Fot. Mateusz Hajman

Na waszą prośbę seksuolożka i psycholożka Izabela Jąderek opowiada nam o tym, co najważniejsze w kwestii orgazmu i że przede wszystkim liczy się głowa!

Czasem orgazm ociera się o doświadczenie na styku przyjemności i nieprzyjemności. Czasem jest, a czasem go nie ma. Jego występowanie i przeżywanie to pewna zmienna, na którą wpływa wiele czynników – choćby faza cyklu, stan psychiczny i fizyczny. Pamiętajmy też, że orgazm można mieć, ale nie trzeba, bo jego doświadczanie nie jest konieczne, aby czerpać z seksu przyjemność. Sprzeciwiamy się więc głośno i wyraźnie presji na orgazm, jak i wartościowaniu dróg dojścia do niego. Równocześnie jesteśmy zdania, że warto o orgazm zadbać – własny i partnerki czy partnera, mając świadomość, że ten równoczesny można między bajki włożyć. Niemniej o orgazmie trzeba pamiętać i rozmawiać o nim. Ale najlepiej odwołać się do własnego ciała, sprawdzić, co sprawia mu przyjemność. Podążać za nim, nie zapominając, że nie zawsze cel jest najważniejszy, czasem samo poszukiwanie dostarcza mnóstwa satysfakcji i frajdy. 

 

Czym jest orgazm?

Iza: Obecnie mówimy, że jest to subiektywne odczuwanie przyjemności, doznań płynących z ciała, które możemy nazwać satysfakcją, czyli właśnie orgazmem. Jest też definicja bardziej fizjologiczna, według której np. skurcze pochwy co 0,8 sekundy, skurcze zwieracza odbytu, zaczerwienienie klatki piersiowej, czyli tzw. rumień seksualny, przyspieszony oddech, podwyższone tętno świadczą o szczytowaniu, wręcz pozwalają stwierdzić osobie postronnej, że orgazm miał miejsce. Jednak między tym, co jest fizjologiczne, a tym, co subiektywne, emocjonalne, występuje zasadnicza różnica.

 

Nie wiem, czy miałam orgazm

Iza: Kobieta zazwyczaj nie czuje, że ma skurcze mięśni pochwy czy odbytu, tylko poprzez ekstazę, zapomnienie, chwilowe zamroczenie rozpoznaje, że szczytuje. Ten stan może trwać dłużej lub krócej – w zależności od indywidualnych predyspozycji czy stymulacji, i wywoływać różne odczucia. Więc można nie być niepewną, czy się ten orgazm miało.

 

Łzy na szczycie

Iza: Na orgazm można zareagować bardzo różnie – mniej lub bardziej gwałtownie, płakać, śmiać się, drapać, gryźć, jak i bez większej ekspresji. To zależy od rodzaju relacji i więzi, wieku, jakości stosunku. A co do łez – najczęściej postrzegamy je jako coś złego. A one mogą pojawić się w związku z rozładowaniem napięcia czy być po prostu łzami szczęścia.

2 hajman kobiecy orgazm antyslutshaming grls room

Schemat: Jerzy A. Kowalski, „Homo eroticus. Jak narodziła się ludzka seksualność”, Wydawnictwo IBS, Opole 2011/źródło: wikipedia.org 

Orgazm jest jeden

Iza: Raz może być krótki i intensywny, innym razem przedłużony, ale spokojniejszy, co nie oznacza, że orgazmu nie było czy że jeden był lepszy od drugiego. Przeżywanie orgazmu może się różnić również w zależności od tego, które miejsca są stymulowane. Orgazm jest więc jeden, ale różne są drogi, które prowadzą do niego. Stymulować można łechtaczkę, pochwę, odbyt, sutki, brzuch, płatki uszu czy oczy, a stymulacja może oznaczać penetrację, dotyk, lizanie. Na naszym ciele jest masa obszarów, których pobudzanie zaprowadzi nas na szczyt. I jeśli się już tam znajdziemy, to wydaje się bez sensu wartościowanie tego, w jaki sposób się to odbyło i co czujemy. No i pamiętajmy, że na to, jaki ten orgazm mamy, wpływa również nasza biologia i okoliczności uprawiania seksu, trening masturbacyjny lub jego brak oraz kultura, w której żyjemy.

 

Stymulacja łechtaczki

Iza: To bardzo ważny punkt na mapie ciała. Bogato unerwiona łechtaczka (ok. 8 tysięcy połączeń nerwowych!) pod wpływem pieszczot może szybko zapewnić nam orgazm, jednak trzeba uważać, bo ze względu na wspomniane unerwienie intensywny dotyk może wywołać ból. Oczywiście stymulację najlepiej dostosować do indywidualnych preferencji. Jeśli nie zależy nam na czasie, można pobudzać clitoris naprzemiennie – delikatniej i mocniej, szybciej i wolniej. Kiedy robi to partner czy partnerka, można poprosić o zmienianie techniki – warto spróbować i lizania, i ssania czy pocierania. Generalnie miejsca na ciele z bardzo dużą liczbą połączeń nerwowych lepiej – choć to też indywidualna sprawa – traktować delikatnie, aby ich nie przestymulować.

Jeszcze całkiem niedawno pokutowało przeświadczenie, że orgazm wywołany pobudzaniem łechtaczki jest niedojrzały. To wina Freuda, który w 1905 roku stwierdził, że stymulacja łechtaczki jest młodzieńczą formą dostarczania sobie rozkoszy, a ta zaznawana w wyniku penetracji penisem świadczy o przekroczeniu progu kobiecości. Dlatego gloryfikował penetrację, penisa i stosunki z mężczyznami. A jeśli kobieta nie potrafiła czerpać z tego przyjemności, to oznaczało, że jest z nią coś nie tak. Dziś wiemy, że to freudowska teoria była felerna.

Jak wspomniałam – unerwienie łechtaczki robi swoje. Także jej anatomia i usytuowanie sprawiają, że dość wcześnie można odkryć, często przypadkowo, że jej pobudzanie daje przyjemność – poprzez otarcie się o jakiś mebel, przez ucisk bielizny itp. Zwykle więc z łechtaczką „pracujemy” w pierwszej kolejności, odkrywając swoją seksualność, ćwiczymy siebie i ją, a przed dotykaniem pochwy wiele z nas wciąż się wzbrania z tego czy innego powodu. Ba, generalnie nie jesteśmy zachęcane do odkrywania swojego ciała pod tym kątem. Chłopcy w okresie dojrzewania, masturbując się, przyzwyczają się do stymulacji różnych części swoich genitaliów, co wynika z ich budowy. Naturalne jest więc, że jeśli przyzwyczaimy się do konkretnego zachowania, bodźca, to trudniej nam osiągać przyjemność poprzez organ, któremu do tej pory nie poświęcaliśmy uwagi. A fizjologicznie zarówno pochwa, jak i łechtaczka mają takie same możliwości, że tak powiem, orgazmiczne. Często słyszę pytania ze strony kobiet: co jest ze mną nie tak, dlaczego nie mogę osiągnąć orgazmu w wyniku penetracji, co z tym zrobić? Więc oczywiście można ćwiczyć ciało, mięśnie pochwy, aby przyzwyczaić je do stymulacji. Podkreślmy jednak, że nie jest to absolutnie konieczne, a orgazm to nie cel sam w sobie, który trzeba zaliczyć, osiągnąć, a raczej coś, czego możemy, ale nie musimy za każdym razem doświadczyć.

 

Idea dochodzenia razem

Iza: Czasem się zdarza, że partnerzy szczytują w tym samym momencie (zwłaszcza kiedy do tego specjalnie nie dążą), ale bardzo rzadko. Jeśli chodzi o stosunki heteroseksualne, trudno o to choćby dlatego, że mężczyzna zwykle bardzo szybko osiąga podniecenie i w momencie, w którym ma wysoki dla siebie poziom stymulacji poprzez ruchy frykcyjne, szybko może ejakulować – w ciągu kilkunastu sekund czy minut. Zwykle też mężczyźnie trudniej jest powstrzymać ejakulację. Z kolei kobieta ze względu na swoją fizjologię zazwyczaj potrzebuje więcej czasu, aby osiągnąć wysoki poziom podniecenia. Jeśli więc dochodzi do penetracji, to po niej można poprosić partnera lub partnerkę o pieszczenie łechtaczki czy innej strefy erogennej. Można oczywiście zadbać np. o wcześniejsze rozbudzenie, próbować różnych pozycji, w których podczas penetracji także łechtaczka jest pobudzana, ale napinanie się na wspólne szczytowanie zwykle tylko utrudnia sprawę.

W przypadku stosunku dwóch kobiet bywa tak, że najpierw jedna pieści tę drugą, a potem następuje zmiana ról. Bywa i tak, że stymulują się wzajemnie równocześnie i wtedy jest większa szansa niż w przypadku stosunku heteroseksualnego, że obie doświadczą orgazmu w podobnym czasie – bo ich fizjologia jest teoretycznie podobna – choć znów wszystko zależy od indywidualnych czynników. Myślę, że zarówno komedie romantyczne, jak i mainstreamowe porno robią nam dużo złego, pokazując wspólne szczytowanie. Podobnie rzecz ma się z orgazmem „pochwowym”.

 3 hajman kobiecy orgazm antyslutshaming grls room

Fot. Mateusz Hajman

Orgazm a głowa

Iza: To, co dzieje się w naszej głowie – wyobrażenia erotyczne, snucie podniecających scenariuszy – wpływa na pobudzenie naszego ciała. Wręcz można mieć orgazm bez dotykania stref erogennych, uprawiać seks w głowie. W drugą stronę – jeśli pobudzimy narządy płciowe, ale nie pobudzimy głowy, to orgazmu raczej nie będzie. Bo jeśli nie odpuścimy kontroli, jeśli nie damy sobie pozwolenia na swobodę, jeśli będziemy zaprzątnięci np. problemami dnia codziennego, tym, co po seksie mamy do zrobienia, to raczej mała szansa, aby nastąpiło zwieńczenie orgazmem czy w ogóle jakąkolwiek satysfakcją. A orgazm to poniekąd pozwolenie sobie na całkowite odcięcie się od rzeczywistości, uwolnienie się od napięć i wszelkich bodźców poza tymi seksualnymi.

Na chęć uprawiania seksu czy doświadczanie orgazmu wpływa wiele różnych czynników – od emocjonalnych, relacyjnych po przekonania kulturowe, więc to zbyt złożona sprawa, aby „naprawić” ją od ręki.

 

Udawanie orgazmu

Iza: Gdyby chcieć wykorzystać funkcjonujące w kulturze kody, to trzeba by bez przerwy coś odgrywać w łóżku – pilnować tego, jak ciało wygląda, pamiętać, aby krzyczeć tak a nie inaczej, przymykać oczy w odpowiedni sposób czy przygryzać wargi w trakcie, a może rozchylać. Osobiście jestem przeciwna udawaniu – to daje satysfakcję, ale tylko na chwilę. Ma się wrażenie, że zadowoliło się partnera lub partnerkę, ale im więcej czasu mija, tym zwykle samopoczucie jest gorsze. Po pierwsze oszukuje się i jego/ją, i siebie. Po drugie nie ma możliwości zmienić nic w seksie, bo się nie mówi szczerze, że potrzebuje się czegoś innego, nie ma zatem przestrzeni na poprawę, ale też na uczciwość. Partner czy partnerka, kiedy dowiaduje się o udawaniu po długim czasie, ma pełne prawo czuć się oszukany i potraktowany nie fair. A samo udawanie jest szalenie wyczerpujące – trzeba to robić w odpowiednim momencie, dbać o głośność, ekspresję, żeby wypaść wiarygodnie. Rozmowa o braku orgazmu czy w ogóle o seksie jest trudna, ale jeśli się wstydzimy, możemy użyć np. listu lub innej formy, dzięki której łatwiej nam będzie coś wyrazić.

Orgazm wielokrotny

Iza: Kobieca fizjologia sprawia, że w przeciwieństwie do mężczyzn potrzebujemy krótszego czasu na „odpoczynek” i możemy (ale znów: nie musimy absolutnie!) doświadczyć kilku orgazmów w trakcie jednego stosunku czy kilku następujących stosunkowo szybko po sobie – np. dzięki nieprzerwanej stymulacji, kiedy nie schodzimy poniżej najwyższego poziomu podniecenia.

 

Orgazm mimo woli

Iza: Może się zdarzyć niezależnie od płci. Śnisz dajmy na to o erotycznej, podniecającej cię sytuacji – tu działa wyłącznie twój mózg – i kiedy się obudzisz, możesz stwierdzić, że łechtaczka jest powiększona, czujesz, że masz lubrykację i może dojść do szczytowania. Taki orgazm paradoksalnie jest czasem łatwiejszy – doświadczany tylko podczas snu, a nie z partnerem czy partnerką – i stanowi dowód na to, że myśli, kontrola mają duże znaczenie podczas kontaktu seksualnego. Czasem pobudzenie – niekoniecznie zakończone orgazmem – zostaje wywołane w trakcie uprawiania pewnych sportów, np. podczas jazdy na rowerze, kiedy siodełko pociera łechtaczkę i wargi sromowe. W takich sytuacjach staramy się zwykle jakoś nad tym zapanować i orgazmu ostatecznie nie ma. I jest to po prostu fizjologiczna, a nie seksualna reakcja ciała.

 

Peegasm

Iza: Sporo kobiet mówi o uczuciu odprężenia, ulgi, która przychodzi po szczytowaniu. Niektórym kobietom podobne odczucia może dawać oddanie nagromadzonego, napierającego w drażniący sposób moczu, choć jest to raczej czysto fizjologiczne. Oczywiście, kiedy zdarzy nam się przetrzymanie moczu, można to potraktować jako ciekawe doświadczenie, ale ze względów zdrowotnych nie należy tego praktykować umyślnie.

Nie idźmy do łóżka tylko po orgazm! Kiedyś było takie przeświadczenie, że udany seks to ten zakończony orgazmem. Na początku XXI wieku seksuolożka Rosemary Basson zrewolucjonizowała podejście do kobiecej seksualności, mówiąc, że cykl reakcji seksualnych kobiet głównie nastawiony jest na osiągnięcie satysfakcji i przyjemności czerpanej z bliskości z partnerem/ką. 

Brak orgazmu

Iza: Dobra wiadomość jest taka, że jedynie niewielka część kobiet – raptem kilka procent – które nie miały orgazmu, nie są w stanie w ogóle go przeżywać. Są kobiety, które nie miały go nigdy – ani podczas sesji samomiłości, ani w trakcie stosunku z inną osobą – co nie znaczy, że nigdy go nie przeżyją. Są takie, które doświadczały, ale przestały z różnych powodów.

Można oczywiście machnąć na orgazm ręką, aczkolwiek nie znam takiej kobiety, która nie chciałyby go doświadczyć, zwłaszcza że żyjemy w świecie, w którym panuje niemal powszechna świadomość, że jest coś takiego jak orgazm. Czasami trzeba się nad tym orgazmem porządnie napracować, ale wtedy też jest zwykle większa satysfakcja, kiedy go doświadczymy. Jesteśmy przyzwyczajone, że trzeba zadbać o dom, dzieci, cerę, ale nie mówi się, że trzeba zadbać o swoje życie seksualne albo że można popracować nad udanym życiem seksualnym, a to jest taki sam obszar do zadbania jak każdy inny.

Może być i tak, że kobiety są w stanie doświadczać orgazmu tylko solo. Są takie, które doświadczają go tylko z partnerem. W razie trudności i chęci zmiany warto udać się do specjalisty, bo przyczyny braku orgazmu zwykle są złożone i często trudno znaleźć samemu rozwiązanie.

W łóżku może nas też hamować lęk przed oceną. Jedne z nas pozwolą sobie na utratę kontroli dopiero z naprawdę bliską osobą, inne raczej z obcą, na której im zupełnie nie zależy. W ogóle różne lęki, jak np. przed niechcianą ciążą, stanowią najczęstsze podłoże psychogenne wpływające na chęć uprawiania seksu, na przeżywanie orgazmów. Nie zawsze jesteśmy w stanie sami je sobie uświadomić. Także przekonania wyniesione z domu, różne schematy, które tkwią w nas gdzieś głęboko, potrafią rzutować na nasze życie seksualne. Można np. mieć przekonanie, że jako matka nie jestem już seksualna.

Z jednej strony potrzebna jest więc praca z głową, zmiana nastawienia, krytyczne podejście do swoich przekonań, a z drugiej – jest to praca z ciałem, w której też bywa potrzebne przełamanie barier psychicznych, aby rozpocząć trening masturbacyjny. Bo jednak najlepszym sposobem jest odkrywanie własnego ciała solo, bez widzów, danie sobie wystarczająco dużo czasu i przestrzeni, aby dojść do tego, co nam pasuje, a co nie. Doświadczenie orgazmu dzięki autostymulacji bywa bardzo wyzwalające i pozytywnie wpływa na samoocenę oraz akceptację ciała.

Bywa i tak, że leki na zaburzenia psychiczne powodują obniżenie libido i uniemożliwiają doświadczanie orgazmu, co jest frustrujące. Także w ciąży wysoki poziom prolaktyny może obniżać popęd seksualny, podobnie w połogu. Infekcje, dermatozy, nowotwory, wycięcie fragmentów układu moczowo-płciowego – wszystko może mieć wpływ na życie seksualne, zarówno od strony fizjologicznej, jak i psychologicznej. Niestety, część lekarzy i psychologów nie jest edukowanych w związku z seksualnością – większość uważa, że najpierw trzeba wyleczyć główny problem i nie przejmują się, że skutkiem choroby czy farmakoterapii są zmiany w obszarze seksualnym. Wszyscy mamy prawo czerpać przyjemność z seksu, dlatego lekarze czy psychologowie powinni w tym nam pomagać. Tym bardziej że seks może mieć właściwości terapeutyczne.

Orgazm jest jeden, ale różne są drogi, które prowadzą do niego. Stymulować można łechtaczkę, pochwę, odbyt, sutki, brzuch, płatki uszu czy oczy, a stymulacja może oznaczać penetrację, dotyk, lizanie. Na naszym ciele jest masa obszarów, których pobudzanie zaprowadzi nas na szczyt. 

Orgazmiczne skarpetki

Iza: W doświadczaniu orgazmu pomaga wspomniane poczucie bezpieczeństwa, komfortu, więc jeśli np. lepiej czujemy się w łóżku w skarpetkach z jakiegokolwiek powodu (krążenie, brak samoakceptacji), to nie ma co na siłę się ich pozbywać. Te skarpetki można potraktować metaforycznie – może to być i pozostanie w bieliźnie, seks przy świetle, w jakichkolwiek określonych warunkach, które ułatwią skupienie na czynnościach seksualnych. Każda osoba, każda para ma prawo uprawiać seks w taki sposób, w jaki jej pasuje – ważne jedynie, żeby na tym nie koncentrowała się cała uwaga, to ma być coś, co faktycznie pomaga, pozwala się zrelaksować, a nie dodatkowo stresuje i napina.

 

Osoby transseksualne i orgazm

Iza: Tu trzeba zrobić pewne rozróżnienie – na osoby transseksualne, które zostają przy narządach biologicznych, i na poddające się korekcie, czyli w tym przypadku usunięciu penisa i wytworzeniu kobiecych genitaliów – pochwy i łechtaczki. Jeśli operacja jest dobrze zrobiona, to przyjemność z pobudzania genitaliów jest jak najbardziej czerpana. Trzeba przy tym powiedzieć znów, że czy jesteśmy cis, czy jesteśmy trans, głowa jest najważniejsza, seks odbywa się właśnie w niej. Transkobiety czerpią największą satysfakcję z seksu w momencie, kiedy czują, że są w swojej płci, są po prostu sobą, a najłatwiej osiągnąć przyjemność, kiedy jest się ze sobą w zgodzie i lubi się swoje ciało. To dla nich zwykle wyzwalające, podniecające. Części osób jednak zdarzało się podczas seksu, że ktoś wyśmiewał ich narządy albo z powodu posiadania penisa oczekiwano od transkobiety roli dominującej – w takiej sytuacji, mimo początkowego podniecenia, ostatecznie nie można mówić o jakiejkolwiek seksualnej satysfakcji.

 

Osoby sparaliżowane

Iza: W tym przypadku istotne jest, w którym miejscu rdzenia kręgowego dochodzi do uszkodzenia. Część rdzenia odpowiada za psychogenne odczuwanie podniecenia, a część za odczuwanie podniecenia w wyniku stymulacji. Jeśli więc dojdzie do uszkodzenia na poziomie odpowiedzialnym za stymulację, to wtedy może być np. trudno lubrykować czy osiągnąć podniecenie w wyniku fantazjowania. Można jednak zastosować lubrykant czy znaleźć inny sposób pobudzenia. Poza tym genitalia nie są jedynym ośrodkiem erogennym w naszym ciele – więc można eksplorować inne jego części. Wiele osób mówi, że przyjemność sprawia im dotyk na styku miejsc, gdzie jest czucie i gdzie go nie ma. Albo na styku z blizną. Generalnie przyjemność seksualna jest możliwa jak najbardziej do osiągnięcia przez osoby z niepełnosprawnością ruchową, z ograniczonym czuciem, ale zwykle wymaga wypracowania/odkrycia odpowiednich technik.

 

Osoby homoseksualne

Iza: Badania pokazują, że kobietom będącym w relacjach z innymi kobietami – niezależnie od tego, czy definiują się jako lesbijki, czy też nie – zwykle łatwiej osiągnąć orgazm niż tym uprawiającym seks z mężczyznami. Jak się okazuje „heteronorma” ma wciąż na nas duży wpływ i np. pociąga za sobą myślenie, że kobieta ma być uległa, co nie każdej z nas pasuje. A kobiety będące w relacjach jednopłciowych czy też otwarte na tego typu relacje zwykle nie ulegają „normom”, potrafią je dostrzec i odrzucić. Oczywiście za każdym razem dochodzi szereg zmiennych indywidualnych – każda z nas ma swoje przekonania, doświadczenia, środowisko, z którego się wywodzi, gdzie się mówiło tak czy inaczej o seksie lub nie mówiło wcale.

 

Orgazm a kobiece ciało

Iza: Pewną regułą jest, że kobietom łatwiej doświadczać orgazmu między 30. a 40. rokiem życia – czyli wtedy, kiedy zwykle lepiej znają swoje ciała, lepiej się w nich czują, wyzwalają się spod wpływu jakiegoś wewnętrznego autocenzora, norm społecznych, do których w młodszym wieku w większości są przywiązane. A im bardziej koncentryją się na swoich potrzebach, tym więcej przyjemności z seksu czerpią.

Oczywiście zmiany fizjologiczne związane z wiekiem czy wydarzeniami takimi jak poród mają wpływ na fizyczność i psychikę. Kobiety, które rodziły, mogą mieć trudności w związku z penetracją, np. wrażenie luzu w pochwie, odczuwać ból, inaczej niż przed porodem odbierać pewne bodźce, nad czym oczywiście można pracować. Ale znowu: można też eksplorować inne części ciała. Jednak bez wątpienia trzeba nauczyć się swojego ciała na nowo – ta praca z ciałem, dbanie o nie to zadanie na całe życie.

Szczególnym okresem jest też menopauza. W wyniku zaniku estrogenów jest większa suchość pochwy, skłonność do otarć, do infekcji, zmiana poziomu hormonów wpływa również na ochotę na seks. Ciało się zmienia, więc może być trudniej zaakceptować siebie na nowo. Zwykle jednak kobiety, które cieszyły się swoją seksualnością przed menopauzą, odnajdują się po niej, szukają środków zaradczych na problemy i nowych dróg do seksualnej satysfakcji. Są też takie, które wyciszają tę sferę. I jeśli to świadomy wybór – to OK. Jednak perspektywa społeczno-kulturowa też robi swoje – babcia przecież nie uprawia seksu , oczekuje się od niej, że zajmie się innymi rzeczami niż seks. Więc znowu – nie tyle biologia, co społeczeństwo oceniające nas według naszego wieku, wtłaczające nas w pewne ramy może rzutować na nasze życie seksualne.

 

Kobieca ejakulacja

Iza: Może się pojawić, ale nie musi. Podobno w zasadzie każda kobieta jest zdolna, aby ejakulować. Problem polega na tym, że część z nas nie ma świadomości, że ejakuluje, może się nam wydawać, że to po prostu zwiększona lubrykacja. Aby przekonać się, czy wytrysk z gruczołów przy cewce moczowej ma miejsce, można sobie zrobić seans samomiłości z ręcznikiem i lusterkiem. Stymulować należy punkt G, czyli swego rodzaju wypukłe miejsce na górnej ścianie pochwy, to miejsce jest na wysokości ok. 5 cm od ujścia pochwy i jest lekko chropowate. Podczas seksu waginalnego dobra do stymulacji punktu G jest m.in. pozycja na jeźdźca. Bywa jednak, że hamujemy ejakulację – podobnie jak orgazm. Kiedy wytrysk jest blisko, pojawia się uczucie podobne do chęci oddania moczu. I kiedy w głowie sobie powiemy, że OK, to się najwyżej zsikam, zamiast siłą woli powstrzymywać to napieranie, jeśli odpuścimy kontrolę, to wtedy kobiecy wytrysk jak najbardziej może mieć miejsce.

 

Seks bez orgazmu

Iza: Nie idźmy do łóżka tylko po orgazm! Kiedyś było takie przeświadczenie, że udany seks to ten zakończony orgazmem. Na początku XXI wieku seksuolożka Rosemary Basson zrewolucjonizowała podejście do kobiecej seksualności, mówiąc, że cykl reakcji seksualnych kobiet przede wszystkim nastawiony jest na osiągnięcie satysfakcji i przyjemności czerpanej z bliskości z partnerem czy partnerką. Osiągnięcie satysfakcji stanowi motywację, aby uczestniczyć w kolejnych zbliżeniach. Jest to więc zasadniczo odmienne od męskiej fizjologii, choć też bym nie mówiła o regule, że mężczyznom łatwiej odłączyć seks od emocji. Generalnie jednak okazało się, że bez orgazmu, bez pogoni za nim można czerpać przyjemność z seksu, który jest fizycznym okazaniem akceptacji, pogłębia relacje, jest bardzo istotny w budowaniu bliskości. Także seks solo bez orgazmu spełnia tego typu funkcje.

 1 hajman kobiecy orgazm antyslutshaming grls room

Tekst ukazał się pierwotnie w 7 numerze magazynu G'rls ROOM, w którym znajdziecie więcej orgazmicznych treści!