To jedna z tych historii o młodych, zdolnych, którzy zdobywają szczyty. 27-letniemu zakopiańczykowi wspięcie się na jeden z dachów świata zajęło zaledwie 21 godzin. Ale jego marzenia nie wiążą się jedynie ze zdobywaniem kolejnych wierchów i wyznaczaniem rekordów świata. Z Andrzejem Bargielem rozmawiamy o strachu, pysze, która jest pierwszym stopniem do piekła, szczątkach Yeti oraz duchach, które towarzyszą mu w drodze na kolejne ośmiotysięczniki.

Gdy stajesz na szczycie, co sobie myślisz? Nie boisz się?

Czy się boję? Raczej nie. Uczucie, które mi towarzyszy, to mieszanka ekscytacji, szczęścia i odrobiny niepokoju. Wiem, że za moment czeka mnie najprzyjemniejsza chwila, nagroda za moją ciężką pracę – zjazd na nartach. Podczas moich ostatnich wypraw miałem okazję być sam na szczycie, co jest niesamowitym przeżyciem. Będąc tam masz chwilę, aby pomyśleć, popatrzeć na świat z góry, zatęsknić za tymi, którzy wyczekują mnie na dole. Na takie przemyślenia mam zaledwie moment, ponieważ zdaję sobie sprawę, że za chwilę muszę się skoncentrować na bezpiecznym powrocie do bazy i na planowaniu następnej wyprawy na kolejny ośmiotysięcznik.

1 Andrzej BARGIEL ski winter osimiotysiecznik himalaizm skialpinista.jpg

Bezpieczny powrót to też strach, prawda? Czym jest dla ciebie strach?

Strach wkrada się wtedy, gdy wszystko wymyka się spod kontroli i gdy głowa przestaje ufać ciału. Czasami boję się o siebie, jednak dla mnie strach dotyczy przede wszystkim tego, co może spotkać moich najbliższych. Ostatnio bardzo się bałem, kiedy moja siostra zaginęła po trzęsieniu ziemi w Nepalu. Czułem wtedy, że muszę coś zrobić, ale nie wiedziałem, co. W górach boję się najczęściej momentów zjazdu. Decyzja o tym, czy zakończyć zjazd na nartach, czy kontynuować go pomimo gorszych warunków, jest bardzo ciężka i często wiąże się z uczuciem strachu. Boję się, kiedy śnieg wyprzedza mnie, kiedy lód spada mi na głowę… Bardzo bałem się, kiedy byłem pod lawiną. Czasami boję się momentu wspinaczki i wiem, że nie mogę wtedy popełnić żadnego błędu.

 

No właśnie – zjazd – wspinaczkę górską łączysz z nartami. Jako pierwszemu człowiekowi w historii, udało ci się dokonać pełnego zjazdu ze szczytu Mansalu. Czy pociąg do adrenaliny dyktuje twoje decyzje dotyczące kolejnych wypraw i kolejnych szczytów, które chcesz zdobyć?

Taka forma poruszania się po górach jest mi najbliższa. Na świecie jest sporo takich ludzi [jak ja], to co wyróżnia mnie spośród nich to to, że robię to szybciej niż inni. Zjazd z Mansalu był z pewnością najbardziej zaawansowany, jeśli chodzi o odcinek od szczytu do niższych obozów. Niestety, nie udało mi się dotrzeć do samej bazy z powodu warunków na dole – praktycznie nie było tam śniegu. Istotne w tej wyprawie było to, że wspiąłem się na szczyt najszybciej z historii i to, że udowodniłem sobie, że stać mnie na wielkie rzeczy.

 

Ekspedycje to nie tylko twoje wewnętrzne przeżycie i walka z samym sobą. To też wejście w nowe kultury i przeżywanie wypraw z twoimi przewodnikami. Przygotowujesz się do tego przed wyjazdem?

Tak, podczas ekspedycji mamy okazję poznawać nowe kultury, z czego bardzo się cieszę, bo to pozwala mi cały czas się rozwijać – nie tylko sportowo. Aby dojść do konkretnej góry, przemierzamy dziesiątki kilometrów dolinami, dżunglami, odwiedzamy stare wioski i świątynie. Podczas wypraw poznajemy nowych ludzi – ich życie, tradycje i religię. To jest super.

7 Andrzej BARGIEL ski winter osimiotysiecznik himalaizm skialpinista.jpg

3 Andrzej BARGIEL ski winter osimiotysiecznik himalaizm skialpinista.jpg

Super ciekawe jest również to, że przed rozpoczęciem wyprawy wraz z lokalną ludnością składasz hołd bogom i duchom gór. Jak wygląda taka ceremonia?

Odbywamy ją przed rozpoczęciem każdej wyprawy. Do bazy dociera lokalny Lama, który odprawia obrządek modlitewny poświęcony bezpieczeństwu wyprawy. Podczas obrządku, Lama święci nasz sprzęt. Specjalnie na to wydarzenie budowany jest czorten, czyli wieża ze skał, do której przyczepiane są flagi modlitewne. Po takiej mszy odbywa się oficjalny poczęstunek, przygotowany z darów, które złożyliśmy wcześniej. Zawsze bardzo miło wspominam te rytuały.

 

Dlaczego odbycie takiego obrządku jest ważne dla lokalnej ludności?

Każda z gór ma swoją legendę, w którą wierzą lokalni mieszkańcy. Zawsze staramy się szanować ich wierzenia, ponieważ jeżeli nie ma się szacunku do tradycji lub robimy coś wbrew ich bogom, mogą na nas spaść różne nieszczęścia lub kary.

 

Wierzysz, że taka ceremonia może wpłynąć na sukces wyprawy?

Tego nikt nie wie, ale staramy się robić wszystko z szacunkiem i w zgodzie z wierzeniami lokalnych ludzi. To bardzo dobrze wpływa na atmosferę w bazie.

 

Wspinając się, czujesz się blisko jakieś energii? Nie chcę wchodzić z butami w twoją wiarę, bo to rzecz osobista, interesuje mnie jednak, czy masz świadomość, że coś jeszcze istnieje, a na szczycie jesteś tego bliżej?

Każda góra ma swoją energię. Czuję ją podczas samotnej wspinaczki nocą, gdy widzę niebo pełne gwiazd, widzę piękno góry, czuję powiew wiatru, słyszę dźwięk pękającego lodowca, który brzmi tak, jakby oddychał. Czuję wtedy niesamowity szacunek do gór. Wobec niej, jesteśmy tylko malutkim punkcikiem, który nawet nie jest widoczny na jej tle.

2 Andrzej BARGIEL ski winter osimiotysiecznik himalaizm skialpinista.jpg

4 Andrzej BARGIEL ski winter osimiotysiecznik himalaizm skialpinista.jpg

5 Andrzej BARGIEL ski winter osimiotysiecznik himalaizm skialpinista.jpg

6 Andrzej BARGIEL ski winter osimiotysiecznik himalaizm skialpinista.jpg

Fot. archiwum Adama Bargiela