzie.

3 YEN TECH Lola Banet

Steph Kretowicz, pisarka i kuratorka festiwalu, pochodząca z Białegostoku, a od lat mieszkająca w Londynie, sobotniego wieczoru miała odczyt wzruszającego listu miłosnego do kogokolwiek. W tekście rozważa sytuacje not-coming-outu w polskich realiach językowych, gdzie formy, w przypadku opowiadania o byłych lub obecnych partner(k)ach, implikują ich płeć. Opowiada o konieczności lawirowania w kontekście rozmowy z babcią czy jedną z przyjaciółek z dzieciństwa, w obawie przed często spotykaną reakcją odrzucenia czy wyśmiania. Emocjonalny występ zwrócił uwagę na istotne kwestie, przede wszystkim był opowieścią o byłych miłościach, bez których trzeba nauczyć się żyć, a których historia zdaje się być zawsze taka sama. Etap po etapie dąży do momentu, z którym mierzy się każdy, kto chociaż raz zdecydował się wybrać siebie.

Wydźwięk festiwalu 3hd na pewno jest refleksyjny, żeby nie powiedzieć depresyjny. Jednak wszyscy byliśmy tam po to, by coś poczuć. Bez tego ciężko mówić o przeżywaniu sztuki. Ciężko jest się nad nią zatrzymać. Łatwiej odzwyczaić się, by w końcu przestać ją zauważać, robiąc swoje rzeczy, bez świadomości szerszego kontekstu. Organizatorki, Daniela Seitz i Anja Weigl, mają tę perspektywę i mają poczucie sprawczości, dlatego ich festiwal od pięciu lat udowadnia, że coś znaczącego dzieje się w kulturze. Ich nielinearne podejście do tworzenia znaczenia sprawia, że potrafią dostosować się do zmian, działają odpowiednio z sytuacją geopolityczną i jest to kluczem do realizacji świetnego festiwalu.

 4 Debbie Friday Lola Banet

Fot. Lola Banet