Żyjemy w wielkich miastach, otoczeni ludźmi, mamy możliwość kontaktu z bliższymi i dalszymi znajomymi rozsianymi po całym świecie. Teoretycznie jesteśmy w nieustającym kontakcie, pokonaliśmy czasoprzestrzeń. A to przecież bardzo ważne, bo człowiek to istota stadna. Odczuwa samotność, czyli smutek, brak, kiedy nie ma kontaktu z innymi ludźmi. Stoi za tym ewolucja – dzięki temu ludzie garnęli się do siebie, a życie w grupie zapewniało im przetrwanie w ciężkich warunkach w odległych prehistorycznych czasach. Jednak obecnie wydaje się, że okiełznaliśmy samotność, potrafimy nią zarządzać, a nawet nie jest nam ona potrzebna. Samotność to w końcu coś negatywnego, postrzegamy ją jako odizolowanie, brak umiejętności społecznych, patrzymy podejrzliwie na samotników, na tych bez pary, bez szerokiego kręgu znajomych, coś z nimi na pewno nie tak. Tymczasem może i zdobywamy dzięki technologii i otwartości coraz więcej kontaktów, ale powierzchownych. Niby panujemy nad swoim życiem, ale mamy ciśnienie, aby wciąż obracać się wśród ludzi, uciekamy od siebie. Skaczemy z jednego związku w drugi, a jak jesteśmy singlem, to mamy zastępy przyjaciół. Samotność samotności oczywiście nierówna. Jest ta z wyboru – bo doświadczyliśmy złych rzeczy od innych ludzi i jesteśmy sparzeni, wolimy ograniczać znajomości, miłości; los tak się ułożył, że nie mamy rodziny, bratniej duszy, a może lepiej nam samym, czujemy się dobrze ze sobą. Powody są różne, ale najważniejsze to chyba oddzielenie bycia samotnym jako sytuacji życiowej, tzn. ograniczania z tych czy innych przyczyn liczby znajomych, a odczuwania samotności, dokuczliwego uczucia, które może się pojawić, nawet jeśli jesteśmy w związku lub wciąż otaczamy się innymi – samotność wśród ludzi, samotność w sieci itd.
Kadry z filmu "Wstyd" Steve'a McQueena
Właśnie odczuwanie samotności jest zagrożeniem dla naszego zdrowia i życia. Bo to, że żyjemy sami, nie musimy się denerwować zajętą łazienką rano, kiedy nam się spieszy, możemy biegać nago po domu, kiedy mamy na to ochotę, to raczej czynniki sprzyjające dobremu samopoczuciu. Chyba. Badania mówią jednak o niebezpieczeństwie przewlekłej samotności, nawet tej z wyboru. Czyli co, umrę szybciej i tak, choć szczęśliwa? Perspektywa wydaje się ponura. Samotność zwiększa ryzyko zgonu o 26 procent! Według badań przeprowadzonych na uniwersytetach w Chicago, Ohio i na University College of London długotrwała samotność poważnie osłabia nasz układ odpornościowy. Samotnicy mają większe poczucie zagrożenia, to ich stresuje, w organizmie szaleje kortyzol, a jego wysoki poziom przez dłuższy czas podnosi znacząco ryzyko chorób serca i przedwczesnej śmierci. Amen. A może i jest światełko w tunelu. Samotność jest wprawdzie mocno patologizowana, ale i dzięki temu badana z każdej możliwej strony. Inne badania wykazały, że to predyspozycje do odczuwania samotności są istotne. Można zmienić stan cywilny, otoczyć się mężem czy żoną i gromadką dzieci, a i tak będzie nam źle, będziemy mieli kłopoty ze snem, będziemy się stresowali, a co za tym idzie zdrowie fizyczne i psychiczne, bo to w końcu naczynia połączone, będą poważnie szwankowały. Bo nie sama sytuacja społeczna jest ważna, co jej indywidualne postrzeganie.
Co jeszcze z tymi samotnymi? Oczywiście wszystko, co najgorsze. Jak na przykład to, że samotni najczęściej już pozostają samotnymi. Dlaczego? Jedna z teorii mów o słabych umiejętnościach społecznych takich osób. Więcej czasu spędzają sami ze sobą, więc nie pracują nad nawiązywaniem i rozwijaniem więzi z innymi. Może to być jednak mylne założenie, gdyż nowe badania, o których donosi scienceofus.com mówią o pewnym paradoksie: samotni często mają lepsze umiejętności społeczne niż ci towarzyscy! Wykazują się większą empatią, zrozumieniem, bo mają to przepracowane na sobie. Jednak ich problem zwykle polega na tym, że nie wykorzystują lub nie ujawniają swoich umiejętności, kiedy przyjdzie im się skonfrontować z innymi ludźmi. Kwestia polega na tym, że muszą z jednej strony otworzyć się na innych, zbliżyć do nich, odnaleźć w sobie ciekawość co do drugiej osoby, mieć trochę wiary w to, że się dogadają, wymienią doświadczeniami, co będzie rozwijające jak czytanie książek w samotności czy układanie różnych myśli w swojej głowie. W końcu to dla zdrowia.
Kadry z filmu "Nic osobistego" Urszuli Antoniak
Na koniec warto dodać, że samotność ma sporo jasnych stron, nie tylko wspomnianą możliwość biegania nago po domu. Otóż warto pobyć sam na sam, wsłuchać się w siebie, w swoje potrzeby. Dopiero kiedy dobrze poznamy siebie, możemy wyjść i poznawać innych, bo wiemy, kim jesteśmy, co mamy do zaoferowania itd. Wciąż otoczeni ludźmi czasem możemy się zagubić.
Można tu jeszcze zacytować astrofizyka Neila deGrasse Tysona: Wszyscy jesteśmy połączeni. Ludzie z ludźmi – biologicznie. Z Ziemią – chemicznie. Z resztą Wszechświata – atomowo. Więc tak naprawdę nigdy nie jesteśmy sami. Wobec tego wypada zadać sobie pytanie, czy to pocieszające, czy raczej przerażające.
Fot. materiały prasowe




