Seks, miłość, macierzyństwo czy konfrontowanie się ze śmiercią. Reportaże i eseje Gabrieli Wiener to zapis nie tyle ekstremalnych doświadczeń, wizyt w klubie swingersów czy w domu seksualnego guru i jego kilku żon, mniej lub bardziej dostępnych dla zwykłego śmiertelnika czy śmiertelniczki, co osobiste historie, z którymi wypada nam się skonfrontować i spojrzeć przez ich pryzmat na własne życie.

Na okładce plastikowe manekiny. Tytuł kusi seksem, podtytuł mówi o reportażu. Jednak to, co dostajemy od wydawnictwa, to zbiór nie tylko reportaży, lecz także esejów peruwiańskiej dziennikarki i pisarki żyjącej w Hiszpanii, które pochodzą z kilku jej książek. Więc okładka może być nieco dezorientująca w stosunku do treści, w której mimo wszystko szukałam wspólnego mianownika, a którym wcale nie jest seks. To raczej osoba autorki, która można powiedzieć, że jest główną bohaterką swoich reportaży, że idzie w „paszczę lwa”, doświadcza na własnej skórze, żebyśmy my nie musieli tego robić.

Zbiór otwiera opis wizyty w domu na obrzeżach Limy, gdzie żyje Badani i jego sześć żon. Wiener odwiedza go sama, nie podaje nikomu adresu swojego gospodarza. Stara się nie oceniać obranego przez niego trybu życia, a jak najwięcej przekazać nam z tego, co tam przeżyła. Nie waha się również odwiedzić w Barcelonie obcego mężczyzny, który stymuluje jej obszar G aż do ejakulacji czy publicznie pozwala dominatrix, by wymierzyła jej serię klapsów. Ze swoim partnerem uprawia seks w trójkątach, odwiedza z nim klub swingersów czy spędza noc w paryskim Lasku Bulońskim z transsekualnymi sekspracownicami. Warto przy tym zaznaczyć, że nie szuka sensacji, którą następnie mogłaby opisać, a podąża za tym, co ją rzeczywiście ciekawi, zgodnie z własną filozofią życia, otwartością. Myślę, że nie powiedziałaby o sobie, że przełamuje tabu, że jest specjalnie dzielna, ale że żyje na własnych zasadach i każdy z nas ma również do tego prawo. Oczywiście takie szczere mówienie o swoich seksualnych doświadczeniach i pragnieniach, zwłaszcza przez kobietę, wciąż spotyka się z piętnowaniem, slut-shamingiem. Wiener przyznaje w wywiadach, że po opublikowaniu pierwszej książki właśnie to ją spotkało. Doszły jeszcze do tego uprzedzenia rasowe. Ale zrozumiała wtedy, że tym bardziej powinna zabierać głos.

Wiener stara się nie oceniać swoich bohaterów, jak wspomniałam, ale siebie wystawia na naszą ocenę. Wpuszcza nas za kulisy swojej dziennikarskiej pracy, do swojego życia, ale też pokazuje tyle, ile sama zechce. To jej wybór. Co ciekawe, jak dla mnie, bardziej się obnaża, kiedy opisuje historie, które teoretycznie niewiele mają do czynienia z seksualnością. Czyli mówiąc na przykład o macierzyństwie, śmierci czy swoim pisarstwie, jak i o peruwiańskim pochodzeniu oraz zniekształconym obrazie własnego ciała. Sięga wtedy do swojego miękkiego podbrzusza. Nie waha się powiedzieć, że boi się śmierci, szczególnie od kiedy została matką, że boi się nudy przebywania sam na sam z dzieckiem, że kiedyś miała aborcję – wspomina mimochodem, pisze także o tym, jak oddała swoje komórki jajowe a za pieniądze z zabiegu opłaciła studia magisterskie. Z kolei na reportaż do Paryża wybrała się, choć akurat karmiła piersią i nie mogła opanować laktacji. Wiener więc nie tylko odsłania się, ale pokazuje swoje doświadczenia jako kobieta-autorka czy dziennikarka i zarazem matka.

Można więc powiedzieć, że przekracza jakieś granice. Na przykład te osobiste, zdradza nam w końcu sporo ze swojego świata, wpuszcza w zakamarki intymności. A może raczej nie stawia granic po prostu? W jednym z wywiadów powiedziała: „zawsze byłam głęboko przekonana o zasadności niestawiania sobie granic, zwłaszcza w seksie”. Myślę, że nie tylko w seksie. Wiener próbuje nam pokazać, że nie ma jednej słusznej wizji miłości, związku, macierzyństwa, piękna. Choć w społeczeństwie panują pewne kanony i my często próbujemy im sprostać, więc stawiamy sobie właśnie granice, nie oglądając się na nasze potrzeby i pragnienia. Wobec tego odstępstwa od powszechnej „normy” są postrzegane jako zachowania mniejszościowe, z marginesu. Wiener nie godzi się na taką optykę, zależy jej na pokazywaniu różnorodności a nie tworzeniu nowych etykietek czy marginalizowaniu swoich preferencji.

Jednak na początku reportażu z klubu swingersów możemy przeczytać: „czujemy się idiotycznie, a przecież jeszcze się nawet nie rozebraliśmy”. Wiener dużo pisze o swoich wewnętrznych doświadczenia, więcej niż o tych cielesnych. Pokazuje, że choć nie stawia sobie granic, to jednak jako ludzie wszyscy mimo wszystko mocno jesteśmy spętani społecznymi konwenansami. Zwłaszcza w nowych sytuacjach, w nieoswojonym terenie czy przy obcych włącza się w nas wstyd, tryb „co sobie o mnie ludzie pomyślą”. Tak mocno jesteśmy trenowani do trzymania się w pewnych ryzach. Dlatego też dla niektórych część historii opisanych przez Peruwiankę może być kontrowersyjna. Dla mnie były one interesujące i często miałam niedosyt, chciałabym więcej wiedzieć o tym, co autorka czuła podczas wytrysku, jak dokładnie została do niego doprowadzona. Ale może wtedy nie miałabym chęci, by eksplorować te tematy na własną rękę.

Zbiór historii, które serwuje nam Wiener, pokazuje złożoność i różnorodność naszej egzystencji z ciekawej perspektywy. Pokazuje, że zdecydowanie nie jesteśmy plastikowymi manekinami bez uczuć z jednej fabrycznej taśmy.

 1 seksografie

Gabriela Wiener, „Seksografie. Reportaż uczestniczący o pokusach i pragnieniach″, tłum. Andrzej Flisek, Prószyński i S-ka, Warszawa 2020

 

Fot. materiały prasowe